Wyciągnęłam z pawlacza moją starą klawiaturę, bo ta nowa, jaką kupiłem wczoraj, jest trochę za mała i trochę źle mi się na niej pisze. Niepotrzebnie wydałem 160 zł, ale usprawiedliwia mnie, że o tej starej (również bezprzewodowej) kompletnie zapomniałem. Może uda mi się komuś ją sprzedać. Ma wszak dopiero dwa dni i dwuletnią gwarancję. No i jest nowszej generacji, co też ma swoje znaczenie. Ale najpierw będę musiał sprawdzić z jakich powodów tę starszą klawiaturę do komórki wrzuciłem. Jakiś powód musiał być. Pytanie, jaki ?

* * *

Biskup Hoser z polecenia papieża jedzie (chyba już pojechał nawet) do Medjugorie, aby lepiej rozpoznać potrzeby tamtejszych wiernych, bo chociaż Watykan nie uznaje miejscowego objawienia za cud, to katolicy z całej Europy, ale zwłaszcza z Polski, jadą tam bo w ten cud, na przekór decydentom z Watykanu, wierzą. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że dotychczasowy opiekun duchowy pielgrzymów, franciszkanin Tomislav Vlasic został pogoniony, bo się nagminnie bzykał z jedną z tamtejszych zakonnic, a te jak wiadomo są zaślubione przez Jezusa Pana. Gańba straszna niesłychanie, bo aż strach nawet pomyśleć tylko, komu owa świętobliwa para rogi przyprawiała.

* * *

Szkoda, że nie potrafimy uczyć się od innych. Np. od Norwegów. Polska lekarka, która przez 5 lat pracowała jako lekarz rodzinny w Sauherad,  została wylana z pracy na zbitą twarz, bo powołując się na klauzulę sumienia, odmówiła nauczenia się zakładania spirali (wkładki domacicznej) i kierowania zdesperowanych pacjentek - w razie zaistnienia takiej sytuacji i konieczności - na zabieg aborcji. Działo się to w 2015 roku i lekarka sprawę w sądzie przegrała, ponieważ sąd uznał, że dyskryminowała pacjentki, które miały prawo do antykoncepcji. W naszym klechistanie jej postawa zapewne uznana została za heroiczną.

* * *

A jeżeli jestem już przy "ochronie zdrowia zwaną "za czasów PRL "służbą"bo lekarze służyli społeczeństwu (owszem, zdarzały się niechlubne wyjątki, ale chodzi o zasadę), muszę na chwilę wrócić do lansowanego przez kaczystów pomysłu o stworzeniu "sieci szpitali". Otóż po wprowadzeniu w życie takiej ustawy likwidacji ulegnie 400 mniejszych szpitali. Prywatnych i samorządowych, przez co wg ministra zdrowia kolejki się znacznie skrócą. Zwłaszcza, jak padnie spora liczba mniejszych przychodni. Zaiste w kaczyzmie nawet matematyka poddaje się dobrej zmianie i już niedługo absolwenci zreformowanej siedmioklasowej szkoły podstawowej liczyć będą: 1400 szpitali minus 400 szpitali równa się 2400 szpitali. A co? Kto im (kaczystom) zabroni.

* * *

Wprawdzie sam od dawna postulowałem likwidacje NFZ i finansowanie wszystkich szpitali centralnie z ministerstwa, ale tego co kaczyści zaczynają wyprawiać w tym akurat zakresie, nie mieści mi się (na razie) w głowie. Chociaż niektóre postulaty, tak jak np. całodobowe Izby Przyjąć, mają sens, pod warunkiem, że będzie tam odpowiednia liczba lekarzy. Bo to, co się dzieje na szpitalnych SOR-ach woła o pomstę do nieba i piekła pospołu. Bylem kilka razy na w SOR w największym wałbrzyskim szpitalu i widziałem, co się tam z chorymi (potrzebującymi pomocy) ludźmi wyprawia. Jednym słowem SODOMIA I GOMORIA, jak mawia Ferdk Kiepski z Polsatu.

* * *

Natomiast bardzo mi się podoba pomysł płatnych studiów medycznych, tak jak to jest na przykład w Kanadzie. Ale Kanada to prawdziwie socjalistyczny kraj. I zapewne z tego powodu bogaty. Studenci medycyny larum z miejsca podnieśli, że płatne studia zabiorą im możliwość wyjazdu za granicę, gdzie będą zarabiać więcej niż w polskich szpitalach. Sprzeciwiając się temu podają bzdurne porównania, świadczące, że z ich intelektem najlepiej nie jest. Otóż powołują się na studentów innych kierunków, które są także bezpłatne, a nikt np. takiemu socjologowi nie zabrania wyjazdu do Anglii na zmywak. Pozornie jest to przykład logiczny, ale tylko pozornie. Różnica jest w tym, że studia medyczne są o wiele droższe, a ponadto wyjazd nawet tysiąca socjologów bezpieczeństwu zdrowotnemu NARODU - jak mawiają kaczyści - nie zagrozi. I to jest zasadnicza różnica, której oni nie są w stanie pojąć. Oczywiście mają rację twierdząc, że państwo nie umożliwia im dalszej nauki, specjalizacji itp., za co muszą ponoć płacić z własnej kieszeni, ale jest to do naprawienia, zmniejszając rozdęty do granic przyzwoitości budżet MON i przesuwając część środków na ochronę zdrowia. Środki te można bezpiecznie i szybko powiększyć, zmniejszając do niezbędnego minimum finansowanie Kościoła Katolickiego i wprowadzenia np. 40% progu podatkowego dla ludzi zarabiających rocznie powyżej 200 tys. zł, co proponuje SLD. Bzdurne jest też narzekanie, ze lekarz za mało zarabia, bo za mało zarabia ponad 80% polskich obywateli, a żyć muszą i jakoś żyją.

