I znów natłok spraw oderwał mnie od komputera i wszystkie moje "literackie" plany legły w gruzach. Przez kilka dni nie napisałem ani linijki, nie nagrałem żadnego wywiadu z kolegami, którzy przeżyli takie historie, że inni mogą je tylko kinach oglądać. A ja nie chciałbym, aby to, co oni i to co ja, służąc narodowi (wtedy obowiązywała nas maksyma " W Służbie Narodu"), przeżyliśmy, jakie mieliśmy sukcesy i jakie ponieśliśmy porażki, odeszło w zapomnienie. Czas wrócić do realizacji tych planów.

* * *

Urodziłem się prawie w połowie XX wieku i z nagła uświadomiłem sobie, że nadszedł czas, kiedy do piachu idziemy z rozdzielnika.

* * *

W TVN 24 poinformowali, że do Szydło wybrała się delegacja żon górników oraz związkowców z kopalni Krupiński, aby wybłagać u niej zmianę decyzji o jej zamknięciu. Jest to wg nich potężny zakład pracy dla 2 tysięcy pracowników. Jest to najnowocześniejsza kopalnia w Polsce, a być może i w Europie, z olbrzymimi pokładami węgla, którego jednak nie wolno jej wydobywać.  A oficjalnym powodem zamknięcia jest brak zysku, co jest właśnie przez zakaz fedrowania ponoć spowodowany. Słuchając tego myślę,  że te naiwne te kobiety jadą z podarkami, chyba po to, by Szydłową (córkę górnika) przekupić|? Czy zainteresuje to (chodzi o te podarki), bo jeżeli jadą z prośbą, a wręczą jej chociażby kosz jajek, to już korupcja pełną gębą. Furda tam z korupcja. Gorsze jest to, że one sobie wyobrażają, iż Szydłowa im pomoże.  Przecież w kampanii wyborczej obiecywała z Dudą, że kiedy pisiory wygrają wybory, to ani jedna czynna kopalnia nie zostanie zamknięta. Naiwne kobiety. Szydło szybko wyjdzie z worka, który będą sobie mogły wziąć na żebry.

* * *

W Magazynie śledczym  Anita Gargas (Kurwizja Program I, środa 08.03.br.) ujawniła, że za decyzją o likwidacji kop. Krupiński stoi wielka niemiecka spółka, z którą związany jest były Minister  Markowski, minister górnictwa z czasów rządów SLD. Na terenach należących do kopalni i w jej okolicach znajdują się olbrzymie złoża węgla koksującego o najwyższych parametrach, a sama kopalnie jest najnowocześniejszą w Polsce i Europie. Jednakże zarząd kopalni zamiast drążyć szyb do pola o najlepszym węglu, znajdującego się w najbliższej odległości, zarządził drążenie szybów w kierunku odległych pól z węglem o wartości o wiele gorszej. Jednym słowem rozpoczęto realizację - w czasach rządów PO-PSL - przekrętu mającego doprowadzić do zamknięcia kopalni, a następnie kupienia jej za marne grosze przez niemiecką spółkę, która oczywiście rozpoczęłaby eksploatację tego pola, gdzie leży ten super węgiel. W trakcie realizacji reportażu "Solidarność" coś tam zaczęła robić, odwołano prezesa i następnie wiceprezesa kopalni, a delegacja żon górników pojechała do Szydłowej, aby ją uprosić o litość dla górniczych rodzin. Oczywiście Szydlowa natychmiast pomoże i kopalnie wrednym Niemcom, kapitalistycznym kanaliom, nie zostanie sprzedana. Jedno wydarzenie, dwie telewizje i całkowicie różne relacje, które sugerują różne interpretacje..

* * *

Program Sekielskiego "Teraz ja" na jakimś kanale telewizyjnym, który rzadko oglądam (TV Nowa, albo TV Wp). Niejaki Andrzej Stonoga opowiada, że przed prezydenckimi wyborami Andrzej Duda (i dwie inne osoby z nim będące) spotkał się z nim na tarasie jego mieszkania (w Warszawie) i obiecał mu ułaskawienie w zamian za załatwienie wsparcia w Internecie. Po tym jak wygrał i został prezydentem, być może chciał się z umowy wywiązać, ale Kaczyński zakazać mu tego, rugając go jak byle smarkacza. Stonoga ma na to twarde dowody, ale ujawni je tuż przed nową kampanią wyborczą, bo jego celem jest zemsta na tych ludziach. Przy okazji nie szczędził im obraźliwych określeń. Fakt że A. Duda milczy, dowodzi tego że się boi, a on tylko czeka, aby mu proces wytoczyli, to wówczas pokaże prawdziwa twarz Dudy. Szkoda, że mu Duda procesu nie wytoczy. Natomiast akta sprawy podsłuchów "od Sowy" dał mu Karski za pośrednictwem Hojarskiej. Na serwery w Chinach umieścił je znany warszawski dziennikarz. I w tym przypadku Kurski milczy jak zaklęty i do prokuratury lub sądu nie leci z krzykiem, że to ohydne pomówienie.

