Po atakach terrorystycznych w USA Kongres przyjął tzw. Patriot Act, czyli przepisy drastycznie ograniczające jankeskie prawa obywatelskie, co w polskich mediach zostało przyjęte z dużą wyrozumiałością. Po zamachu w metrze w Petersburgu, w tych samych mediach, podniosły się głosy sugerujące z przekąsem  (np. Wydarzenia Polsat - 04.04.br.), że ten akt terroru wykorzysta oczywiście Putin, aby ograniczyć prawa obywatelskie obywateli Rosji, zwłaszcza, że za rok będą wybory prezydenckie. Czy w mediach istnieją jeszcze jakieś granice przyzwoitości i śmieszności? Pytanie zdaje się być z gruntu retoryczne.

* * *

Atak sarinem w Syrii. Oczywiście wszyscy oskarżyli o to z miejsca Baszara Asada i wspierającą go Rosję, nie przedstawiając żadnych na to dowodów i mimo zaprzeczenia przez nich złożonych. W cywilizowanych krajach wiadomo, że winnego zawsze szuka się pośród tych, którym dana czyn przeniesie jakieś korzyści. A na pewno atak tego rodzaju nie przynosi korzyści zarówno Asadowi, jak i Putinowi, bo w oczach światowej opinii publicznej jawić się będą jako zbrodniarze i będzie można im wytoczyć proces o ludobójstwo. Czy ktoś inteligentny pomyśli, że im na tym tak bardzo zależy? Natomiast jak najbardziej zależy na tym zarówno syryjskiej opozycji, jak też rzeźnikom z ISIS, czy chociażby Izraelowi, który zawzięcie zwalcza właśnie Asada. Po za tym najnowsze ustalenia rosyjskiego wywiadu wskazują, zę gaz wydostał się z tereny zbombardowanej fabryki broni, w której rzeźnicy z ISIS produkowali m.in. pociski wypełnione sarinem. Robili to oczywiście w wielkiej tajemnicy. Można przyjąć za pewnik, że wszystkie poprzednie ataki przy użyciu tego gazu, były właśnie dziełem owych rzeźników, na co Rosja wielokrotnie wskazywała. Dzisiaj sprawą zajmie się Rada Bezpieczeństwa ONZ, gdzie Rosja ma położyć na stole twarde dowody. Jestem jednak przekonany, że żadne dowody przedstawione przez Rosję i Asada, nie zostaną przyjęte, bo nie pasują do obrazu Rosji, jaki USA UE buduje w świadomości światowej opinii publicznej.

* * *

Leszek Miller w TVN 24 Biznes uchylił wczoraj rąbek kulis negocjacji w sprawie rozmów akcesyjnych do UE Polski i pozostałych 9 państw z Europy środkowo wschodniej i południowej, czym nadzwyczaj zdziwił red. Kraśko. Widać nigdy o tym wcześniej nikomu nie opowiadał. Przede wszystkim przypomniał, że kiedy SLD po przejęciu rządów (z PSL) po AWS, Polska znajdowała się na szarym końcu grupy 10 państw aplikujących do Unii, ponieważ nie zamknęła wielu rozdziałów akcesyjnych. Negocjatorzy z SLD-PSL starali się proces negocjacji wydłużyć, aby nie dopuścić do tego, że Polska zostałaby do UE przyjęta w innym terminie, niż pozostałe 9 państw. Najbardziej przeciw temu gardłował ówczesny premier Węgier, Orban, który wówczas też był premierem. Co mnie to obchodzi - mówił nie tylko publicznie, ale też w prywatnej rozmowie do Millera - że wy nie wyrabiacie.  Dlaczego my mamy czekać, to nie leży w naszym interesie?  Taki był Orban. Kiedy po stoczonej batalii, 13 grudnia, Polska położyła na stole wszystkie rozdziały akcesyjne, wszyscy spoglądali na ekipę Millera z niekłamanym podziwem. A Orban to cyniczny pragmatyk i zdradzi każdego, jeżeli będzie się to jemu opłacało. Przekonał się o tym, poruszający się w świecie wielkiej polityki jak słoń w porcelanie, nasz kieszonkowy Napoleon.

* * *

Cieszę się, że A. Duda nie jest prezydentem wszystkich Polaków, bo tym samym nie jest moim prezydentem. Osobiście wstydziłbym się gdyby tak faktycznie było.

* * *

Donald Tusk to notorycznie kłamca albo zwyczajny nieuk, bo o brak inteligencji go jednak nie podejrzewam. Nos ma praktycznie tak samo długi, jak Kobieta z Kamienna Twarzą. Bo tylko z powodu tych przymiotów mógł  w Rzymie brednie o spaleniu Gdańska do spółki przez Hitlera i Stalina opowiadać. Taka sama brednia, jak ta, którą wyśpiewywał marny raczej szansonista w piosence mówiącej o tym, żę Warszawę zburzył pospołu tenże sam Hitler i Stalin. A faktycznie, jeżeli w tym dziele można doszukiwać się jakiejś spółki, to raczej spółki Hitlera z Borem-Komorowskim. Ale to temat dla ludzi umiejących się posługiwać tym, co pod czerepem powinno się znajdować.