* * *

A płatne studia medyczne polegałyby na tym, że za naukę płaciłoby państwo w postaci specjalnych stypendiów, które każdy młody lekarz miałby obowiązek odpracować przez minimum 5 lat w państwowej placówce ochrony zdrowia. Jak się jednemu czy drugiemu zamarzy zagraniczny wyjazd, to niech stypendium zwróci i po krzyku. Studenci medycyny to w zdecydowanej większości dzieci rodzin lekarskich, a ci jak wiadomo stają na głowach, aby nie pokazać, co mają w garażach. Na brak kasy narzekać więc nie mogą.

Napisz komentarz (1 Komentarz)

Ktoś, kto złośliwie raczej nazwał się "moim fanem" zasugerował niedwuznacznie, że podkręcam sobie licznik wejść na stronę. Chyba po to, aby innych wprowadzić w błąd, co do liczby wejść. Nie jest ona imponująca, bo raptem kilkaset dziennie, ale jak na moje skromne wymagania to i tak dużo. Nie mniej jednak to, co napisał, wywołało we mnie pewną - raczej nie wesołą - refleksję. Otóż, podejmując decyzję o prowadzeniu własnej strony, a w zasadzie bardziej rozbudowanego BLOGA, nie spodziewałem się, że będzie przedmiotem zainteresowania większej liczby osób,  bo w zasadzie stworzyłem ją dla siebie. Chciałem w ten sposób w jakiś sposób zrekompensować sobie swoje "literackie ciągotki", a przede wszystkim przeprowadzić generalną próbę przed przystąpieniem do realizacji mojego głównego celu, czyli napisania kilku książek. Nie ważne, czy znajdę na nie wydawcę, bo w zasadzie chcę pozostawić jedynie po sobie ślad dla swoich potomnych, więc po kilkanaście egzemplarzy (może ciut więcej) wydrukuję własnym sumptem, a ponadto zamieszczę w Necie. Tyle się w moim życiu działo, więc chciałbym chociaż ułamek tego opisać.

Mimo to, pewnym dla mnie zaskoczeniem jest tak spora liczba osób mi nieprzychylnych. Wniosek taki wyciągam z prostej obserwacji, z której wynika, że na kilkaset wejść w ciągu dnia, tylko jedna, a niekiedy dwie osoby, klikając laika, dają mi do zrozumienia, że to co napisałem, przeczytała i się ze mną w danej materii zgadza. Brak laika oznacza "nie lubię cię".  Zastanawiam się, czym się tym ludziom naraziłem, bo przecież z jakiegoś powodu na stronę zaglądają. Skąd u licha bierze się tych kilkuset nieprzychylnych, kiedy ja, o góra, kilkunastu wiem?

* * *

Obejrzałem na TV NOWA program "Teoria spisku" Sekielskiego (dawniej w TVN), gdzie cynicznie i bezczelnie tzw. historycy IPN, nie mając żadnych dowodów, snuli insynuacje,  że  Generał Jaruzelski był tak zwanym "matrioszką", czyli faktycznie sobowtórem Wojciecha Jaruzelskiego, podstawionego przez NKWD, przez co posłusznie wykonywał wszystkie i wszelkie rozkazy Moskwy. O "matrioszkach" w Polsce opowiadał Piotrowi Jaroszewiczowi gen. Karol Świerczewski, który z kolei dowiedział się o nich od samego marszałka Żukowa, faktycznego twórcy tychże "matrioszek". Jaroszewicz ponoć posiadł na ich temat straszliwą wiedzę i zamierzał napisać o tym książkę. Z tego też powodu został wraz z żoną brutalnie zamordowany, a rękopis (którego zresztą nikt nie widział) zniknął. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że syn Jaroszewicza, sławny kiedyś "czerwony książę", kierowca rajdowy Andrzej1, powtarza te bzdury o "matrioszkach". Bardziej wiarygodny był w opowieści o tym, że ojciec mu opowiadał o L. Wałęsie, którego do stoczni przywieźli motorówką oficerowie wywiadu Wojska Polskiego. P. Jaroszewicz opowiadając mu o tym, śmiał się wesoło, kiedy wyobrażał sobie miny tuzów ówczesnej "Solidarności|", których współpracę z SB i Wywiadem Wojskowym miał zamiar opisać w tej książce. Widać bardzo niebezpiecznej dla także dla ludzi z "Solidarności". Andrzej Jaroszewicz podawał też liczne przykłady świadczące o tym, że mieszkanie Piotra było na podsłuchu, ale też i o tym, iż ojciec o tym wiedział. Myślę, że prawdziwe powody zabójstwa Piotra i Aliny Jaroszewicz jeszcze przez długie lata owiana będzie gęstą mgłą tajemnicy.2

