Konieczność przyspieszenia w pisaniu mojej książki o kulisach śledztwa w sprawie zbrodni na Narożniku 17 sierpnia 1997 roku spowodowała, że normalnie brakuje mi czasu na codzienne pisanie w moim Dzienniku Szarego Obywatela , nad czym mocno ubolewam. Dlatego postanowiłem "wrzucić" tu moje uwagi, które dzięki funkcji przetwarzania głosu w litery na moim androidzie, dyktuję do pamięci telefonu. Niektóre z zapisków są już być może nieaktualne, ale zapisze je tu "ku pamięci".

Władza

W czasach PRL tak zwana opozycja demokratyczna, przy wsparciu papieża Jana Pawła II, a także dobrego chrześcijanina prezydenta USA Ronalda Reagana oraz polskich katolików z Solidarności, którzy na klapach marynarek nosili znaczki z wizerunkiem Matki Boskiej, w sposób niegodny chrześcijan i katolików odrzuciła boskie prawo, że "wszelka władza pochodzi od Boga". Wskazanie to wynika wprost z Nowego Testamentu, gdzie w 13 rozdziale listu świętego Pawła do Rzymian autor pisze o tym wprost". Szczególnie zaznaczone jest to w IV i V wersecie tej księgi, które mówią "(...) Jeśli jednak czynisz zło, bój się, bo (władza) nie na próżno nosi miecz. Jest przecież sługą Boga, wymierzającym kary, temu, kto popełnia zło.

Dlatego należy się podporządkować, nie tylko z powodu jej gniewu, lecz także ze względu na w sumienie." Dlaczego zatem ci wierni chrześcijanie i prawdziwi katolicy władzy boskiej się sprzeciwiali, buntując się wobec władzy, jaką Bóg w łaskawości swej w Polsce ustalił? Z drugiej strony patrząc, to słaby jest to Bóg, któremu jego wyznawcy - mówiąc bardzo oględnie - figę z makiem pokazali i "komuszą" władzę obalili. A może, aby owego Boga nie obrażać, powiedzieć wypada wreszcie prawdę, że nikt tej władzy nie obalił, tylko ona sama z siebie doszła do wniosku, że dalej już nie pociągnie i ze swoimi oponentami dogadała się przy Okrągłym Stole. Inna rzecz, że bardzo naiwna była, sądząc, że ma do czynienia dżentelmenami, którzy danego słowa dotrzymują.

Niemieckie odszkodowania

Ze środowiska Prawa i Sprawiedliwości coraz głośniej dobiegają głosy, żądające od Niemców reparacji za krzywdy, jakie wyrządzili nam podczas wojny. Pierwszy w surmy bojowe zadał mściwie nam panujący prezes, a sygnał z miejsca podchwyciły, raczej mało lotne intelektualnie, całe zastępy wyznawców smoleńskiej religii. Oczekuję zatem od mściwie nam panującego prezesa, aby poszedł dalej. Niech nakaże, aby wszelkie organa podległej mu władzy zgłosiły formalne żądania odszkodowawcze pod adresem Niemiec. Prezes i jego lud smoleński, to dumny lud i nie może być mocny tylko w gębie. Niech wiec wyznaczą Niemcom czas na spełnienie żądań, a w przypadku ich zignorowania, niech zastosują stosowne restrykcje wobec naszych byłych okupantów i ciemięzców.

Ci, którzy walczyli z Niemcami

Kaczyński żądając od Niemców odszkodowania w wysokości 6 miliardów USD, powinien przeprosić żołnierzy I i II Armii Wojska Polskiego, czyli tzw. berlingowców. Tych żołnierzy, którzy naprawdę walczyli z Niemcami, a nie gadali w telewizji o tym. Tych przecinek, zdobywali dla Polski ziemię na zachodzie. Brali prawdziwe udział w zdobyciu Berlina. Żołnierzy, w których bohaterstwo jest przez PiS wymazywane z naszej historii tylko dlatego, że skutecznie walczyli z Niemcami, razem z Armią Czerwoną. Nie palili mleczarni, nie zdobywali gorzelni, jak honorowani przez POPiS tak zwani wyklęci.

Budżet

Kaczyński chcę wejść w zwarcie z Niemcami, a przecież to oni są dziś w praktyce gwarantem sukcesu gospodarczego Polski. To od nich zależy, czy nasz budżet zostanie należycie zasilony środkami pozwalającymi na realizację programów socjalnych "dobrej zmiany". Mściwie nam panujący prezes jakby nie wiedział, że rosnące przychody ze sprzedaży zagranicznej, to efekt wielkich zakupów dokonywanych ze strony państwa niemieckiego.