* * *

Nie wszystkie pomysły Radziwiłła są chore, bo na ten przykład pomysł znacjonalizowania prywatnych firm ratownictwa medycznego jest słuszny. Bo każdy prywatny podmiot funkcjonuje, aby zarabiać, a nie leczyć lub ratować i dlatego też doi budżet ile się da. Nawet jeżeli przyjdzie państwu zapłacić odszkodowanie, to w sumie będzie się to nam obywatelom opłacało. A państwo od tego powinno być, aby się nam właśnie opłacało, bo żadnym towarem nie jesteśmy i być nie możemy.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Mam nawyk czytania wszystkiego, co mi zadrukowane w ręce wpadnie. Czytam zatem od deski do deski Dziennik Trybuna, tygodniki Przegląd, NIE, Tygodnik Faktycznie, a od czasu do czasu, kiedy zauważę jakiś ciekawy tytuł, także inne gazety i tygodniki. I zawsze żal mi jest je po przeczytaniu wyrzucić.  Po za tym dużo piszę. Moje trzy książki na raz oraz teksty do DB 2010 i na moją stronę internetową Ad rem, no i komentarze na FB. W rezultacie wydłuża mi się kolejka nieprzeczytanych jeszcze książek, jakie namiętnie kupuję. A tempus fugit niestety.

Dzieje się tak z totalnego braku czasu, ponieważ natomiast ogromny wpływ na taki stan rzeczy mają coraz liczniejsze prośby o pomoc w sprawach prawnych, kierowane przez tych którzy czują się skrzywdzeni, a sami są bezradni z braku pieniędzy na zawodowych prawników. Mam taką już naturę, że nie potrafię w takich przypadkach być asertywnym, a ponadto jak się czegoś podejmę, to muszę skończyć. No i nie lubię odwalać tzw. kaszany, abym się tego, co komuś napiszę nie musiał się wstydzić.  I wszystko to, w co może ktoś nie uwierzy, czynię pro publico bono, przez co żona ma pretensje o to moje trzy komputery, jakie wykorzystuję jednocześnie przy pisaniu, bo sporo prądu ciągną, a ponadto niekiedy, to co napisałem, drukuję na laserowej drukarce, która ma to do siebie, że jej się co jakiś czas toner kończy. To samo z kolejnymi ryzami papieru.

Postanowiłem zatem ograniczyć ten męczący już mnie niekiedy samarytanizm i to nadmierne "rozpisywanie się". Na pierwszy rzut idzie Facebook, bo ostatnie doświadczenie pokazało mi, że jak komuś ten portal jest potrzebny (tak jak mi), to naprawdę nie warto się z komentarzami narażać. Zwłaszcza kiedy ma się kilku nieprzejednanych, a przy okazji nadzwyczaj prymitywnych, zdeklarowanych wrogów. Nie będę się więc narażał, aby jakiś niedouczony ignorant mnie blokował, co w rezultacie może doprowadzić do usunięcia profilu. Zatem od dziś nic z tych rzeczy.

Wszystko co mam do powiedzenia będę publikował wyłącznie na mojej stronie, a na FB wrzucać będę jedynie linki do tego, co U SIEBIE piszę. Tego, co piszę na własnej stronie, nikt mi nie będzie cenzurował, a wchodzi na nia każdego dnia około 400- 500 osób, a więc znacznie więcej niż moje komentarze czyta na Facebooku.

* * *

Wczoraj rano przeczytałem na Onecie, że "Prokuratura sformułowała nowe zarzuty wobec rosyjskich kontrolerów i trzeciej osoby przebywającej wówczas w wieży kontroli lotów – przypisano im przestępstwo umyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu powietrznym - poinformował zastępca prokuratora generalnego Marek Pasionek."

Facet wstydu nie ma, ale wcale się temu nie dziwię. 10 kwietnia był w Moskwie i brał udział w czynnościach identyfikacji zwłok. I jakoś nic niestosownego wtedy nie zauważył. Mało tego, nadzorował prowadzone śledztwo, w ramach którego prokuratorzy postawili rosyjskim kontrolerom zarzuty nieumyślnego sprowadzenia katastrofy, na co prokuratura przedstawiła dowody, a Rosjanie gwałtownie zaprotestowali. Teraz żadnych dowodów Pasionek nie pokazał (tłumaczy się dosyć mętnie i bzdurnie) i zapewne nigdy nie pokażę. Z resztą powinien się umówić z Maciarem, co do jednej wersji, bo głupio tak, kiedy jeden mówi, że nie ma dowodów na wybuch, a winę umyślną ponoszą ruscy kontrolerzy, a drugi z uporem maniaka opowiada o serii wybuchów. Nie wspominam o innych już dowodach, bo się jeszcze posikam ze śmiechu.