* * *

Kaczyści szykują kolejny przekręt. Chcą mianowicie, aby emerytury otrzymywali tylko ci, którzy mają udokumentowany 15 letni okres składkowy. Jeżeli komuś zabraknie chociażby jednego miesiąca, to emerytury nie otrzyma, a uzbierane składki przepadną. Będzie to zwykła grabież niezgodna z konstytucją. Oni chyba wiedzą, że budżet się sypie, więc TK nie zrobi nic, bo jest już  przez  Jarka odbity. Może to dobrze bo jak ludzie zobaczą, że w wieku emerytalnym zostaną bez grosza, to może się wreszcie obudzą. Obecnie najniższa emerytura to 0,45 z, a koszt jej wypłaty jest wyższy od niej samej. Są też kilkuzłotowe. A w PRL emerytura  wynosiła 75% najwyższego wynagrodzenia z ostatnich 3 miesięcy albo ostatniego roku. Dokładnie już nie pamiętam. I nie do pomyślenia było, aby komuś kto pracował, emerytury nie przyznano.

* * *

Poseł Jarosław ogłosił, że zostaną wprowadzone zmiany w ustawie dopuszczającej wycinkę drzew na prywatnych działkach i masowe wycinanie drzew zostanie wstrzymane. Ale zdaje się, że do tego czasu wszystko co miało być wycięte, wycięte zostanie. Zwłaszcza po tym, jak Jarosław zwykły poseł, swą decyzje publicznie ogłosił. Na razie w całej Polsce słychać huk toporów i warkot pił. Zdaje się, że stare polskie przysłowie3 trzeba będzie zmodyfikować: był las, nie będzie nas.

* * *

Parlament Europejskiej opowiedział się  za ratyfikacją CETA. Muszą ją ratyfikacją poszczególne państwa UE, ale dzięki zgodzie PE większość jej przepisów wejdzie w życie przed ukończeniem ratyfikacji. Zdaje się, że pisiory podpiszą.

1. Nota bene, w czasach swej "świetności" przebywał też w Wałbrzychu w hotelu "Sudety", gdzie wraz z przyjaciółmi, na dużej bani, zaczął bardzo mocno rozrabiać. na miejsce przyjechała ekipa z Komendy Miasta i Powiatu MO z udziałem śp. kpt. Jurka Konarzewskiego ps. "Dziadek" ("Kuba", "Szafa"), która "bananowcom" (od określenia "bananowa młodzież - dzieci partyjnych prominentów), taki łomot pałami spuściła, że wiali ile tylko sił w nogach mieli. Andrzej trafił do KMiP MO, gdzie już potulny był jak baranek. Za wyrządzone szkody zapłacił, a Jurkowi włos z głowy nie spadł. Opowieść przytaczam taką, jaką od Jurka przed laty słyszałem.

2. Nie chwaląc się i ja miałem swój maleńki udział w działaniach operacyjnych dotyczących tej zbrodni. Kiedyś o tym napiszę.

3. Nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las.

Napisz komentarz (1 Komentarz)

Jestem zły na siebie, ponieważ przeoczyłem bardzo ważną rocznicę dotyczącą walki z "komuną", prowadzoną przez bohaterskich Żołnierzy Wyklętych z oddziału Pogotowia Akcji Specjalnej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, dowodzonego przez Rajmunda Rajsa ps. „Bury”. Otóż bohaterowie ci 29.01.1946 zadali komunistom dotkliwe porażkę, paląc "białoruską" wieś Zaleszany. Przed wkroczeniem do wioski członkowie oddziału PAS NZW zastrzelili Teodora Sacharczuka, który odmówił oddania im owsa, podobny los spotkał Stefana Weremczuka. Około godz. 14-15 mieszkańcy zostali wezwani przez żołnierzy na spotkanie w jednym z domów. W trakcie spotkania nakazano wyjście na zewnątrz 16-letniemu Piotrowi Demianiukowi oraz Aleksandrowi Zielinkowi, po czym obu zastrzelono. Następnie bohaterscy żołnierze podpalili wiejskie zabudowania. M.in. podpalono dom, w którym przebywała rodzina Niczyporuków, w tym dwójka dzieci. Wszyscy członkowie tej rodziny zginęli. Oddział NZW spowodował śmierć łącznie 16 osób, które straciły życie w palonych domach. Spłonęło żywcem 14 osób, w tym siedmioro dzieci. Wśród dzieci byli: Sergiusz Leończuk (1 rok), Nadzieja Leończuk (dwa tygodnie), Michał Niczyporuk (lat 16). Chwała bohaterom? A niech ich skur ...... ów ogień piekielny pochłonie.1