 

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Rano pojechałem do Wrocławia, na rozprawę apelacyjną od wyroku uniewinniającego dwóch wałbrzyskich (byłych już) wałbrzyskich policjantów oskarżonych o śmiertelne pobicie, na terenie komisariatu V, Piotra W., co miało miejsce 9 sierpnia 2013 roku. By dojechać bez większych kłopotów, wybrałem autostradę i jechało mi się znakomicie. Nie chcąc się spóźnić (rozprawa o 10:00) wyjechałem z Wałbrzycha już o 07:30, więc się specjalnie nie śpieszyłem. Wiedziałem, że będę miał sporo czas, aby znaleźć w pobliżu Energetycznej jakieś miejsce do parkowania. Do tej pory miałem szczęście i zawsze po kilkunastu minutach najwyżej, wolne miejsce w nieodległej okolicy udawało mi się dopaść. Nie wiem, jak to się stało - trasą tą jeździłem chyba setki razy - ale w pewnym momencie zwróciłem uwagę, że coś nie jest tak. Jakiś inny widok za oknami samochodu. Pewności, że przejechałem zjazd do Wrocławia, nabrałem w momencie, kiedy ujrzałem nad autostradą wiadukt na linach, czyli znajdowałem się już na "nowym" odcinku autostrady w kierunku Opola. Po zaliczeniu pierwszej bramki opłat nie miałem już złudzeń. Szukając zjazdu, dojechałem do kolejnej bramki, a dzięki temu, że obok była stacja benzynowa, udało mi się nawrócić. Po kolejnej bramce (w sumie pozbyłem się 12 zł) zjechałem wreszcie w kierunku Krzyków. Była godzinna 09:57. Nie chcąc tracić czasu na poszukiwanie wolnego miejsca w zatokach parkingowych, licząc na to, że los mi wynagrodzi ten fatalny "wypadek" na autostradzie, z ronda na Powstańców wjechałem od razu na Energetyczną. Nie pomyliłem się. Szczęście mi sprzyjało, bo ujrzałem cofający się samochód. Od razu "wskoczyłem" w zwolnione miejsce, dzięki czemu pod salą rozpraw (4 piętro, ale windy czynne) byłem o 10:12. Wyłączyłem dzwonek telefonu i wszedłem na salę. Akurat mowę kończył pierwszy z obrońców, przez co doszedłem do wniosku, że oskarżyciele chyba zrezygnowali z przemowy, ograniczając się tylko do niezbędnych w takich przypadkach formułek.

* * *

Wyrok uniewinniający został uchylony, a sędzina sprawozdawca na uzasadnieniu wyroku Sądu Okręgowego w Świdnicy nie pozostawiła suchej nikt. Cieszyłem się w duchu bardzo, bo część uwag, jakie wygłosiła w ustnym uzasadnieniu, ja wyraziłem kilka tygodni temu w felietonie w tygodniku DB 2010, po tym, jak zapoznałem się z treścią uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego. Nie mogło być inaczej, bo sąd apelacyjny MUSIAŁ dostrzec to samo, co i ja w uzasadnieniu Sądu Okręgowego dostrzegłem, tak jak i musiałby to dostrzec każdy mający trochę oleju w głowie, znający się trochę na prawie i mający poczucie sprawiedliwości człowiek. Oczywiście to ustne uzasadnienie obejmowało też wątki, których ja nie poruszyłem, ponieważ ich nie znałem, nie mając wglądu do materiałów procesowych. To, co usłyszałem z ust sędzi sprawozdawcy, pozwoliło mi na ugruntowanie mojego przekonania o wielkiej stronniczości sądu okręgowego, który tych policjantów uniewinnił. Uniewinnił, mimo, że wszystko wskazywało na ich winę. O tym, co się konkretnie na sali sądowej działo i co zwierało ustne uzasadnienie wyroku sądu apelacyjnego, opiszę w felietonie w najbliższym numerze tygodnika DB 2010 (02.03.2017), więc zainteresowanych proszę trochę o cierpliwość. Natomiast ja sam jestem ciekaw reakcji "różnych takich", którzy mnie grubym słowem (niekiedy bardzo grubym) potraktowali, pisząc do mnie triumfalnie, abym teraz na kolanach i w zgrzebnym pokutnym worze, błagał o przebaczenie tych, których swoimi tekstami (relacjami z sali sądowej w istocie) obraziłem, bo przecież sąd ich uniewinnił. Ja, słuchając uzasadnienia wyroku sądu apelacyjnego, nie miałem - i nie mam - żadnych wątpliwości, że gdyby to ten sąd orzekał w I instancji, wyrok na 100% byłby skazujący.