* * *

Kaczystan rozmyśla nad tym, aby rocznicę katastrofy smoleńskiej ustanowić świętem państwowym? Cóż za nieznośny minimalizm. Uważam, że dniem wolnym od pracy winien być każdy 10-ty każdego miesiąca. Takie ogólnopolskie świąteczne miesiącznice smoleńskie. A gdyby się dobrze zastanowić, to dlaczego wolnym nie może być 10 dzień KAŻDEGO miesiąca. A co ... niby dlaczego nie. Ale to nie wszystko, bo jeszcze zamiarują dniem świętym ogłosić datę chrztu Mieszka I, chociaż po prawdzie nikt nie wie, kiedy akt ten miał faktycznie miejsce. Projekt ustawy do laski marszałkowskiej złożył już niejaki Jan Klawiter, poseł, członek Prawicy RP Marka Jurka.

Obecnie mamy w kalendarzu 7 państwowych świąt: 1 marca (Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych), 1 maja (Święto Pracy), 3 maja (Święto Konstytucji 3 maja), 8 maja (Narodowe Święto Zwycięstwa i Wolności), 1 sierpnia (Narodowy Dzień Pamięci Powstania Warszawskiego), 31 Sierpnia (Dzień Wolności i Solidarności) i 11 listopada (Święto Niepodległości). Jak widać świąt ci u nas pod dostatkiem, ale i te dwa przyjmiemy jako wróżbę niechybnej i całkowitej klęski prawicowych oszołomów i ich sukienkowych protektorów.

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Mam dowód, że w sprawie ewentualnego mandatu za skręt w lewo z ul. Wysockiego w ul. Konopnickiej, wygrałbym sprawę w Sądzie Najwyższym. Otóż ostatnio sąd ten ostatecznie rozstrzygnął, iż nadwiślański bulwar nie jest ulicą, a tylko na ulicy zakazane jest picie alkoholu i mandat wystawiony przez policję unieważnił, Tak samo zapewne postąpiłby przy mandacie wlepionym za zawracanie na skrzyżowaniu ul. Wysockiego, Kolejowej i Sikorskiego, ponieważ w tym miejscu na ul. Wysockiego - jadąc od Wyzwolenia - kontynuując jazdę w kierunku ul. Konopnickiej skręcamy w nią z odcinka ul. Kolejowej, na który mogę wjechać, wykonując nakazany skręt w lewo w kierunku ul. Sikorskiego. Trzeba mieć w pamięci, że znajdujące się tam znaki zakazu zawracania dotyczą jedynie ul. Wysockiego, co powoduje, że jazda w lewo z ul. KOLEJOWEJ jest dozwolona. Wyrok Sądu Najwyższego, poświadczający, że bulwar nie jest ulicą, jest logicznie tożsamy z tym, że skręt w ulicę Wysockiego z ul. Kolejowej, aby wjechać w ulicę Konopnickiej, nie jest manewrem zawracania, a skrętu właśnie.

* * *

W czerwcu 2016 w Rzepie Kaczy opowiadał się za powstaniem wspólnej armii UE, na którą państwa członkowskie winny płacić 2 % swego PKB. W PiS było tak, że słowa Kaczego uważano za świętość, aż tu nagle Antek pokazał, że ma je w swojej ministerialnej dupie. Mając też dokładnie w tym samym miejscu konstytucyjnego zwierzchnika  sił zbrojnych, specjalisty od zjazdów narciarskich, zadecydował o wycofaniu się Polski z Eurokorpusu. Najpierw zaprzeczył, kiedy sprawa się rypła, a kiedy sobie uświadomiłem, że rzecznik prasowy tegoż Korpusu może pokazać kwity, zaprzeczył samemu sobie i informację potwierdził. Strasznie tym wkaczył Kaczego, który publicznie oświadczył, że ekstrawagancje Antka należy ukrócić. Ciekawym teraz, czy Kaczy zaczął słowa rzucać na wiatr, czy też zasadzi Antoniemu takiego kopa, o jakim marzy Ferdek kiedy Paździocha widzi. Zastanawiam się też, czy Kaczy traci swój polityczny węch, przez co nie dostrzega, iż Antek zaczyna "swój" teren obsikiwać, aby zaznaczyć, kto będzie już wkrótce dominatorem?

* * *

Jeżeli Kaczy doprowadzi do repolonizacji prasy i pozostałych mediów w ogóle, to niech Urban dogada się szybko z właścicielami koncernów medialnych (zwłaszcza niemieckich) i kupi od nich za dolara - tak jak ruskie kupili od Egiptu Mistrale - ich polskie wydawnictwa. Urban jest honorowy i kiedy po Kaczym zostanie jeno siwy dym, tytuły im odsprzeda bez zysku dla siebie. Od Kaczego można się, a nawet trzeba, uczyć, jak przeciwnika lub wroga fortelem obejść. Urban, do dzieła ...