* * *

Kolumna nie była uprzywilejowana bo samochód, który transportował B. Szydło na kolacje w jej prywatnym mieszkaniu w Przecieszynie, Nie miał żadnego oznakowania. Brak świateł sygnalizacyjnych i sygnałów dźwiękowych powoduje, ze kolumna traci swe uprzywilejowanie. Ponadto pomiędzy pierwszym a drugim samochodem (gdzie drzemała sobie spokojnie) odległość wynosiła ponad 30 metrów. Kierujący "Seicento" młody człowiek nie musiał więc wiedzieć, że jedzie uprzywilejowaną kolumną i miał prawo dokonać manewru skrętu w lewo, ponieważ przed skrzyżowaniem nie wolno wyprzedzać. Zdaje się też, że B. szydłó celowo przetrzymywano w szpitalu, aby móc postawić bardziej restrykcyjny zarzut z uwagi na to, że wypadek spowodował naruszenie czynności narządu ciała na czas powyżej siedmiu dni. Zdaje się, że ten młody człowiek został "zrobiony w szydło".Zastanawiam się też, dlaczego prywatny wyjazd na kolację do domu miał mieć charakter oficjalny, wymagający przyznania tej kolumnie statusu uprzywilejowanego. Mogła sobie pani Szydło jechać z taką prędkością, jaka innych obywateli w tym kraju obowiązuje.

* * *

Strach przed oskarżeniem o naruszenie zasad poprawności politycznej paraliżuje tak mocno zachodnie rządy, że np. w Malmoe (Szwecja) istnieją dzielnice, do których oficjalnie policja nie wkracza. Panuje tam przez to swoisty "dziki zachód", a rządy sprawują różnego rodzaju przestępcze bandy złożone z muzułmańskich migrantów. Strzelaniny, zabójstwa i napady rabunkowe już nikogo w tym miejscu (jak również w całej Szwecji) nie zaskakują, chociaż przed falą muzułmańskiego "potopu", Szwecja była oazą spokoju. Dzisiaj Szwedzi nie mogą uwierzyć, że w Polsce można nocą samotnie wyjść na miasto, nie obawiając się, że grozić to może utratą zdrowia bądź życia, a w najlepszym przypadku posiadanego przy sobie mienia. Oczywiście, zdarzają się w Polsce nocne napady, ale nie są one przecież normą, co w Malmoe (i w innych miastach Szwecji "opanowanych" przez muzułmańskich migrantów, jest obecnie na porządku dziennym. I tak się dzieje w każdym unijnym państwie, które pod presją Angeli Merkel otworzyło swe granice przed muzułmańską falą.

* * *

Ta sama obawa, która paraliżuje szwedzki rząd, jest powodem, dla której np. we Francji gwałtownie rośnie poparcie dla skrajnie nacjonalistycznej Marii Le Pen, która przewodzi w rankingach na fotel prezydenta Francji. Jej kontrkandydaci, jak i obecnie rządzący, "problem muzułmański" omijają szerokim łukiem, aby nie narazić się na zarzuty rasizmu i ksenofobii, gdy tymczasem ona przedstawię się Francuzom jako obrończyni przed globalizacją, a także odważnie i głośno zapowiada walkę z islamskim fundamentalizmem. Natomiast jej polityczni konkurenci milczą na ten temat jak zaklęci, nie zrażając się groźbą, że zwycięstwo Marii Le Pen grozić będzie nie tylko stabilności UE, ale też jej istnieniu, albowiem podstawa programową Le Pen jest odejście od waluty euro i wyjście Francji z unijnych struktur oraz NATO. Putin i Trump ręce zacierają z radości, bo wszystko co UE osłabi (albo zlikwiduje) umacnia ich role, jako głównych rozgrywających na światowym rynku politycznym.

* * *

To, co powyżej napisałem, niech nie będzie jakimś argumentem dla tych, którzy "modlą się" do pewnego zwykłego posła trzymającego w Polsce polityczne lejce w swych niewielkich raczej rączkach. Nie jest jego zasługą, że "muzułmańska fala" do Polski nie dotarła i nie dociera, ponieważ jest to efektem, że w Polsce raczej ubogo jest, a opieka socjalna - w porównaniu do tej z Zachodu - to jakieś nędzne ochłapy, które tylko dla naprawdę nie wymagających wiele, pozwalają na wegetację.

* * *

Frankowicze szykują się do wielkiego protestu na 25 marca i mają wyjść na ulicę Warszawy. Nie sądzę, aby to coś dało, bo Jarosław już zadecydował, że żadnego przewalutowania nie będzie. I bardzo dobrze. Dobrze z dwóch powodów. Po pierwsze niby dlaczego mają oni mieć takie przywileje - wiedziały gali co brały. Po drugie - spadnie poparcie dla pisiorów.