* * *

W czwartek 23 lutego Andrzej Basztura przestał być komendantem wałbrzyskiej policji, a funkcję tę pełnił od 15 października 2013 roku, przejmując "buławę" od Ryszarda Błażnika, który przeszedł do KWP w Gorzowie Wlkp. Trochę tajemnicze jest to przejście na emeryturę, albowiem były już komendant ma dopiero 52 lata, a więc mógłby spokojnie jeszcze te 13 lat przepracować. Ci, którzy mnie znają, zwrócą zapewne uwagę na to, że nie napisałem "przesłużyć" i zapewne domyślą się, że nie uczyniłem tego przez przypadek. Ale mniejsza z tym, faktem bowiem jest, że odchodzi. Mniemam, że w dobrym zdrowiu, bo mowa jest o emeryturze, a nie rencie. Cóż zatem się stać mogło, że młody jeszcze (wiekiem) oficer, mający przed sobą możliwość dalszej kariery, nagle mundur policjanta zrzuca? Jego kolega i były przełożony ze świdnickiej komendy (był komendantem, a Basztura jego zastępcą) awansował wszak na zastępcę komendanta wojewódzkiego policji we Wrocławiu, w obiegu publicznym krążą informacje o dobrych jego notowaniach nie tylko w KGP, ale i MSWIA. A tu masz ... Jeżeli zatem nie stan zdrowia jest przyczyną odejścia, to dla mnie stają się oczywiste dwie inne. Pierwsza jest taka, że Andrzej Basztura załapał się na listę tych, którzy w swoim życiorysie mają "milicyjną skazę". Wprawdzie on sam do policji wstąpił 16 listopada 1990, ale jak wiadomo Policja istnieje od 6 kwietnia tegoż roku, czyli podanie o przyjęcie złożył na pewno jeszcze za czasów istnienia Milicji Obywatelskiej. A to mogło ministra Błaszczaka mocno zaniepokoić, bo jak wiadomo, wszystkich takich "politycznie niepewnych" kazał z szeregów policji pognać het. I jeżeli był to prawdziwy powód odejścia Andrzeja Basztury, to ja osobiście wcale go nie żałuję, bo doskonale wiem, z jaką pogardą wypowiadał się on o milicjantach, także tych, którzy później (np. tak jak ja) służyli w policji. Nie znam go zbyt dobrze, bo los zrządził, że tylko kilka razy (w latach 90-tych) spotkałem się z nim osobiście, ale też miałem okazję zapoznać się (2002-2003) z kilkoma historiami, o których pisać jeszcze nie mogę. Był także "bohaterem" mojego zawiadomienia Prokuratury Rejonowej w Wałbrzychu i szefa MSWiA, dotyczącego mojego przekonania, że będąc komendantem miejskim w Wałbrzychu, dopuścił się czynu określonego w art. 231 kk, czyli niedopełnienia obowiązków służbowych. Śledztwo przekazano do malutkiej prokuratury w Bystrzycy Kłodzkiej, która je oczywiście umorzyła. Złożyłem - ma się rozumieć - zażalenie i Sąd Rejonowy w Wałbrzychu uznał moją argumentację i uchylił postanowienie o umorzeniu śledztwa. No cóż, prawo mamy takie, że w takiej sytuacji nie mogłem się już na kolejne umorzenie zażalić. Szkoda, że prokuratura nie dała mu możliwości dowiedzenia przed sądem faktu swej niewinności, bo moja znajomość prawa, doświadczenie nabyte w policyjnej praktyce, a także uznanie przez sąd zasadności mojego zawiadomienia, utwierdzają mnie w przekonaniu, że miałem rację. Niekiedy tylko myślę sobie, jak by ta sprawa wyglądała, gdyby to nie on, a ja, przez kilka lat mieszkałbym (całkiem niedawno) w jednym z pokoi służbowych mieszczących się w budynku bystrzyckiej prokuratury.1 Jeżeli jednak nie "milicyjna skaza" wyłączyła byłego już komendanta z policyjnych szeregów, to "cóś" innego musi być na rzeczy. Pytanie co? Ale o tym być może będę jeszcze miał okazję napisać.

1Teraz sobie przypomniałem, że pod koniec lat 80-tych XX wieku nocowałem tam z kolegami z wydziału chyba przez 3 noce w czasie kiedy zajmowaliśmy się jakimś zabójstwem w tym mieście

Napisz komentarz (7 Komentarzy)

Wczoraj oglądałem na którymś z programów powtórkę z Mazurskiej Nocy Kabaretowej i urzekł mnie pewien nadzwyczaj trafny bom mot kabaretu Łowcy Kropka B, że rosyjscy naukowcy mają rację dowodząc, że co trzecia kobieta jest tak samo przemądrzała, jak dwie poprzednie.

* * *

 Wpadłem na pomysł i kiedy widzę na ekranie mojego telewizora kogoś z PiS, wyłączam fonię. I od razu świat robi się o wiele przyjemniejszy.