* * *

Z wielkim zaciekawieniem i z sympatią dla autora przeczytałem art. Krzysztofa Lubczyńskiego "PiS do reedukacji po wyborach" (Trybuna z 31.03.br.). Wprawdzie pełni zgadzam się z większością celnych przemyśleń autora, to jednak absolutnie nie mogę zgodzić się z końcowym jego wnioskiem. Mam wrażenie, że autor jest człowiekiem stosunkowo młodym, a zatem skłonny łatwowiernie zaufać chrześcijańskiej zasadzie, aby dobrem za zło opłacać, przez co krzywdzący zapewne od razu samo dobro czynić zacznie. Szanowny autorze, zło ma tę tendencję, że odrasta jak łeb Hydrze, zwłaszcza przy każdej nadarzającej się okazji. A demokracja, niestety, takie okazje rodzi każdego dnia, więc aby się zło się nie odrodziło, aby się nie panoszyło, zasada karania za przewiny nie może być obchodzona, tylko dlatego, że każda kara jest również swego rodzaju złem.  Chyba, że reedukację Kaczyńskiego, Dudy, Szydło, Ziobry, Brudzińskiego i setek innych akolitów prezesa, autor wyobraża sobie w postaci wiosek reedukacyjnych na wzór tych z czasów rewolucji kulturalnej w Chinach, za panowania Mao Tse Tunga, jak się drzewiej w Polsce pisało i wymawiało. Co zresztą byłbym skłonny zaakceptować.

* * *

Bardzo mi się spodobało jak Giertych się rozmarzył i życzył Kaczemu  takiego samego zwycięstwa jak w Brukseli. Wtedy osobiście - zapowiedział - poleci do niego z olbrzymimi bukietem kwiatów, aby mu pogratulować. Pod wpływem marzeń Giertych i ja się rozmarzyłem. Najbliżsi współpracownicy Antka - opowiada Giertych - byli agentami SB, a są i tacy, co byli podejrzewany o szpiegostwo.  A plastelinowy prezydent nie reaguje. Antek nigdy nie wyjaśnił dlaczego wszystkie jego smoleńskie tezy się nie sprawdziły, a także ska wie, że  piloci usiłowali wyrwać się z pułapki, ale im się to niestety nie udało. W jego smoleńskiej komisji nie ma żadnych poważnych fachowców i od roku biorą ciężki szmal za wymyślanie totalnych bzdur.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Od dwóch dni mój profil na Facebooku jest zablokowany. Do jutra. Stało się tak, bo jakiś ćwierćinteligent zgłosił, że w komentarzu do artykułu Onet.pl o nader licznych przypadkach utonięć migrantów (od początku roku grubo ponad 600 osób, w tym dzieci), którzy chcą z Afryki (najczęściej z Libii) pokonać na dmuchanych tratwach Morze Śródziemne, zawarłem niby ksenofobiczne treści, naruszające regulamin korzystania z portalu Facebook. A oto treść mojego komentarza: 

"To kolejny dowód na to, że trzeba robić wszystko, aby uniemożliwić im odpłynięcie od wybrzeży Afryki. Sukcesywnie zabierać im wszystko, na czym mogą pływać i postawić kordon uniemożliwiający dostawę sprzętu pływającego. W Afryce tego się nie produkuje, więc wreszcie im tych łodzi zabraknie."  

Kuźwa, takiej cenzury nie powstydziłby się urząd na ul. Mysiej za czasów głębokiej "komuny", a teraz mamy ponoć demokrację i swobodę wypowiedzi zagwarantowaną nam Powszechną Deklaracją Praw Człowieka ONZ z 1948 roku. Cóż takiego obraźliwego napisałem? Czy mój komentarz kogoś poniżał odbierając mu godność? Przecież islamska fala nie zatrzymała się i do Europy napływają kolejni imigranci, w większości ekonomiczni. Obcy nam kulturowo i w większości nastawieni wrogo i roszczeniowo. Duża ich liczba topi się wraz z dziećmi na otwartym morzu albo nawet u wybrzeży Afryki (mój post był właśnie reakcją na takie zdarzenie), więc jedynym ratunkiem przed śmiercią tych ludzi jest uniemożliwienie im odpłynięcia od brzegów Afryki. Takie postępowanie niczym nie różni się od licznie stawianych wysokich zapór na granicach zewnętrznych Unii, którą obowiązuje Układ z Schengen o ochronie granic zewnętrznych. Czy pisanie o tym punkcie układu można uznać za ksenofobię i blokować profil? Paranoja jakaś. W ogóle zastanawiam się, czy się z tego portalu wypisać, bo nie cierpię każdego rodzaju hipokryzji, a Redakcja FB, aż nią ocieka. "Pozdrawiam" tego ćwierć inteligenta i oczywiście nie życzę mu niczego dobrego.