* * *

A. Macierewicz zażądał od NATO, aby zajęła się "zbrodnią smoleńską", bo jak widać jego komisja daje od roku dupy. Przepraszam za wulgaryzm, ale inaczej tego się określić nie da. Jest to niepodważalny dowód na to, że Antek nie wie do czego Sojusz Atlantyku  został powołanych.  Nie ma biedaczek pojęcia, że  NATO może wkroczyć tylko wtedy kiedy któryś z sojuszników jest militarnie zagrożony. Nie wie że NATO guzik obchodzą cywilne procedury dotyczące wypadków lotniczych.

1, 1 października 1949 Romuald Rajs ps. „Bury” został skazany przez polski sąd na karę śmierci za zbrodnie popełnione na ludności cywilnej. W III Rzeczypospolitej 15 września 1995 wyrok ten został unieważniony przez Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego na podstawie przepisów „Ustawy o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego”. IPN (Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu) 30 czerwca 2005 roku umorzył śledztwo w sprawie Rajsa. Wszak pomordowani byli Białorusinami z polskim tylko obywatelstwem.

Napisz komentarz (4 Komentarze)

Krąży w narodzie "szeptanka", co mi przypomina czasy PRL, że zwykły poseł, z którym liczy się nawet Angela, mocno słabuje, przez co jest stałym pacjentem służby zdrowia. Ponoć ma to związek z rakiem trzustki, czego mu absolutnie nie życzę. I nie wiem dlaczego przyszedł mi na myśl kawałek kwestii Rejenta Milczka z fredrowskiej ZEMST, brzmiąca dokładnie tak: niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba.

* * *

A jeżeli jestem już "przy temacie" to przyznać się muszę, iż kiedy słyszę "Jarosław", to w głowie wyświetlają mi się obrazy palących się na "smoleńskich miesięcznicach" zniczy. I kiedy tak o tym myślę, to z miejsca zaczynam nucić znany refren licznych niegdyś, a bardzo prześmiewczych, piosenek o Leninie, które w czasach studenckich (ale także i wtedy kiedy pracowałem w ZSMP) przy każdej "biesiadzie" śpiewaliśmy. Trochę go na własny użytek przerobiłem i podśpiewuję:

A ty maszeruj, maszeruj, głośno krzycz,
niech żyje nam Jarosław i znicz.

"Cóś" w Jarosławie z Lenina jest, a zwłaszcza to, że wszystko wie najlepiej i wszystko co czyni, czyni dla dobra ludu. Ma nawet swego własnego Dzierżyńskiego, własne CzeKa (zgaduj zgadula gdzie złota kula), a polski sejm, jak rosyjska duma z czasów Lenina, uchwali wszystko, co Jarosław Polskęzbaw uzna za godne lub konieczne do uchwalenia. Ma też własnego Majakowskiego, który zmyślne rymy na jego temat układa, chociaż bardzo daleko mu do pierwowzoru.

* * *

Okazało się, że obecny szef Jankesów to człowiek bardzo nieobliczalny, który jednego dnia mówi "tak", a drugiego będzie się upierał, że powiedział "nie". Czekam aż oświadczy, że żadne krzyki nie przekonają go, iż białe to białe, a czarne to czarne. Chociaż, czy ja wiem ... on raczej doskonale wie, co jest czarne, a co nie. W każdym razie, jak tylko jankeskie media udowodniły, że jego doradca do spraw bezpieczeństwa - jeszcze w czasie trwania kampanii wyborczej - jakieś rozmowy z "ruskimi" śmiał prowadzić, to prezydent USA, a w zasadzie jego wysłannik na spotkanie przedstawicieli państw NATO, szybko ogłosił, że Putin musi Ukrainie oddać Krym i basta. A na dodatek zaprzestać agresji na Ukrainę, bo inaczej to ... no no. No i doczekał się gestu wyprostowanego środkowego palca, bo Rosja swoich ziem nikomu dawać nie będzie. I bardzo się mnie to spodobało.

* * *

Od lat powtarzam, że ciągłe ustawianie Rosji w kącie, prędzej czy później wepchnie ją w ramiona Chin, które wg Trumpa są dla Jankesów, mimo wszystko, najbardziej niebezpieczne. A kiedy się Rosja z Chinami, a także z Turcją i Iranem i na dodatek Indiami oraz Brazylią, się dogada, to nawet jeżeli Putin zdecyduje się na ponowne przyłączenie do Rosji dawnych jej europejskich republik, to USA i UE stulą pokornie ogon pod siebie, tak jak czyniła to Europa i Ameryka w czasach, kiedy Hitler zajmował, po kolei poszczególne europejskie państwa. Jankesi i UE za Ukrainę. Litwę i Łotwę umierać nie będą, a pozostałe postradzieckie republiki rychło się do Rosji przyłączą, bo mimo wszystko koszula bliższa ciału.