Wojna na wschodzie

Śmieszny, ale przez to niesamowicie straszny szef MSWiA wymyślił sobie nowy wzór polskiego paszportu z motywami z Wilna i Lwowa, czyli symbolami Wileńskiej Ostrej Bramy i Lwowskiego Cmentarza Orląt. Nie przyszło mu do głowy (dlaczego się nie dziwię ?), że to teraz Litwa i Ukraina. To wyśmienicie współgra z żądaniami reperacji od Niemiec i walką z niemieckimi udziałem w mediach. Pisiory w ogóle nie biorą pod uwagę takiej możliwości, że Niemcy w odwecie za odwołanie przez Polskę rezygnacji z wojennych reparacji, mogą wypowiedzieć układ graniczny i zażądać siłą odebranych Niemcom tak zwanych Ziem Odzyskanych, stanowiących 1/3 terytorium III Rzeszy, które przyznano Polsce decyzją Stalina jako rekompensata za nasze Kresy Wschodnie włączone w 1939 roku do ZSRR. Putin umyje ręce, bo niby dlaczego miałby Polsce (III i IV RP) sprzyjać ? Przyzna, że Stalin niesłusznie odebrał Polsce część Podlasia,Wołyń, Podole oraz Wilno, więc niech teraz Polska oda Niemcom, co niemieckie, a Litwie, Białorusi i Ukrainie odbiorze, to, co zawsze było polskie. A co? Cudze się łatwo rozdaje. Rzecz w tym, że Niemcy "swoje" nam łatwo odbiorą, ale Litwini, Białorusini i Ukraińcy, mogą nam pokazać zbrojny gest Kozakiewicza, a Ukraińcy na dodatek powiedzą, ze lwów to możemy sobie nałapać w Afryce, a kijów nam z chęcią dadzą "skolka ugodno". A my w tym całym ambarasie zostaniemy sami, bo ani na wschodzie, ani na zachodzie wojsk Macierewicza nikt bać się nie będzie, a już zwłaszcza jego OTK.

Napisz komentarz (12 Komentarzy)

Panujący nam mściwie Jarosław wczoraj ze swego stołeczka zapowiedział na Krakowskim Przedmieściu, że nie ustąpi, dopóki nie zwycięży. Nie ustąpi tym, którzy chcą dzielić Polaków czyli tym, którzy są w mniejszości. Zaskoczył mnie maksymalnie swą szczerością, bo wynika, że nie ustąpi przed samym sobą. W ogóle w takim razie jakieś masło maślane. Zapomniał biedaczysko - ach te nieznośne upały - że głosowało na niego zaledwie niecałe 18% dorosłych Polaków. Widać, że mu się mniejszość z większością pomyliła.

Chociaż, czy ja wiem? Może się nie pomyliła, bo realizuje on niesamowicie konsekwentnie swą dawną, gromką zapowiedź, że nikt mu nie wmówi, iż białe to białe, a czarne to czarne. Ludziska mawiali wtedy, że to jedynie taki lapsus, ale okazało się, że jest to podstawa jego polityki informacyjnej i partyjnej propagandy. Zupełnie jednak nie mam pojęcia dlaczego bez przerwy mówił o sobie w liczbie mnogiej. Czysty bolszewizm rzec by można.

A może sprawa ma drugi wymiar, którego ja jeszcze nie pojmuję? Bo cóż mogą oznaczać słowa Jarosława, że nie pozwoli na ucisk większości społeczeństwa. Przez mniejszość oczywiście. Nie pozwoli zresztą na takie zorganizowanie Polski, by większa część Polaków nie miała praw.

Znaczy jest nadzieja, że pisowską mniejszość pogoni - jak nie przymierzając onegdaj hetman Czarnecki Szweda z Polski pogonił - i większości rodaków zapewni poszanowania ich praw? Nie, tak naiwny nie jestem. To tylko kolejne odwracanie kota ogonem. Oby mu ten kot znów nie zdechł, jak swego czasu niejaki Alik.

* * *

Mściwie nam panujący Jarosław wyjaśnił też wreszcie dlaczego te miesięcznice organizuje. Jak pamiętamy w zamachu zorganizowanym przez Putina i Tuska zginęło 96 osób i dlatego też będzie tych miesięcznic 96. Jedna dla jednej ofiary, wiec ostatnia będzie 10 kwietnia 2018 roku. Nawet nie wiedziałem, że kilka tych miesięcznic poświęconych było ludziom z lewicy i dzisiejszej opozycji. Szkoda, że mściwy Jarosław tego wcześniej nie mówił, bo bym się na kilka wybrał. Ale zdaje się, że on sam jeszcze wtedy tego nie wiedział i "najszło" go nagle wczoraj.