* * *

Szyszko kłamie, że ustawa o wycince drzew jest projektem poselskim, kiedy wszystkie dokumenty w tej sprawie powstały w ministerstwie środowiska.  Można wyciąć drzewo na działce, ale nie można wycinać drzew w przestrzeni publicznej, bo w takim przypadku stanowią one dobro narodowe, chociażby znajdowały się na czyjejś prywatnej własności. Zwłaszcza, że w czasach III RP tysiące hektarów ziemi zostały społeczeństwo bezczelnie ukradzione, a w zasadzie ZRABOWANE.

* * *

Sztuka "Klątwa" - klecholand wydziera się, że to obraza uczuć religijnych, bo nie zdaje sobie sprawy, że do obrazy uczuć religijnych może dojść tylko wtedy, gdy obraza ma miejsce w przestrzeni, w której może znaleźć się każdy.  A na sztukę teatralną trzeba kupić sobie bilet, a więc nie każdy musi tam iść, zwłaszcza kiedy wystawiana sztuką jest mocno kontrowersyjna. Artykułów 54 i 73 Konstytucji RP1 im nie polecam, bo ONI konstytucję mają dokładnie w tym samym miejscu, GDZIE JA MAM ICH.

* * *

Macierewicz powinien mieć sprawę za wykroczenie dotyczące naruszenia przepisów ustawy Prawo o ruchu drogowym, a także zawartych w kodeksie wykroczeń, za przechodzenie przez jezdnię w miejscu niedozwolonych. Ponadto prokuratura powinna postawić mu zarzut z art. 231 kk, za przekroczenie uprawnień w zakresie wykorzystania  żołnierzy Żandarmerii Wojskowej, która w zakresie kompetencji nie ma wpisanego obowiązku ułatwiania ministrowi łamania prawa.

* * *

Uwielbiam czytać wszystko, co napisze prof. Bronisław Łagowski. Dziś rano przeczytałem jego felieton w tygodniku "Przegląd" i zaintrygował mnie szczególnie jeden jego fragment, z którym MUSZĘ się podzielić:

"Opozycja (...) Twierdzi, ze ustawa budżetowa jest nielegalna, ponieważ została uchwalona (...) przy niepełnym kworum i w niewłaściwym pomieszczeniu, przemilczając, że właściwa dla tego celu n aulę blokowała. W taki sam sposób została przyjęta ustawa "dezubekizacyjna", ale performersi i nowocześni nie mówią, że ta również jest w takim razie nielegalna. Ten nędzny akt mściwości wobec ludzi, którzy w przeważającej masie nie zrobili nic złego, należy do serii poczynań delegitymizujacych pewien okres państwa polskiego, które Platforma inspirowała, wszczynała i egzekwowała razem z kaczystami i nadal jest z tego powodu bardzo z siebie zadowolona. Trudno mi uwierzyć, ze w partii PiS nie ma ludzi, którzy by się wstydzili za ustawę wywierającą zemstę na ludziach nikomu i niczemu już nieszkodzących, w przeważającej liczbie starych i bezradnych. Tak praktykuj kaczyści swój etos bohaterstwa i patriotyzmu. Odbieranie emerytur ma być karą (jeszcze jak spóźnioną!) za "służenie państwu totalitarnemu", jakby nie zauważano po 30 latach, że "totalitaryzm" jest propagandową hiperbolą, mającą nikły związek z rzeczywistością i niedopuszczalną w języku ustawodawczym."

* * *

Tyle prof. Łagowski, a ja dodam od siebie, że zadowolona z tej ustawy Platforma i Nowoczesna, nie zauważa, że i III RP została uznana za "państwo totalitarne", albowiem emerytury są odbierane (drastycznie zmniejszane) także tym funkcjonariuszom, którzy w 1990 roku zawarli umowę z państwem, że będą mu dalej wiernie służyć, za co po uzyskaniu wieku emerytalnego, otrzymają emerytury w wysokości przez to państwo gwarantowanej.

1. Art. 54. 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

Art. 73. Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury.

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Zastanawiałem się przedwczoraj - uprawiając swoje codzienne poranne marszobiegi - dlaczego w Polsce panuje tak powszechnie niechętny stosunek do Rosji, która niedługo po Polsce odrzuciła niezdolny i nie chciany ustrój ekonomiczny i polityczny. W trakcie tych rozmyślań wstąpiłem do kiosku po ulubioną prasę. Dziś rano czytam Przegląd i znajduje tam artykuł na ten temat. Zadziwiające, jak często przydarza mi się, że o czymś myślę i bardzo szybko taki sam temat znajduję w moich ulubionych tygodnikach.