* * *

Wspominałem na początku o "szeptankach" dotyczących zdrowia zwykłego posła, to jakoś tak siłą rzeczy wspomnieć muszę o nowym wielkim projekcie "dobrej zmiany:. Ogłosił go minister zdrowia, czyli polski kniaź Konstanty Radziwiłł. Otóż ten miłujący lud prosty arystokrata - lekarz- minister umyślił sobie, że w celu likwidacji kolejek w przychodniach i szpitalach, utworzy tak zwaną "sieć szpitali", co w efekcie będzie polegało na tym, iż 90% środków z ministerstwa zdrowia przypadnie na tę "sieć", a pozostałe 10% na resztę szpitali mających z NFZ podpisane umowy. "Sieć" stworzą największe w poszczególnych województwach szpitale, czyli około 50% wszystkich szpitali podległych NFZ, a pozostałe, które się nie załapią do puli wspomnianych 10% środków finansowych, po prostu szlag trafi. A ponieważ lud prosty nie ma pieniędzy na leczenie się w prywatnych klinikach i szpitalach, jak w dym walić będzie do tych, które mając pomoc finansową z NFZ się ostały. Każdy kto umie jako tako liczyć, z miejsca skuma, że w tej "sieci" kolejki osiągną gigantyczne rozmiary. A lud prosty, a ciemny, wszystko kupi. Tylko, że szybko skuma, iż ponownie został w trąbę zrobiony, ale wtedy już będzie za późno.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Wiem, że popełniłem w życiu wiele mniejszych lub większych, a niekiedy nawet koszmarnych, błędów, ale wiem też, że czas to nie samochód, w którym można włączyć  bieg wsteczny i dlatego nie ma sensu, abym czegokolwiek żałował. C'est la vie.

* * *

W sprawie wypadku drogowego w Oświęcimiu, który przydarzył się kierowcy z BOR (15 lat służby), w obiegu informacji publicznej pojawiła się tak wielka ilość sprzecznych ze sobą informacji, że w zasadzie trudno było uwierzyć w podawane przez media wersje. Spowodowało to, że po obejrzeniu dzisiejszego porannego programu 'Kawa na ławę" w TVN 24, postanowiłem przeprowadzić własne śledztwo na podstawie fotografii i nagrań filmowych z miejsca zdarzenia (i dzień po), jakie udało mi się odszukać w Necie. Po analizie tychże, doszedłem do wniosku, że najprawdopodobniej młody kierowca Fiata Seicento jest niewinny, chociaż popełnił zdaje się podstawowy błąd, czyli nie zastosował zasady ograniczonego zaufania. Wiarygodne informacje pochodzące od mieszkańców budynków znajdujących się przy ulicy, na której doszło do wypadku, wskazują, iż kolumna poruszała się używając tylko sygnałów świetlnych, co automatycznie odbierało jej prawo uprzywilejowania, jakie wynika z przepisów ustawy prawo o ruchu drogowym. Nie mając tego przywileju, kierowcy z tej kolumny nie mieli prawa wyprzedzać przez podwójną ciągłą przed skrzyżowaniem w lewo. Sprawa wydaje jasna, jak oblicze zwykłego posła Jarosława, kiedy udaje mu się skutecznie dokopać Platformie Obywatelskiej. Poprzednie moje opinie, które opierałem na tym, co usłyszałem i widziałem w mediach (w dniu 11.02.br.), były zatem całkowicie błędne, ale to już nie moja wina. Przy okazji dodam, że przed chwilą mój "korespondent z Warszawy" Jurek poinformował mnie o tym, co osobiście o godz. 13:00 usłyszał w radio ZET. Otóż wypowiadał się tam prokurator, który oświadczył, że nie zamierza kierowcy z Seicento stawiać jakiegokolwiek zarzutu, który postawi komuś innemu. Należy się domyśleć, że kierowcom pierwszego i drugiego pojazdu kolumny, którzy wyprzedzali na podwójnej ciągłej i przed skrzyżowaniem, przez co doprowadzili do wypadku drogowego i obrażeń premier B. Szydło.

* * *

Przy okazji wyszło na jaw, że zarzut wykroczenia drogowego młodemu chłopakowi z Seicento postawili, jak zawsze usłużni policjanci, którym rzekomo przyznał się do winy.. W rozmowie z osobami postronnymi poinformował, że nie jest to prawdą i o tym, iż się przyznał, dowiedział się z mediów. Nie dziwię się temu w cale, bo ostatnio miałem zbyt wiele przykładów na to, że policjanci nagminnie obciążają obywateli zarzutami, w sytuacjach, kiedy zarzuty mogą objąć samych funkcjonariuszy, którzy dopuścili się do jawnego przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia ciążących na nich obowiązków.

* * *

Prezes Jarosław powołał komisję weryfikacyjną w sprawie tzw. warszawskiej prywatyzacji.  Wyposażono ją w bardzo szerokie uprawnienia prokuratorskie i sądowe. Ale nikt jakoś ani słowem się nie zająknie o powołaniu takiej komisji w sprawie sławetnej Komisji Majątkowej, która na rzecz Kościoła dokonała zgarnięcia nieporównywalnie większego majątku. Kto w polskim Kościele katolickim pamięta jeszcze, że obowiązuje w nim siódme przykazanie? Dla nieznających Dekalogu przypomnę, że mówi ono: NIE KRADNIJ.