* * *

Lud smoleński cieszy się przeokropnie z obietnic mściwe nam panującego Jarosława, że jeszcze ciut ciut, a wszystko (w sprawie "Smoleńska" ) zostanie wyjaśnione, bo już dochodzą go interesujące wieści. Jak się to zakończy, tak się zakończy, ale będziemy wiedzieli, że się zakończyło - tak o śledztwie i działaniach komisji opowiadał wiernej sobie mniejszości - a Polska odzyska swą godność. Uffff ....

* * *

Zgadzam się z profesorem Piotrem Garbaczewskim, że ignorancja w połączeniu z nieuctwem są groźne, bo prowadzą do łatwej akceptacji kompletnych bzdur.

Napisz komentarz (2 Komentarze)

I znów znalazłem w tygodniku Przegląd nr 31 z 31 lipca 2017 coś, co brzmi tak, jakbym sam to napisał. A napisał to redaktor naczelny tygodnika Jerzy Domański, które nadzwyczaj szanuje i dlatego przytoczę to pewne fragmenty jego "wstępniaka" do tego numeru.

"Znane są liczne inwektywy Dudy pod adresem Konstytucji. Manifestacyjna pobożność tego dewocyjnego polityka ani razu nie powstrzymała go przed podpisaniem niekonstytucyjny ustaw i przed nocnym zaprzysiężeniem sędziów dublerów na członków Trybunału Konstytucyjnego. Tyle są warte przysięgi "Tak mi dopomóż Bóg". Polityk, który tak traktuje swoją funkcję i odpowiedzialność przed wyborcami, nie może liczyć na szacunek. (...) W historii zapisze się jako współsprawca demontażu państwa Prawa. Przypadkowy kandydat, którego Kaczyński wyciągnął kiedyś jak królika z kapelusza i w podobny sposób wraz z użytym kapeluszem go wyrzuci. I tyle zostanie z niezłomności Dudy, którą sam ogłosił. Niestety, zostanie jeszcze coś znacznie gorszego. Podpisane ustawy. (...) Napisana na kolanie i uchwalona nocą ustawa została zaaprobowana przez Dudę. Jakoś mu nie przeszkadzało, że w niczym nie usprawnia ona pracy sądów. Ani to, że o wszystkim będzie decydował prokurator generalny. (...) Tylko część naiwnej opozycji, która oklaskiwała Dudę, może wierzyć, że prezydent zgłosi ustawy usprawniające pracę sądów. (...) Obywatelu, jeżeli chcesz takiej władzy, jakiej oczekujesz i na jaką zasługujesz, musisz do tego wziąć się sam. Taka Polska jest możliwa."

Myślę, że warto o tym pamiętać ...

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Powstanie Warszawskie jest przykładem niewybaczalnej głupoty i cynizmu ówczesnych polityków i dowódców Armii Krajowej ale także przykładem niesamowitego bohaterstwa Polaków, gotowych poświęcić swoje życie za wolności ojczyzny. Jest też przykładem niewyobrażalnego cierpienia ludności cywilnej stolicy, a także śmierci ponad 200 tysięcy jej mieszkańców mieszkańców, w tym radiu 33 dzieci. Dlatego też oddając cześć bohaterom tamtych dni, z wielką pogardą myślę o tych, którzy te niewyobrażalne tragedie mieszkańcom Warszawy zafundowali.

* * *

Tomasz Jastrun o Jarosławie Kaczyńskim w felietonie pt. "Maska spadłą z twarzy" w tygodniku "Przegląd" nr 30/2017:

 "(...) Warto było przemęczyć się wiele godzin, patrząc na spektakl w sejmie, aby po pierwszej w nocy doczekać chwili, gdy prezesowi spadła maska z twarzy. To, co było pod nią, mogło przerazić każdego. Co za oblicze, nagie mięso. Wołał:" Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie  swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego świętej pamięci brata. Zniszczyliście go, zamordowaliście, jesteście kanaliami." Jak na dłoni widać, że wszystko, co robi Kaczyński, to zemsta za śmierć brata. Ma poczucie winy, że się do niej przyczynił, wypiera je, co zwiększa jego agresję wobec innych. Dostajemy nie tylko lekcje historii, jak powstawały dyktatury, ale też psychologii. Demokracji nie zagrażają hordy imigrantów ani terroryzm, największym niebezpieczeństwem dla niej jesteśmy my sami, ogłupiali, ślepi obywatele. I przywódca psychopata.(...).