Krzysztof Pilawski pisze:

"Współczesna rusofobia nie ma logicznego uzasadnienia. Przełom 1989 r. w Polsce był możliwy dzięki przemianom w ZSRR związanym z osobą Michaiła Gorbaczowa. Upadek komunizmu na terenie Związku Radzieckiego oznaczał zakończenie zimnej wojny. Rozpad tego państwa sprawił, że zamiast granicy radziecko-polskiej długiej na 1241 km pojawiła się mająca nieco ponad 200 km granica z Rosją, a konkretnie z niewielką eksklawą kaliningradzką. Spełniło się marzenie Jerzego Giedroycia: Polska została oddzielona od Rosji pasmem niepodległych państw. Rosja nie ma ani piędzi ziemi przedwojennego państwa polskiego, za to Polska zachowała przeszło 100 km kw. przyłączonych w 1945 r. do naszego kraju."

Przypomnę, że te ziemie przyłączone, to swego rodzaju prezent Stalina, przyznany Polsce wbrew stanowisku innych członków Wielkiej Trójki (Stalin, Churchill i Roosevelt), którym nie bardzo zależało na nadmiernym osłabieniem Niemiec. Czy teraz Polska winna zwrócić tzw. Ziemie Odzyskane Niemcom, bo zostały one zagrabione przez Stalina? Części Litwy, Białorusi i Ukrainy nie odzyskamy nigdy, ale przynajmniej, nie uznając "zdobyczy komunizmu" poddajmy się sprawiedliwości dziejowej. No pisiaki, do roboty ...

* * *

Przypomnę, że 23 lutego i 16 marca 2011 r. Trybunał Konstytucyjny w pełnym składzie rozpoznawał wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich dotyczący dekretu o stanie wojennym. W wyroku z 16 marca 2011 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że dekret o stanie wojennym oraz dekret o postępowaniach szczególnych w sprawach o przestępstwa i wykroczenia w czasie obowiązywania stanu wojennego są niezgodne z art. 7 Konstytucji RP w związku z art. 31 ust. 1 Konstytucji PRL z dnia 22 lipca 1952 r. oraz z art. 15 ust. 1 Międzynarodowego Paktu Praw Osobistych i Politycznych. A kto pisiaczkowie mili przewodniczył wtedy Trybunałowi? Czy przypadkiem nie ten wróg pisowskiej demokracji i pisowskiego państwa polskiego A. Rzepliński? A nuże wyrok ten unieważniać, albowiem nie polscy zaiste sędziowie go wydali.

* * *

Katolicki lekarz. pisowaty minister od zdrowia, albo cynicznie kłamie albo jest niedouczony, czyli po prostu głupi. Opowiada bzdury, po których lekarze i naukowcy z przerażeniem za głowy się łapią. Otóż bredzi ten nieszczęśnik o pigułce "Dzień po", że jest to środek wczesnoporonny, kiedy w rzeczywistości jest to środek antykoncepcyjny. Ale w pisowskim państwie wszystko, co jest "PO", jest nie do przyjęcia. Może warto wiec zmienić nazwę na "Dzień PiS"

* * *

Kaczyński Jarosław raczył oto ogłosić z trybuny sejmowej, że zarówno on sam, jak i całe pisiorstwo to PANY. I jako PANY mogli niedawno wszystkich okupujących sejm po swojemu "pozamiatać", ale nie zrobili tego, bo to ludzkie paniska są. Panowie, psia ich mać, a słoma z butów wystaje i chlewikiem na nierogaciznę jedzie, jak jednemu pisiorowi z gęby nie przymierzając. Kaz Marcinkiewicz ma rację, że to nie jest państwo panów, a "panisków", którzy je ze wszystkich stron obsiedli.  Tak jak Szyszko z tysiącami hektarów nie wiadomo skąd, bo w zeznaniu podatkowym źródeł nie ujawnił. Co robi CBA, jeżeli nawet Kaczyński mówi o możliwości lobbingu (czytaj: łapówki) ? Syszko ściągnął do ministerstwa ludzi z Radia Maryja, bo chyba to im chodziło, aby gdzieś "swoje" drzewa wyciąć. Zanim zmianę nakazaną przez Jarka przeprowadzą, wycinka się skończy. Służby nic nie zrobią, bo one mają się zająć nie panami, a złodziejami i komunistami oraz tymi wszystkimi gorszego sortuj.  Ta ustawa (lex Szyszko) to przede wszystkim afera finansowa. W nocy 16 grudnia ją uchwalono, a już raniutko, skoro świat, topory poszły w ruch. Była to jawna ustawka uchwała przyjęta przez klub PiS. I jak tu nie zgodzić się z Kazem, którego stanowisko niniejszym streściłem. Poza tym powiedział również, że Macierewicz jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski. Mówienie o Smoleńsku, jak o Gruzji Ukrainie, to totalna kompromitacja. Jak będzie zagrożenie to w NATO nie uwierzą mu, bo uznają go za wariatuncia.