* * *

Wszystkich tych, którzy oglądali w dniu wczorajszym Magazyn Ekspres Reporterów, chciałbym przeprosić za moją pomyłkę, albowiem reportaż Pawła Kaźmierczaka, o którym pisałem ostatnia na FB, zostanie nadany za tydzień. Po prostu byłem nim mocno podekscytowany i pospieszyłem się z tym "komunikatem". Zapraszam i namawiam na następny wtorek. Nie mogłem wcześniej tego sprostować, bo jak już wspomniałam, zostałem na FB zablokowany.

* * *

Przeczytałem na Onecie radosną (dla autora) informację o wielotysięcznych demonstracjach przeciw Putinowi w całej Rosji. Wielkie mi aj waj ... W całej Rosji protestowało raptem około 80 tysięcy ludzi (dane z TVN24 z dnia 27.03.2017), a Rosja liczy sobie 143,5 mln ludności. W samej Moskwie jest 12 milionów mieszkańców. Tych 80 tys. niezadowolonych, popierających Nawalnego, to jedynie 0,6 % ogółu mieszkańców Rosji. Zaiste siła niesamowita to i rychło upadek Putina nastąpić musi. I cóż z tego,że Putina popiera 86% obywateli Rosji, co wykazały w listopadzie 2016 roku badania opinii publicznej przeprowadzone przez Centrum Lewady, czyli niezależną rosyjską pracownię badania opinii publicznej, która została umieszczona przez rosyjskie ministerstwo sprawiedliwości na liście "zagranicznych agentów". Jak widać nie ma ona żadnych powodów, aby do Putina cholewki smolić.

* * *

A na Ukrainie (w Łucku) ostrzelano z granatnika polską ambasadę, w związku z czym wszystkie polskie urzędy konsularne na Ukrainie pozostaną zamknięte aż do odwołania. Oczywiście, zarówno na Ukrainie, jak i w Polsce, podniosły się głosy, ze ani chybi to robota Putina. No bo jakże inaczej? Przecież tamtejsi striłci z UPA to odwieczni i sprawdzeni przyjaciele Polski i Polaków, którzy nigdy na nas ręki nie podnieśli i nie podnoszą. Wszak nawet w latach 1944-1945 na Podolu i Wołyniu to nie oni Polaków okrutnie mordowali, tylko czerwoni zbóje z Armii o takim samym kolorze, przebrani za szlachetnych herojów.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Nigdy nie lubiłem Tuska i PO, właściwie to go nie znoszę chronicznie, ale obecnie po marksowsku muszę zauważyć, że byt określa świadomość i obecnie tylko w Tusku widzę nadzieję na postawienie tamy kaczystom. Tusk, jako prezydent, mógłby pisowkie plany wprowadzenia dyktatury obrócić w niwecz, blokując ich ustawy zmierzające do całkowitego zmarginalizowania konstytucji, sądów, służby cywilnej, samorządów itp. Dlatego Kaczy tak bardzo pragnął zablokować ponowny wybór Tuska na szefa Rady Europejskiej, licząc na to, że kiedy wróci do kraju, będzie można zamknąć go w kryminale. Jednakże Tuska wybrali i do Polski wróci na pół roku przed wyborami prezydenckim, więc Kaczemu nadal będzie groził. Wymyślono więc przesłuchania Tuskowego syna w prawie afery Amber Gold, a samego Tuska w sprawie umowy między ABW irosyjskim FSB o współpracy antyterrorystycznej, z myślą, że być może w coś da się go ubabrać. Ponadto na wszelki wypadek Macierewicz oskarżył go o zdradę dyplomatyczną, a jak to nie wypali, to na pewno coś skutecznego wymyślą.  Będzie tak, ponieważ Kaczy wbił sobie do głowy, że warunkiem jego wygrania jest posadzenie Tusk w pierdlu. A swoją drogą to żal siedzenie ściska, że nie ma w Polsce nikogo poza Tuskiem, kto mógłby Kaczego odesłać kolejny raz do kąta, uniemożliwiając mu skutecznie i do końca życia możliwość wdrapania się na prezydencki fotel.