No cóż ... nic dodać, nic ująć.

* * *

Nie zawsze się jednak z Tomaszem Jastrunem jestem w stanie się zgodzić. W tymże samym tekście napisał, że też kiedyś był pewien,że nie dożyję wolnej Polski. A jak stałaś się już wolna i demokratyczna, to do głowy mu nie przyszło, że dożyje czasów, gdy jego koledzy z opozycji będą niszczyć demokrację i zabierać nam wolność. Zezłościł mnie, bo bardzo mnie irytuje, kiedy ludzie z dawnej tak zwanej opozycji, uważający się zza szczerych demokratów, używają określenia Polska Niepodległa i odnoszą to jedynie do czasów po 1989 roku.

Czyżby pan Jastrun żyjąc w latach 1945 - 1989 mieszkał w okupowanym kraju i nie mógł chodzić do polskich szkół, nie mógł pracować w polskich zakładach pracy, musiał służyć w obcej armii, na ulicy widział okupacyjnych policjantów i żołnierzy? Zapewne pan Jastrun ma na myśli to, że Polska leżała w strefie wpływów Związku Radzieckiego i znacznym stopniu była uzależniona od jego polityki. Czy zatem mam sądzić, że Polska znów stała się krajem okupowanym, albowiem leży w strefie polityki amerykańskiej, na ziemi polskiej znajdują się amerykańskie wojska. Wszystko to dzieje się dzięki proamerykańskim politykom prawicy, czyli tak samo jak przed 1989 działo się z woli polityków proradzieckich. Powie pan Jastrun, że kiedyś Rosjanie do nas weszli, a Amerykanie przyszli naszą prośbę. Być może pozornie wydaje się to prawdziwe, ale nie nie zapominajmy, że obecność wojsk radzieckich była przez ówczesne władze polskie akceptowana, a weszły to one nie po to aby nas o kupować, tylko przez to że wyparły z naszych ziem prawdziwego okupanta, czyli Niemców, a pozostały na mocy układu zawartego w Teheranie i Jałcie.

Owszem w czasach PRL Polska nie była krajem w pełni suwerennym, ale i również dziś swą w suwerenność utraciła na rzecz Unii Europejskiej, do której sama wstąpiła. W czasach PRL byliśmy członkami RWPG i część społeczeństwa była za, a inna temu przeciwna. Ale czy to znaczy zaraz, że Polska była okupowana. Przecież dzisiaj też nie wszyscy Polacy są zwolennikami naszej obecności w Unii.

Nikt nie powinny się wpisywać w pisowską retorykę, a jeżeli chcemy koniecznie mieć pretensje do tamtych czasów, to mówmy o Polsce o mocno ograniczonej suwerenności w polityce zagranicznej, określonej przynależnością Polski do bloku potężnego bloku militarnego. Ale absolutnie tego nie można równoważyć z okupacją i ktoś taki jak Tomasz Jastrun powinien ważyć słowa i powinien umieć odróżnić okupacją od uzależnienia. Bo i dzisiaj jesteśmy bardzo mocno uzależnieni odpływów nie tylko Unii, ale przede wszystkim Stanów Zjednoczonych.

* * *

Świetna opinia Włodzimierza Cimoszewicza na temat usprawniania polskiego sądownictwa:

"(...) To prawda, że można mieć wiele uwag do sprawności sądów, poziomu orzekania, właściwego rozumienia własnej roli przez niektórych sędziów itd. Ale dobrze by było, żeby operacji mózgu nie robił mechanik samochodowy, a poprawy wymiaru sprawiedliwości nie podejmował się niedouczony magister prawa Z., do spółki z magistrem politologii. Poziom intelektualny obecnego kierownictwa resortu sprawiedliwości jest nie mniej zawstydzający niż ich partyjniactwo. (...) wiemy zatem że trzeba poprawić działanie sądów. Czy rządząca większość, politycy PiS do tego się nadaje. Nie. To kłamcy oportuniści i durnie. Mogą tylko niszczyć.(...)"