* * *

Uskuteczniając swoje poranne marszo-biegi bardzo często spotykam ludzi, których ich własne pieski wyprowadzają na poranny spacer. I zawsze mają swych panów na smyczy, co zresztą chwali się im jak najbardziej. Zawsze się im z uwagą przyglądam, albowiem bardzo psy kocham i gdyby nie to, że moja żona kocha jedynie psy należące do innych, miałbym już takiego od dawna w domu. Najbardziej frapują mnie ich pyski, po których orientuję się z jakim charakterem mam do czynienia. Są psiska zawsze poważne, wiecznie zafrasowane, co widać po ich pyskach i psy radosne o pyskach uśmiechniętych, jak również psy o pyskach wręcz ponurych.. Rozróżniam trzy rodzaje:

- psy zadumane, idą koło swego pana ze spuszczoną głową, na nic nie zwracają uwagi, wiecznie zafrapowane, jakby przez cały czas rozmyślały nad marnościami tego świata,

- psy uśmiechnięte, radosne, które idąc koło pana, co chwilę zaglądają mu w oczy, poszukują i oczekują kontaktu, na coś ciągle zwracają uwagę,

- psy warczące, z podkulonymi ciągle ogonami, które warczą i gryzą albo ze strachu, albo z uwagi na psią schizofrenię lub wręcz paranoję. To one są najbardziej niebezpieczne, bo mogą zaatakować swego pana. Ze strachu lub z powodu choroby. Zastanawia mnie dlaczego pisioraki mają takie same pyski, jak te psy trzeciego rodzaju?

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Wyciągnęłam z pawlacza moją starą klawiaturę, bo ta nowa, jaką kupiłem wczoraj, jest trochę za mała i trochę źle mi się na niej pisze. Niepotrzebnie wydałem 160 zł, ale usprawiedliwia mnie, że o tej starej (również bezprzewodowej) kompletnie zapomniałem. Może uda mi się komuś ją sprzedać. Ma wszak dopiero dwa dni i dwuletnią gwarancję. No i jest nowszej generacji, co też ma swoje znaczenie. Ale najpierw będę musiał sprawdzić z jakich powodów tę starszą klawiaturę do komórki wrzuciłem. Jakiś powód musiał być. Pytanie, jaki ?

* * *

Biskup Hoser z polecenia papieża jedzie (chyba już pojechał nawet) do Medjugorie, aby lepiej rozpoznać potrzeby tamtejszych wiernych, bo chociaż Watykan nie uznaje miejscowego objawienia za cud, to katolicy z całej Europy, ale zwłaszcza z Polski, jadą tam bo w ten cud, na przekór decydentom z Watykanu, wierzą. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że dotychczasowy opiekun duchowy pielgrzymów, franciszkanin Tomislav Vlasic został pogoniony, bo się nagminnie bzykał z jedną z tamtejszych zakonnic, a te jak wiadomo są zaślubione przez Jezusa Pana. Gańba straszna niesłychanie, bo aż strach nawet pomyśleć tylko, komu owa świętobliwa para rogi przyprawiała.

* * *

Szkoda, że nie potrafimy uczyć się od innych. Np. od Norwegów. Polska lekarka, która przez 5 lat pracowała jako lekarz rodzinny w Sauherad,  została wylana z pracy na zbitą twarz, bo powołując się na klauzulę sumienia, odmówiła nauczenia się zakładania spirali (wkładki domacicznej) i kierowania zdesperowanych pacjentek - w razie zaistnienia takiej sytuacji i konieczności - na zabieg aborcji. Działo się to w 2015 roku i lekarka sprawę w sądzie przegrała, ponieważ sąd uznał, że dyskryminowała pacjentki, które miały prawo do antykoncepcji. W naszym klechistanie jej postawa zapewne uznana została za heroiczną.

* * *

A jeżeli jestem już przy "ochronie zdrowia zwaną "za czasów PRL "służbą"bo lekarze służyli społeczeństwu (owszem, zdarzały się niechlubne wyjątki, ale chodzi o zasadę), muszę na chwilę wrócić do lansowanego przez kaczystów pomysłu o stworzeniu "sieci szpitali". Otóż po wprowadzeniu w życie takiej ustawy likwidacji ulegnie 400 mniejszych szpitali. Prywatnych i samorządowych, przez co wg ministra zdrowia kolejki się znacznie skrócą. Zwłaszcza, jak padnie spora liczba mniejszych przychodni. Zaiste w kaczyzmie nawet matematyka poddaje się dobrej zmianie i już niedługo absolwenci zreformowanej siedmioklasowej szkoły podstawowej liczyć będą: 1400 szpitali minus 400 szpitali równa się 2400 szpitali. A co? Kto im (kaczystom) zabroni.

* * *

Wprawdzie sam od dawna postulowałem likwidacje NFZ i finansowanie wszystkich szpitali centralnie z ministerstwa, ale tego co kaczyści zaczynają wyprawiać w tym akurat zakresie, nie mieści mi się (na razie) w głowie. Chociaż niektóre postulaty, tak jak np. całodobowe Izby Przyjąć, mają sens, pod warunkiem, że będzie tam odpowiednia liczba lekarzy. Bo to, co się dzieje na szpitalnych SOR-ach woła o pomstę do nieba i piekła pospołu. Bylem kilka razy na w SOR w największym wałbrzyskim szpitalu i widziałem, co się tam z chorymi (potrzebującymi pomocy) ludźmi wyprawia. Jednym słowem SODOMIA I GOMORIA, jak mawia Ferdk Kiepski z Polsatu.