* * *

A jeżeli chodzi o karę śmierci, to uważam, że powinna być przywrócona, jednakże pod warunkiem stworzenia naprawdę bardzo szczelnego i skutecznego systemu proceduralnego, który zabezpieczałby eliminacje sądowych pomyłek. Nie przekonują mnie liberalne pohukiwania, że państwo nie może odbierać nikomu życia, kiedy akurat ci sami ludzie podpisują decyzję, lub godzą się na to, że państwo szkoli w rzemiośle zabijania, a następnie wysyła swych żołnierzy do innych krajów, by właśnie zabijali. Nie tylko obcych żołnierzy, którzy nic złego Polsce i Polakom nie zrobili, ale także i ludność cywilną. Bo gdzie człowiek strzela, tam przysłowiowy Pan Bóg kule nosi

* * *

Kaczy już nawet nie udaje, że IV RP - ta rodem z lat 2005 -2007 - wróciła i ma się coraz lepiej. Tak dziś, jak i w tamtym okresie, ministrowie, prokuratorzy, szef NBP i inni pomniejsi państwowi urzędnicy, latają do Kaczego na audiencje, podczas których otrzymują od niego szczegółowe wskazówki, co maja robić, aby PiS rósł w siłę, a działacze żyli dostatniej. Kaczy doskonale wie, że "ciemny lud" dawno już zapomniał, jak na takie instrukcje latali do niego tacy sami (a często ci sami) ministrowie, prokuratorzy itp., którzy składali mu dokładne informacje, do których, zgodnie z przepisami, nie był uprawniony. Dobrze wie, że "ciemny lud" już zapomniał, że skończyło się to śmiercią Barbary Blidy, która kacza prokuratura chciała wrobić, na podstawie fałszowanych dowodów, w wielkie afery korupcyjne. Miały one w istocie pogrążyć, i tak biorący nieustanne cięgi, Sojusz Lewicy Demokratycznej.

* * *

Wyjazd Kaczego do May, czyli spotkanie premier W. Brytanii z szeregowym posłem z polskiego sejmu, jest dla mnie bardzo znamienny.  Podejrzewam, że jest to dowód na to, że Kaczy bardzo perfidnie przymierza się do wyjścia z UE, bo zdaje się nie jest to zbytnio skomplikowane, a przede wszystkim bardzo realne. Wprawdzie ponad 60% Polaków chce być w Unii, ale też ponad 50% Polaków  (w tym i ja sam) popiera zamiar wprowadzenia kary śmierci. Wystarczy więc wprowadzić w Polsce takie rozwiązania prawne, które są sprzeczne z podstawowymi zasadami UE, a Unia sama pozbawi nas członkostwa i całą  winę za będzie można właśnie jej przypisać. Dlatego też Kaczy czyni wszystko, aby Unię Polakom obrzydzić wciska im do głów, że UE to w instytucja nadzwyczaj wredna, a rządzą nią jak własnym kondominium Niemcy, nasi odwieczni wrogowie. Przecież nawet niebieskooka i jasnowłosa Wanda wolała się w Wiśle utopić, niż za wrednego Niemca się wydać.

Napisz komentarz (1 Komentarz)

17 marca 2017 Sąd Rejonowy w Wałbrzychu orzekł (nieprawomocnie), że Romana Gileta dopuścił się przestępstwa groźby karalnej wobec trzech radnych rady miejskiej z klubu PiS w osobach Mirosława Bartolika, Cezarego Kuriaty i Beaty Muchy.

Jednakże sąd uznając winę Romana, uznał, że nie zasługuje on, aby go za czyn ten ukarać, albowiem nie dostrzegł takiej potrzeby, co w ustnym uzasadnieniu wyroku przedstawił.

Nie zgadzam się z tym wyrokiem, albowiem według mnie sąd orzekając o winie Romana dopuścił się rażącego naruszenia prawa. Szczegółowo to uzasadnię w mojej prywatnej "apelacji", złożonej pro publico bono w formie felietonu, który 23 lutego ukaże się w najnowszym wydaniu tygodnika DB 2010.

Poniżej pełny tekst uzasadnienia wyroku spisany z nagrania dokonanego w trakcie jego ogłoszenia.

* * *

Stenogram ustnego uzasadnienia wyroku ogłoszonego na rozprawie 17.03.2017

Czyn oskarżonego polegał na tym, że w dniu 21 czerwca 2016 roku na portalu społecznościowym Facebook kierował groźby karalne zabójstwa przeciwko członkom klubu politycznego zasiadającym w radzie miejskiej Wałbrzycha, Cezaremu Kuriacie, Beacie Mucha i Mirosławowi Bartolik, których treść wzbudziła uzasadnioną obawę, że groźba zostanie spełniona.