* * *

Bardzo mi się też podobają słowa redaktora Roberta Walenciaka w artykule pt. "Co zrobi Kaczyński?": "PiS nie będzie rządził o do końca świata. Przy takich kadrach wpadki ma jak w banku, a na końcu gwarantowaną niechęć wyborców. Może więc podporządkować sobie sądy, kontrolować opozycję, likwidować wrogie media, budować pomniki Lecha Kaczyńskiego w każdym mieście. To wszystko przeminie. A im mocniej dokręcić śrubę tym mocniej ona odbije. I przyjdą ludzie którzy pomniki zburzą wyniosą Lecha Kaczyńskiego z Wawelu A Jarosława postawią przed sądem."

I oby stało się to jak najszybciej.

 * * *

W Polsce całą prawicę niesamowicie mierzi PRL, jako państwo "komunistyczne" i ci wszyscy, którzy jej się wysługiwali, mają teraz mocno przerąbane. A jednak Jarosław po cichu z komunistami, oczywiście nie polskimi, a chińskimi interesy ubija i ostatnio zabiegał o wielu miliardową pożyczkę, aby pomnik, postaci nikomu niepotrzebnego lotniska, bratu wystawić. Dlatego w Polsce pisowskiej o Chinach się nie mówi źle, a w zasadzie nic się nie mówi. Do tego stopnia, że pisiory udają, iż nie wiedzą, że blisko naszych brzegów na Bałtyku odbywały się (22- 28. 07.2017) wspólne rosyjsko - chińskie manewry marynarek wojennych tych państw. Centrum manewrów znajdowało się na położonym na Mierzei Wiślanej Bałtijsku, a więc tuż pod nosem odpoczywającego na Helu prezydenta Dudy. Polskie media milczały, aby nie pokazywać, że ci, od których bierzemy kasę i w Polsce po cichu fetujemy (ostatnio wizyta trzeciej osoby w ChRL) razem z Putinem ćwiczę wspólne działania wojenne.

* * *

Młodzi nie pamiętają więc przypomnę. Demokracja nie skończyła się w 2009 roku, kiedy PO złamała konstytucję w sprawie emerytur byłych funkcjonariuszy MSW, bo tak naprawdę skończyła się zanim się zaczęła. Skończyła się z chwilą, kiedy butny i cyniczny Adam Michnik zakrzyknął, że lewicy wolno mniej. A co to jest za demokracja jeżeli jednej grupie społecznej wolno mniej? To jest karykatura demokracji. Z demokracją mamy tylko i wyłącznie wtedy, kiedy rządy większości respektują prawa i wolności mniejszości. Niestety lewica była wówczas bardzo uległa, w wyniku czego z ponad 40% poparcia skarlała do zaledwie 8%. Przypomnę, że to, co się dziś dzieje, jest efektem tego, że część społeczeństwa odwróciła się od SLD, przez co PiS zdobył w Sejmie i Senacie większość, uzurpując sobie prawo do do zmiany ustroju. Warto by było o tym pamiętać.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Poszedłem w niedzielę na manifestację w obronie zasady trójpodziału władzy, a konkretnie w obronie Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa, którą zwołano na 21:00 pod Sądem Rejonowym w Wałbrzychu. Ludzi, w porównaniu do czwartku (20.07.br.), było wyraźnie mniej, bo nie więcej jak z 3 lub 4 setki. Już w momencie, kiedy zbliżyłem się do sądu od ulicy Limanowskiego, zauważyłem wśród stojących na schodach organizatorów tego zgromadzenia, znane mi z widzenia jedynie dwie wałbrzyskie posłanki Platformy Obywatelskiej, a konkretnie Katarzynę Mrzygłodzką i Agnieszkę Kołacz-Leszczyńską. Od razu moja sympatia zarówno do organizatorów, jak i samego zgromadzenia, spadłą o co najmniej 60%, ale z uwagi na wagę wydarzenia, postanowiłem, tak jak zaplanowałem, brać w nim udział. Tym bardziej, że miałem do wykonania określone zadanie.

Otóż obiecałem moim kolegom policyjnym emerytom, że zabiorę głos, aby podkreślić, że niszczenie polskiej demokracji nie zaczęło się w 2016 roku, ale znacznie wcześniej, bo w roku 2009, kiedy pełnię władzy sprawowała Platforma do spółki z PSL. Chciałem zaznaczyć, że to oni właśnie padli ofiarą niszczenia polskiej demokracji. Byłem do tego zobligowany jako Pełnomocnik Komitetu Protestacyjnego Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP i obiecałem kolegom, że zwrócę się z apelem do manifestujących, aby mieli w pamięci nie tylko los sędziów Sądu Najwyższego, ale też, aby pamiętali i upominali się o emerytowanych funkcjonariuszy Policji, którym kaczystowska władza rabuje ich emerytury i renty.