* * *

Natomiast bardzo mi się podoba pomysł płatnych studiów medycznych, tak jak to jest na przykład w Kanadzie. Ale Kanada to prawdziwie socjalistyczny kraj. I zapewne z tego powodu bogaty. Studenci medycyny larum z miejsca podnieśli, że płatne studia zabiorą im możliwość wyjazdu za granicę, gdzie będą zarabiać więcej niż w polskich szpitalach. Sprzeciwiając się temu podają bzdurne porównania, świadczące, że z ich intelektem najlepiej nie jest. Otóż powołują się na studentów innych kierunków, które są także bezpłatne, a nikt np. takiemu socjologowi nie zabrania wyjazdu do Anglii na zmywak. Pozornie jest to przykład logiczny, ale tylko pozornie. Różnica jest w tym, że studia medyczne są o wiele droższe, a ponadto wyjazd nawet tysiąca socjologów bezpieczeństwu zdrowotnemu NARODU - jak mawiają kaczyści - nie zagrozi. I to jest zasadnicza różnica, której oni nie są w stanie pojąć. Oczywiście mają rację twierdząc, że państwo nie umożliwia im dalszej nauki, specjalizacji itp., za co muszą ponoć płacić z własnej kieszeni, ale jest to do naprawienia, zmniejszając rozdęty do granic przyzwoitości budżet MON i przesuwając część środków na ochronę zdrowia. Środki te można bezpiecznie i szybko powiększyć, zmniejszając do niezbędnego minimum finansowanie Kościoła Katolickiego i wprowadzenia np. 40% progu podatkowego dla ludzi zarabiających rocznie powyżej 200 tys. zł, co proponuje SLD. Bzdurne jest też narzekanie, ze lekarz za mało zarabia, bo za mało zarabia ponad 80% polskich obywateli, a żyć muszą i jakoś żyją.

* * *

A płatne studia medyczne polegałyby na tym, że za naukę płaciłoby państwo w postaci specjalnych stypendiów, które każdy młody lekarz miałby obowiązek odpracować przez minimum 5 lat w państwowej placówce ochrony zdrowia. Jak się jednemu czy drugiemu zamarzy zagraniczny wyjazd, to niech stypendium zwróci i po krzyku. Studenci medycyny to w zdecydowanej większości dzieci rodzin lekarskich, a ci jak wiadomo stają na głowach, aby nie pokazać, co mają w garażach. Na brak kasy narzekać więc nie mogą.

Napisz komentarz (1 Komentarz)

Ktoś, kto złośliwie raczej nazwał się "moim fanem" zasugerował niedwuznacznie, że podkręcam sobie licznik wejść na stronę. Chyba po to, aby innych wprowadzić w błąd, co do liczby wejść. Nie jest ona imponująca, bo raptem kilkaset dziennie, ale jak na moje skromne wymagania to i tak dużo. Nie mniej jednak to, co napisał, wywołało we mnie pewną - raczej nie wesołą - refleksję. Otóż, podejmując decyzję o prowadzeniu własnej strony, a w zasadzie bardziej rozbudowanego BLOGA, nie spodziewałem się, że będzie przedmiotem zainteresowania większej liczby osób,  bo w zasadzie stworzyłem ją dla siebie. Chciałem w ten sposób w jakiś sposób zrekompensować sobie swoje "literackie ciągotki", a przede wszystkim przeprowadzić generalną próbę przed przystąpieniem do realizacji mojego głównego celu, czyli napisania kilku książek. Nie ważne, czy znajdę na nie wydawcę, bo w zasadzie chcę pozostawić jedynie po sobie ślad dla swoich potomnych, więc po kilkanaście egzemplarzy (może ciut więcej) wydrukuję własnym sumptem, a ponadto zamieszczę w Necie. Tyle się w moim życiu działo, więc chciałbym chociaż ułamek tego opisać.

Mimo to, pewnym dla mnie zaskoczeniem jest tak spora liczba osób mi nieprzychylnych. Wniosek taki wyciągam z prostej obserwacji, z której wynika, że na kilkaset wejść w ciągu dnia, tylko jedna, a niekiedy dwie osoby, klikając laika, dają mi do zrozumienia, że to co napisałem, przeczytała i się ze mną w danej materii zgadza. Brak laika oznacza "nie lubię cię".  Zastanawiam się, czym się tym ludziom naraziłem, bo przecież z jakiegoś powodu na stronę zaglądają. Skąd u licha bierze się tych kilkuset nieprzychylnych, kiedy ja, o góra, kilkunastu wiem?