Okoliczności czynu w niniejszej sprawie nie budzą żadnych wątpliwości, w związku jednak z tym, że z jednej strony jest to sprawa zbyt błaha, z drugiej strony jednak niezwykła, sąd odniesie się w pierwszej kolejności do kwestii zasadniczej. Otóż zarówno pan oskarżony, jak i inne osoby, które w ramach swych obowiązków zawodowych, czy też zainteresowań życiem publicznym, winni mieć świadomość jednego. To nie jest proces o wolność słowa w Polsce. Sąd w pełni - trudno, żeby było inaczej, by sąd nie szanował Konstytucji, każdy sędzia ma szanować konstytucję, każdy obywatel ma szanować konstytucję - tak więc, sąd akcentuje to, co wynika z art. 54: każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów, oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Sąd odwołuje się również do art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Sąd zwraca uwagę, że żadne z kolidujących dóbr, zarówno wolność wypowiedzi, jak i obrona dobrego imienia, nie mają charakteru pierwotnego w tym sensie, że jego ochrona ma być silniejsza od ochrony drugiego dobra. Podkreśla sąd, że to zakres ochrony dobrego imienia i ograniczenie prawa do wyrażania opinii musi (słowo niezrozumiałe) niezbędnością i formą ustawy.

Po uczynieniu tego wstępu sąd stwierdza jednak, że w tej sprawie nie chodzi o kwestię wolności słowa. o uczynieniu tego wstępu sąd stwierdza jednak, że w tej sprawie nie chodzi o kwestię wolności słowa. Oskarżony miał pełne, zapewnione mu konstytucją prawo do krytyki działania pokrzywdzonych. Krytyki, która w realiach konkretnej sprawy, zarzewia tej sprawy, była uzasadniona. Zachowanie pokrzywdzonych, którzy sprzeciwiali się nadaniu tytułu honorowego obywatela Wałbrzycha, pani Oldze Tokarczuk, rzeczywiście mogło prowadzić rozsądnie myślącą osobę do krytyki takiej postawy. Ale to, że oskarżony miał zagwarantowane prawo do krytyki takich zachowań pokrzywdzonych, nie oznacza, że miał prawo do wyrażenia tych słów, które wyraził. Te słowa nie były bowiem krytyką, ale wyrażały groźby. Pan Roman Gileta w swoich wypowiedziach wprost odwołał się do gróźb karalnych cyt. "głowy im maczetą poucinam, zamorduje tych skur...w na sesji". Te słowa stanowiły groźbę, to nie ulega dla sądu wątpliwości. Nie ulega dla sądu wątpliwości, że nie były te słowa paralelą literacką. Pan oskarżony jest twórcę, twórcy można więcej, ale w ramach swojej działalności literackiej. Tu nie cytował pan swojego wiersza. Tu nie odnosi się pan do kwestii twórczości. Zacytował pan słowa, które nie mogą być w ocenie sądu traktowane jako przenośnia literacka. Te słowa w ocenie sądu stanowią groźbę.

Powracając do kwestii stricte prawnej, to, że pan oskarżony nie wskazał w swym wpisie na Facebooku nazwisk pokrzywdzonych, również nie oznacza depenalizacji pana zachowania. Krąg osób, do których odnosiły się pana słowa, był kręgiem bardzo wąskim. Kilka osób spełniało kryteria, a mianowicie były radnymi określonego ugrupowania politycznego w radzie miasta Wałbrzycha. W ocenie sądu, z doświadczenia zarówno zawodowego, doświadczenia życiowego, w taki sposób wyrażane groźby, w taki sposób wyrażone słowa, były groźbami realnymi. Pokrzywdzeni mogli się przestraszyć tych gróźb, mogli uznać je za realne i w rzeczywistości tak je przedstawili w swoich zeznaniach, że się przestraszyli. Sąd nie ma podstaw, żeby odmówić wiarygodności zeznaniom pokrzywdzonych, co do tego, że rzeczywiście uznali groźby za realne. I teraz rzecz bardzo ważna. To, że pan Roman Gileta nie miał w rzeczywistości (zamiaru spełnienia groźby) sąd stwierdza to z całym przekonaniem. Nigdy nie chciał pan kogoś zabić. W szczególności zabić pokrzywdzonych. Nie ma to jednak znaczenia przy ocenie kwalifikacji prawnej. Sąd stwierdza, że były to słowa stanowiące groźby realne, których pokrzywdzeni się obawiali. Nie ma więc znaczenia, że pan nie chciał nikogo zabić, przy ocenie kwalifikacji prawnej, ale kategoryczne i kluczowe znaczenie przy ocenie stopnia pana winy.

Przejdzie wobec tego sąd do oceny stopnia winy, okoliczności czynu, którego dopuścił się oskarżony. Tu sąd znajduje szereg okoliczności o charakterze łagodzącym. Po pierwsze oskarżony nigdy nie był karany, jest osobą zaangażowaną społecznie, co nie budzi żadnych wątpliwości. Po drugie, co sąd już zaakcentował we wcześniejszej części tego ustnego uzasadnienia, nigdy nie miał zamiaru spełnienia tych gróźb. I wreszcie trzecia okoliczność o charakterze fundamentalnym. Otóż oskarżony już na wstępnym etapie, kiedy zdał sobie świadomości z niewłaściwości swego postępowania, przeprosił. Przeprosił w sposób szczery i nie były to przeprosiny pod kątem toczącego się postępowania karnego. Pan bezpośrednio po tym, kiedy zdał sobie sprawę z naganności swego postępowania skierował oficjalne pisemne przeprosiny na ręce przewodniczącej organu, w ramach którego pełnią swe obowiązki pokrzywdzeni. Nie może być kwestionowana forma tych przeprosin, nie może być kwestionowana kwestia tego, że były to przeprosiny szczere.