Widząc na schodach sądu obie posłanki PO, bardzo przez organizatorów manifestacji fetowane, z miejsca o tym iwencie zmieniłem zdanie. Tym bardziej, że znów wśród zgromadzonych na chodniku zauważyłem przewodniczącego wałbrzyskiego SLD Krzysztofa Strzelca, dla którego, jak na poprzedniej manifestacji, miejsca na schodach nie było. Ponadto zauważyłem jeszcze coś innego. Otóż 20 lipca w centralnym miejscu przed sądem stali działacze partii Razem (czytaj: OSOBNO), z rzucającym się w oczy banerem z nazwą ich partii. Teraz zepchnięci zostali całkowicie na bok. Widać posłankom PO pola musieli ustąpić.

Kiedy dojrzałem Mateusza Rambachera, który był jednym z głównych animatorów tej manifestacji, podszedłem pod schody i gestem poprosiłem go, aby zszedł do mnie na chodnik. Nie chciałem tam wchodzić, aby nie wywoływać żadnego zamieszania. Myślałem, że Mateusz, który wielokrotnie zapraszał mnie na do udziału w różnych politycznych i samorządowych inicjatywach, podejdzie, bo na pewno wie, że nie na piwo, w tym momencie i miejscu, miałem ochotę go zaprosić. Mógł podejść do mnie, zwłaszcza, że jestem od niego na tyle starszy, iż mógłbym być jego dziadkiem. Ale mnie po prostu - mówiąc językiem młodych - olał mnie totalnie. Zaskoczony, zauważyłem dziwny jego gest, którym w sposób oczywisty dawał mi wyraźny znak, abym mu - za przeproszeniem - dupy nie zawracał. Widać tak bardzo przejął się swoją wodzowską rolą, że sama myśl o zniżaniu się do kontaktu z kimś, kto w zasadzie w wałbrzyskim światku politycznym nic nie znaczy, jest poniżej godności "bojownika o wolność i demokrację". A może się bał, iż ktoś mu miejsce na tych schodach zabierze. Nie wiem, ale i tak mogło być.

Później było już tylko gorzej. Kiedy już posłanki PO i kilku nie znanych mi działaczy jakichś organizacji lub stowarzyszeń zakończyli swe płomienne przemówienia, ogłoszono, że organizatorzy chcą mikrofon przekazać tym, którzy też chcieliby coś powiedzieć. Dałem znać Mateuszowi - a stałem od niego nie więcej jak 4 metry - iż chciałbym z tej okazji skorzystać. I robiłem tak dokładnie cztery razy, i cztery razy zostałem (gestem) odesłany z kwitkiem. No cóż, pomyślałem sobie, że widać to nie jest miejsce dla takich jak ja, więc nie pozostało mi nic innego, jak zabrać się stamtąd jak najszybciej, co też od razu uczyniłem.

Być może, a nawet na pewno, gdybym był członkiem, albo chociażby znanym sympatykiem PO, to z zabraniem głosu nie miałbym żadnych problemów, ale Mateusz doskonale wie (i jego polityczni przyjaciele również), że jestem osobą o zdeklarowanych lewicowych poglądach i sympatyzuję z SLD, chociaż mam do tej partii wiele różnych pretensji. I jestem przekonany, że to właśnie te moje polityczne sympatie były główną przyczyną, przez którą do tego towarzystwa nie pasowałem.

I muszę przyznać, że jest to słuszne przekonanie, bo absolutnie mi nie po drodze z cyniczną Platformą Obywatelską, której ośmioletnie rządy narobiły w Polsce takiego bałaganu, że zdeterminowani obywatele w geście rozpaczy zdecydowali się oddać władzę politycznemu bliźniakowi Tuska i Schetyny, czyli Jarosławowi Kaczyńskiemu. Ale zanim to uczynili, partia posłanek Mrzygłodzkiej i Kołacz-Leszczyńskiej w 2009 roku przeprowadziła w sejmie ustawę (tzw. dezubekizacyjna), w którą wprowadzono represje w postaci odpowiedzialności zbiorowej wobec funkcjonariuszy SB i POlicji, łamiąc przy tym kilka innych podstawowych zasad konstytucyjnych, co pan Rzepliński Andrzej i usłużny PO Trybunał Konstytucyjny, przyklepał, mając przepisy Konstytucji RP dokładnie w tym samym miejscu, gdzie ma je Jarosław Kaczyński. I teraz posłanki z tej partii mają czelność zagrzewać nas do walki o poszanowanie Konstytucji RP. Ubrał się w ornat Diabeł i ogonem na mszę dzwoni.