Napisz komentarz (6 Komentarzy)

Kilka niespodziewanych wydarzeń zakłóciło mój normalny rytm dnia i praktycznie do dnia dzisiejszego w stare koleiny jakoś nie mogę ponownie wskoczyć. Pierwszą tego przyczyną była moja choroba (najpierw zwykłe przeziębienie, a następnie zapalenie oskrzeli), w czasie której trudno było mi się skupić na pisaniu, do czego zresztą straciłem wtedy serce. Jak już się z choróbska dźwignąłem, to kilka osób zwrócił się do mnie o pomoc, ponieważ jak twierdziły, stały się ofiarami niezgodnych z prawem postępowań naszych dzielnych wałbrzyskich stróżów prawa. Zająłem się tylko dwoma zdarzeniami, z których jeden będzie przedmiotem mojego felietonu w najnowszym wydaniu tygodnika. DB 2010. Trochę czasu mi to zajęło. Następnie zorientowałem się, ze mam straszny bałagan w mojej skrzynce pocztowej i przez kolejne dwa dni musiałem wszytko przejrzeć, aby zdecydować się, co wywalić, a co zostawić. Później przyszła pora na uporządkowanie mojego prywatnego archiwum, z którego korzystam przy pisaniu moich książek, których zresztą od 1 styczna nawet nie dotknąłem z braku czasu. Archiwum porządkuje nadal, bo zacząłem sie w nim sam już gubi. Na szczęście, każdego wieczora zapisywałem w swoim nowym smartfonie najważniejsze - moim zdaniem - wydarzenia dnia, które następnie przesyłałem na skrzynkę pocztową.

Oto one, zapisane w kolejności od najmłodszego, do najstarszego wpisu.

10.02.2017- Rozczarowanie

Największe rozczarowanie, jeżeli chodzi o sędziów przeżyłem w SN przy sprawie Radka i Patryka, kiedy pani sędzia tłumaczyła mi, co miałem na myśli kiedy w latach 2002-2003 pisałem notatki służbowe dotyczące moich ustaleń w sprawie sprawców zabójstwa antykwariusza.  Wprawdzie wg prawa notatka nie jest dowodem, ale dowodem jest przesłuchanie jej autora. W tym przypadku sąd za dowód przyjął to, co wytłumaczyła mi pani przewodnicząca składu orzekającego SN, uznająca, że ona wie lepiej ode mnie, co miałem na myśli kiedy je tworzyłem.

IROKEZI

Bardzo spodobało mi się usłyszane w telewizorze powiedzenie Indian z plenienia Irokezów: Żyj tak, byś płakał, a świat się radował. Umieraj tak, byś ty się radował, a świat płakał.

9 lutego 2017 - Sąd a Konstytucja

W sprawach z policjantami trzeba w sądzie odwoływać się do art. mówiącego o równości wobec prawa. Chodzi o to że  sądy w przypadku sprawy opartej na "słowo za słowo" zawsze daje wiarę policjantowi. A takie traktowanie wyłącza równość wobec prawa.  Myśl taka przyszła mi do głowy, słysząc prof. Łętowską, która w TVN 24 (Fakty po faktach) apelowała, aby sądy zaczęły odważniej odwoływać się do Konstytucji, albowiem jest to prawo najwyższe. Pani Profesor tak pięknie się o polskich sędziach wyrażała (że nawet jak przepisy są złe, to zawsze na końcu jest człowiek i jest to człowiek prawy), że o mało się ni popłakałem. Przeszło mi, kiedy przypomniałem sobie o sędzim z Sadu Apelacyjnego z Wrocławia, kory wraz z żoną - wałbrzyską nauczycielką - dorabiał sobie, kradnąc sprzęt elektroniczny w różnych wałbrzyskich (i nie tylko) marketach. Karierę rozpoczął w SR w Wałbrzychu, następnie w SO w Świdnicy. Może prof. Łętowska jeszcze o nim nie usłyszała.

Pożegnanie

Bardzo poruszające było pożegnanie z wojskiem dowódcy generalnego rodzajów sił zbrojnych gen. Mirosława Różańskiego, który polskim generałom, szczególnie tym ostatnio mianowanym i awansowanym, oprócz instrukcji i regulaminów, zarekomendował lekturę konstytucji i ustaw, aby mogli poznać, czym jest polityczno-strategiczna dyrektywa obronna, czym są plany reagowania obronnego, czy program pozamilitarnych przygotowań obronnych. Żegnając się w obecności wykonującego funkcje prezydenta oraz w przytomności (???) ministra od ON Macierewicza, egzemplarz Konstytucji wymownie trzymał w ręku.

Wg prof. Łętowski szczególnie chodziło mu o art. 26, który mówi, że wojsko zapewnia bezpieczeństwo przed wrogiem zewnętrznym, a więc nie może stanąć przeciwko własnemu narodowi. Było to naprawdę bardzo poruszające i dające wiele do myślenia. Generał odszedł sam bo nie był w stanie pogodzić się z tym, co Antek wraz z Miśkiem z wojskiem wyprawiają. Mina Antka nie do podrobienia.