* * *

Obejrzałem na TV NOWA program "Teoria spisku" Sekielskiego (dawniej w TVN), gdzie cynicznie i bezczelnie tzw. historycy IPN, nie mając żadnych dowodów, snuli insynuacje,  że  Generał Jaruzelski był tak zwanym "matrioszką", czyli faktycznie sobowtórem Wojciecha Jaruzelskiego, podstawionego przez NKWD, przez co posłusznie wykonywał wszystkie i wszelkie rozkazy Moskwy. O "matrioszkach" w Polsce opowiadał Piotrowi Jaroszewiczowi gen. Karol Świerczewski, który z kolei dowiedział się o nich od samego marszałka Żukowa, faktycznego twórcy tychże "matrioszek". Jaroszewicz ponoć posiadł na ich temat straszliwą wiedzę i zamierzał napisać o tym książkę. Z tego też powodu został wraz z żoną brutalnie zamordowany, a rękopis (którego zresztą nikt nie widział) zniknął. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że syn Jaroszewicza, sławny kiedyś "czerwony książę", kierowca rajdowy Andrzej1, powtarza te bzdury o "matrioszkach". Bardziej wiarygodny był w opowieści o tym, że ojciec mu opowiadał o L. Wałęsie, którego do stoczni przywieźli motorówką oficerowie wywiadu Wojska Polskiego. P. Jaroszewicz opowiadając mu o tym, śmiał się wesoło, kiedy wyobrażał sobie miny tuzów ówczesnej "Solidarności|", których współpracę z SB i Wywiadem Wojskowym miał zamiar opisać w tej książce. Widać bardzo niebezpiecznej dla także dla ludzi z "Solidarności". Andrzej Jaroszewicz podawał też liczne przykłady świadczące o tym, że mieszkanie Piotra było na podsłuchu, ale też i o tym, iż ojciec o tym wiedział. Myślę, że prawdziwe powody zabójstwa Piotra i Aliny Jaroszewicz jeszcze przez długie lata owiana będzie gęstą mgłą tajemnicy.2

* * *

Kaczyści szykują kolejny przekręt. Chcą mianowicie, aby emerytury otrzymywali tylko ci, którzy mają udokumentowany 15 letni okres składkowy. Jeżeli komuś zabraknie chociażby jednego miesiąca, to emerytury nie otrzyma, a uzbierane składki przepadną. Będzie to zwykła grabież niezgodna z konstytucją. Oni chyba wiedzą, że budżet się sypie, więc TK nie zrobi nic, bo jest już  przez  Jarka odbity. Może to dobrze bo jak ludzie zobaczą, że w wieku emerytalnym zostaną bez grosza, to może się wreszcie obudzą. Obecnie najniższa emerytura to 0,45 z, a koszt jej wypłaty jest wyższy od niej samej. Są też kilkuzłotowe. A w PRL emerytura  wynosiła 75% najwyższego wynagrodzenia z ostatnich 3 miesięcy albo ostatniego roku. Dokładnie już nie pamiętam. I nie do pomyślenia było, aby komuś kto pracował, emerytury nie przyznano.

* * *

Poseł Jarosław ogłosił, że zostaną wprowadzone zmiany w ustawie dopuszczającej wycinkę drzew na prywatnych działkach i masowe wycinanie drzew zostanie wstrzymane. Ale zdaje się, że do tego czasu wszystko co miało być wycięte, wycięte zostanie. Zwłaszcza po tym, jak Jarosław zwykły poseł, swą decyzje publicznie ogłosił. Na razie w całej Polsce słychać huk toporów i warkot pił. Zdaje się, że stare polskie przysłowie3 trzeba będzie zmodyfikować: był las, nie będzie nas.

* * *

Parlament Europejskiej opowiedział się  za ratyfikacją CETA. Muszą ją ratyfikacją poszczególne państwa UE, ale dzięki zgodzie PE większość jej przepisów wejdzie w życie przed ukończeniem ratyfikacji. Zdaje się, że pisiory podpiszą.

1. Nota bene, w czasach swej "świetności" przebywał też w Wałbrzychu w hotelu "Sudety", gdzie wraz z przyjaciółmi, na dużej bani, zaczął bardzo mocno rozrabiać. na miejsce przyjechała ekipa z Komendy Miasta i Powiatu MO z udziałem śp. kpt. Jurka Konarzewskiego ps. "Dziadek" ("Kuba", "Szafa"), która "bananowcom" (od określenia "bananowa młodzież - dzieci partyjnych prominentów), taki łomot pałami spuściła, że wiali ile tylko sił w nogach mieli. Andrzej trafił do KMiP MO, gdzie już potulny był jak baranek. Za wyrządzone szkody zapłacił, a Jurkowi włos z głowy nie spadł. Opowieść przytaczam taką, jaką od Jurka przed laty słyszałem.

2. Nie chwaląc się i ja miałem swój maleńki udział w działaniach operacyjnych dotyczących tej zbrodni. Kiedyś o tym napiszę.

3. Nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las.

Napisz komentarz (1 Komentarz)