I dlatego to zgromadzenie opuściłem wielce zniesmaczony.

Szkoda tylko, że ci młodzi ludzie, którzy na tej dzisiejszej manifestacji w Wałbrzychu tak szczerze wołali "Precz z Kaczorem dyktatorem", "Demokracja", "Konstytucja" itp. nie znają najnowszej polskiej historii. Szkoda, że nie wiedzą, iż złamanie podstawowych zasad Konstytucji nastąpiło w roku 2009, co pozwoliło później Kaczyńskiemu te pro obywatelskie "osiągnięcia" twórczo rozwinąć i odebrać emerytury i renty tym, którzy od roku 1990 służyli w polskiej Policji i z polskim państwem podpisali kontrakt. W imię jego zasłużyli wiernie z całym poświeceniem i tylko dlatego, że mieli (większości przypadków) niewielkie epizody w Służbie Bezpieczeństwa w czasach PRL, dzisiaj za swą służbę, państwo odbiera słusznie nabyte emerytury i daje mi żenujące i hańbiące ochłapy. Myślę, że ci, którzy dziś na tych w manifestacjach, obok przedstawicieli PO wołają wielkim głosem, że nie oddadzą demokracji, nie mają pojęcia, że jest to wołanie na puszczy, albowiem oddali ją już dawno. Osiem lat temu.

A oto słowa prof. Andrzeja Strzembosza wypowiedziane podczas warszawskiej manifestacji 20 lipca 2017 roku:

"A czy wiecie państwo, co znaczy, kiedy ustawa wprowadza odpowiedzialność zbiorową? Wprowadzenie ustawą odpowiedzialności zbiorowej (...) jest pewnego rodzaju represją, a jeżeli stosuje się represje zbiorowe, to wiecie jak się to nazywa?" (tu prof. Strzembosz zawiesza głos, a prowadzący wiec podpowiada głośno: KOMUNA I TOTALITARYZM).

Prof. nie protestując, czyli akceptując to dopowiedzenie, przemawia dalej:

"Dlatego zwróciłem się do pana prezydenta, aby nie ubrudził sobie rąk tą ustawą, bo kiedyś powiedzą, że podpisał ustawę wprowadzająca odpowiedzialność zbiorową. A to ma swoje odpowiednie konotacje historyczne."

Pomyślcie o tym, zanim na kolejnych manifestacjach będziecie stawać obok Platformy Obywatelskiej.

PS. A pamiętacie jak Jarosław Kaczyński w podobny sposób z Joachimem Brudziński wołał do PO? Nie?. No to przypomnę:

"Całą Polska z was się śmieje ... komuniści i złodzieje".

Napisz komentarz (1 Komentarz)

Tuż przed wyjściem na wczorajszą manifestację pod sądem rejonowym w Wałbrzychu oglądałem w TVN 24 bezpośrednią relację z przebiegu takiej samej manifestacji w Warszawie. Była ona naprawdę ogromna. Przyglądając się osobom zgromadzonym na specjalnej platformie-mównicy zauważyłem, że brak jest tam przedstawicieli lewicy, a zwłaszcza SLD. A przecież organizatorzy tych manifestacji bez przerwy podkreślają, że są one wyrazem zjednoczenia się całej parlamentarnej i poza parlamentarnej opozycji. Brak lewicy może świadczyć o tym, że nie została ona tam zaproszona. Szkoda, że nie przyszła sama, bo chyba nikt by nie śmiał jej wygonić. SLD za bardzo się kryguje, bo nie jest to już stara robociarska partia, gdzie publicznie i grubego słowa nie bano się użyć. Byle tylko było powiedziane w słusznej sprawie.

Z wielkim zainteresowaniem wysłuchałem głosu bohatera walki o Polskę demokratyczną, wolną, sprawiedliwą i równą dla wszystkich, profesora Adama Strzembosza, twórcy podwalin dzisiejszego (jeszcze) Sądu Najwyższego, a także byłego jego pierwszego prezesa i przewodniczącego Trybunału Stanu. Otóż pan profesor raczył bardzo krytycznie, wprost ręce załamywał z żalu, odnieść się do unormowań nowo uchwalonej pisowskiej ustawy o Sądzie Najwyższym. Z wielkim smutkiem i poruszeniem na twarzy stwierdził, że ustawa ta charakteryzuje się rozwiązaniami stosującymi represje i odpowiedzialność zbiorową, co jest niezgodne nie tylko z konstytucją RP, ale także z prawnymi unormowaniami międzynarodowego. Jest tak dlatego, że prawo zezwala sędziom pracować do 75 roku życia, a ta pisowska ustawa przymusowo odsyła ich na emeryturę, czyli w stan spoczynku. Jest to coś tak niesprawiedliwego, że prof. Strzembosz oceniając te przepisy i oceniając takie postępowanie PiS, nazwał to krótko i dosadnie faszyzmem. Aby nie było wątpliwości, wystąpienie profesora Strzembosza nagrałem.