8 lutego- Piotr K. z Wałbrzycha

Zgłaszają się ludzie szukający pomocy ale ja nie mam biura, ani nawet sekretarki. Jestem sam. Ale tu postanowiłem pomoc. Bo nie chodzi już o to, że został poturbowany przez policjanta z drogówki, ale o to, że policjanci i złamali procedury oraz prawa obywatela, a także popełniając czyny karalne, wyprodukowali kolejnego przestępcę, niszcząc mu jego dobrą opinię, a także jego zaufanie do organów państwa..

5 lutego- Misiewicz

Niejaki Zybertowicz o Misiewiczu: jest to młody człowiek o tak silnej osobowości, że niektórzy wojskowi drżą przed nim ze strachu. Z uwagi na to, to nie on psuje wizerunek MON, ale ci właśnie wojskowi. Daję słowo, że tak powiedział w programie "Kawa na ławę". Pomyślałem sobie, że wojskowi nie obawiają się osobowości Miśka, tylko jego możliwości w zakresie władzy personalnej. Boją się o pracę lub stanowiska, co oczywiście marną opinię im wystawia. Widać pojęcie honoru oficerskiego odeszło dawno do lamusa. Myślę że stało się tak po 1989 roku.

Gangster i Kluska

Gangster bandyta dostaje prawie 300 tys. zł odszkodowania bo "cela była za ciasna", a przedsiębiorca Kluska, któremu zniszczono życia i zmarnowano cały dorobek życia (b. spory, bo liczący dziesiątki milionów zł.) otrzymał tylko 5 tys. zł. Tak jak i inni zniszczeni, którym sądy przyznały ochłapy. Są momenty, ze nawet wbrew samemu sobie, myślę, iż Ziobro ma rację robiąc z sądami porządki. Tylko kto zrobi porządek z nim samym?

Kaczka i Merkel

Spotkanie Merkel - Kaczyński uznawane powszechnie za najważniejsze ze wszystkich spotkań, jest dla Dudy i Szydło nie tylko kompromitujące ale i poniżające. Bo to nie z nimi Merkel ustala główne kierunki ewentualnej współpracy o raz działania na rzecz umocnienia UE. Niemcy dobrze wiedzą, kto w Polsce cugle w łapkach trzyma.

3 lutego- Policjanci

Prawdopodobnie stałem się dla wałbrzyskich policjantów wrogiem nr 1. Teraz stanę się nim na pewno, bo znowu ktoś się do mnie zwrócił o pomoc. Młody człowiek na starcie w dorosłe życie.  Rok temu ślub, 5 miesięcy temu zostaje ojcem. Nigdy dotychczas nie miał żadnych kontaktów z policją, nie miał problemów z prawem i oto nagle staje się przestępcą, bo jakiś policjant nie potrafi nawiązać  kontaktu z innym człowiekiem. Zamiast normalnej rozmowy, zamiast opanowania i zachowania wymaganych procedur, nadmierna pobudliwość i agresja. To samo przeżyła niedawno Barbara Szymela, której grozi że stanie się kolejnym przestępcą wyprodukowany przez panów policjantów.  Po takim przypadkowym kontakcie z policjantem obywatel staje się szybciutko podejrzanym, potem oskarżonym i skazanym, bo prokurator oczywiście wiarę daje policjantowi. Tak samo postępuje sąd, albowiem te dwie instytucje nie wiadomo dlaczego roztaczają nad nimi szczególny parasol ochronny. Kiedy to się skończy i kiedy obywatel nie będzie musiał się policji bać? I co najciekawsze, że znów chłopaki z drogówki i znów dokładnie taki sam scenariusz.

31 stycznia - Sytuacja: PiS i opozycja

Sytuacja wygląda tak, że z jednej strony stoją karne pułki Smoleńskiem zgromadzone pod jednym dowództwem, a z drugiej pozbawione tego i często mocno że sobą skłócone watahy pospolitego ruszenia.

 25 stycznia- Łaskawość

Kierujący samochodem policjant z KMP, tak samo jak każdy inny obywatel, w momencie zbliżania się do przejścia dla pieszych obowiązany jest do zachowania szczególnej ostrożności.  Pan policjant (po służbie) jechał o wiele za szybko, ale na tyle wolno, że mógł  trójkę pieszych idących prawidłowo po pasach ominąć (trzy pasy ruchu) lub wyhamować. Pan policjant odmówił składania wyjaśnień, a pan prokurator wystąpił do sądu o umorzenie postępowania. Pokrzywdzeni i tak mają szczęście że policja nie oskarżyła ich o uszkodzenie policyjnego samochodu, bo przecież to oni, wg prokuratora źle ocenili szybkość samochodu i mogli uniknąć  doprowadzenia do wypadku. Czy taka pobłażliwość prokuratury wynika z profesji sprawcy? Aż boję się na to pytanie odpowiadać  bo znów zostanę zaatakowany. Na szczęście mądry był sędzia i wniosek prokuratury olał.

C.D.N

Napisz komentarz (1 Komentarz)