Te wszystkie okoliczności, w szczególności pana niekaralność i zaangażowanie społeczne, to że pan grożąc nie miał zamiaru realizacji tych gróźb, i to, że od początku pan szczerze przeprosił za swoje postępowanie, skutkując tym, że sąd uznając sprawstwo i winę pana oskarżonego, uznał, że nie ma potrzeby wydawania wyroku skazującego. Miarkując stopień pana winy, społecznej szkodliwości czynu, sąd zdecydował zastosowanie środka probacji, warunkowego umorzenia postępowania. Co to oznacza. Sąd uznaje pana sprawstwo i winę, natomiast nie wydaje wyroku skazującego. Nie wymierza żadnej kary, lecz warunkowo umarza postępowanie, zakreślając okres próby dwóch lat od uprawomocnienia się wyroku. Jeżeli w tym okresie oskarżony w rażący sposób naruszy porządek prawny lub popełni przestępstwo, sąd będzie miał możliwość, bądź obowiązek, podjęcia warunkowo umorzonego postępowania. W przeciwnym wypadku po upływie okresu próby, to umorzenie stanie się umorzeniem definitywnym.

Odnośnie jeszcze jednej kwestii, która jest tutaj kwestią istotną i sąd powinien wyjaśnić dlaczego nie zamieścił jednego (słowo niezrozumiałe), a mianowicie pan oskarżony i wszyscy obecni zauważyli, nie ma w wyroku orzeczenia zobowiązującego oskarżonego do przeproszenia pokrzywdzonych. Są dwa aspekty tego niezamieszczenia takiego orzeczenia. Pierwsza kwestia jest już oczywista. Oskarżony już to uczynił. Oskarżony nie czekając na wynik postępowania karnego, bezpośrednio po popełnieniu czynu, skierował oficjalne przeprosiny. Natomiast drugi aspekt to dotyczy chyba stanowiska pokrzywdzonych, którzy wyrażali na rozprawie taką oto wątpliwość, że skoro oskarżony dopuścił się tego czynu w sieci, mówiąc kolokwialnie, zawiesił to na portalu Facebook, to w taki sam sposób winien przeprosić. Sąd z takim stanowiskiem się nie zgadza. W ocenie sadu zobowiązywanie oskarżonego przez sąd do przeproszenia również w sieci, w jakimkolwiek portalu typu Facebook, mogłoby znowuż doprowadzić do eskalacji niepotrzebnych w tej sprawie komentarzy, odnośnie przeprosin, odnośnie, czy to oskarżonego, czy to pokrzywdzonych. Pokrzywdzeni otrzymali te przeprosiny w formie pisemnej i winni byli nimi usatysfakcjonowani. Nie ma tutaj potrzeby, aby dodatkowo eskalować ten konflikt, poprzez zamieszczanie tych przeprosin w Internecie.

Zaczął sąd uzasadnienie wyroku, albowiem sprawa z jednej strony jest zwyczajna, ale z drugiej strony zwyczajna nie jest, zaczął sąd od ogólnej o wolności słowa i zacytował art. 54 konstytucji RP i zakończy sąd również taką o charakterze ogólnym, dotyczącą się tylko do tej sprawy. Niniejsza sprawa, w której sąd musiał zważyć racje zarówno pana oskarżonego i państwa pokrzywdzonych, jest klasyczną sprawą, którą wyjaśnia osobom, które mają co do tego wątpliwości, po co są w Polsce niezawisłe sądy. Oczywiście każda ze stron może być z orzeczenia niezadowolona, gdyż ma do tego prawo. Ale obowiązkiem, prawem, ale przede wszystkim obowiązkiem sądu jest orzekanie zgodnie ze swoim sumieniem i zgodnie ze swoją wiedzą i doświadczeniem życiowym. Sąd przedstawił wszystkie okoliczności w sprawie i wydał wyrok w dniu dzisiejszym, kory został ogłoszony. W przeciwieństwie do jakichkolwiek organów podległych władzy wykonawczej sąd może ocenić zarówno prawa pokrzywdzonych, jak i prawa oskarżonego i wydać wyrok niezawiły w imieniu Rzeczpospolitej i właśnie po to jest niezawisłe sądownictwo, żeby wszystkie strony, czy to oskarżony, czy to pokrzywdzony, miały do tego prawo. Kierując się tymi motywami sąd wydał wyrok w dniu dzisiejszym, który został ogłoszony.

Napisz komentarz (3 Komentarze)