To stwierdzenie wywołało wielki aplauz, zwłaszcza zgromadzonych na mównicy posłów Platformy Obywatelskiej, w osobach Ewy Kopacz, Borysa Budki i Grzegorza Schetyny, a także obecnych tam posłów Nowoczesnej, działaczy KOD oraz innych liderów opozycji. Widziałem tam też byłego już prezesa Trybunału Konstytucyjnego, Andrzeja Rzeplińskiego. Słuchając tego wielkiego oburzenia związanego z wspomnianymi represjami i odpowiedzialnością zbiorową, o mało mnie szlag nie trafił, bo nagle wszyscy oni jakby zapomnieli, jakby chcieli wyprzeć ze swej świadomości haniebny fakt, że to oni w 2009 roku, jako pierwsi, zastosowali odpowiedzialność zbiorową i zastosowali represje ekonomiczne w stosunku do ludzi, którzy ustawą sejmu RP z 1994 roku nabyli, jako emerytowani funkcjonariusze służb mundurowych, wypracowane przez lata emerytury. I oto nagle, po latach po 8 latach od tych pierwszych represji, kiedy Platforma otworzyła Puszkę Pandory i wypuściła na świat upiory mściwej zemsty, śmie dziś nagradzać brawami wypowiedź profesora o tym, że takie postępowania jest charakterystyczne dla faszyzmu.

Spoglądając więc na prof. Strzembosza, nagle zauważyłem, że otaczają go sami faszyści, którzy jak ten przysłowiowy diabeł, przebrali się w ornaty i zaczęli na mszę dzwonić. Przecież PiS tylko twórczo rozwinął to, co oni sami - mając pełnię władzy - uchwalili wcześniej i w 2016 roku represje te tylko wzmocnił, odbierając określonej grupie funkcjonariuszy Policji nie tylko emerytury, ale także renty rodzinne i inwalidzkie. Odebrał to emerytowanym policjantom, którzy od 1990 roku w wiernie (ponoć demokratycznemu) państwu i obywatelom służyli. Teraz o tym nie chcą pamiętać, a ja zastanawiam się, czy nie jest to efektem, znanego od czasów Freuda, psychologicznego mechanizmu obronnego w postaci wyparcia ze świadomości haniebnych czynów, jakich się dopuścili. Być może również wiecujący obywatele, bijący brawa prof. Strzemboszowi za te słowa o faszyzmie, padli ofiarą zbiorowego zaniku pamięci.

Zniesmaczony tym widokiem, udałem się pod budynek wałbrzyskiego Sądu Rejonowego, gdzie Inicjatywa Polska, wraz z Platformą Obywatelską, Partią Razem, Komitetem Obrony Demokracji, oraz Kongresem Kobiet zorganizowały wiec w obronie polskiej konstytucji i demokracji, czyli w obronie Sądu Najwyższego, o czym w Warszawie tak żarliwie mówił prof. Strzembosz. W Warszawie wśród tysięcy ludzi nie zauważyłem żadnego partyjnego logo, natomiast w Wałbrzychu z miejsca rzucił mi się w oczy baner partii Razem, czyli partii, która robi wszystko być OSOBNO. Nie zauważyłem natomiast nikogo z SLD, ale przewodniczący Rady powiatowej SLD Krzysztof Strzelec stał obok mnie. Staliśmy bardzo blisko schodów i musieliśmy być widziani Mateusza Rambachera, czy innych organizatorów tej manifestacji, ale nie przyszło im do głowy, aby szefa SLD na te schody zaprosić. Padały gromkie słowa w obronie Konstytucji, w obronie podstawowych praw, ale nikt z tych obrońców Konstytucji, ani jednym chociażby słówkiem, nie wspomniał o tych, którym konstytucyjne prawa zostały nie tak dawno odebrane, zarówno przez PO jak i PiS, przy milczący aprobacie tych, którzy teraz tak głośno na tych schodach o prawach obywateli krzyczeli. Obłuda obłuda i jeszcze raz obłuda.

Napisz komentarz (2 Komentarze)