Janusz "Bartek" Bartkiewicz

TRYBUNA MYŚLI NIESKRĘPOWANEJ

wtorek, 09 sierpień 2022 10:40

Sprawa Wojciecha Pyłki

  •  
Oceń artykuł
(1 głos)

 Wczoraj dotarła do mnie wiadomość, że Prokurator Generalny poparł wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie skierowania do Sądu Najwyższego skargi Wojtka Pyłki. Posiedzenie SN odbędzie się albo 23 albo 25 sierpnia i oczywiście pojadę, aby móc później wszystko dokładnie zrelacjonować.

Jeżeli SN skargę przyjmie, to w sumie będzie to ukoronowanie moich wieloletnich starań, aby wreszcie jakiś sąd naprawdę uczciwie i obiektywnie przyjrzał się wyrokowi, jaki zapadł w jego sprawie w Sądzie Okręgowym w Świdnicy i Apelacyjnym we Wrocławiu.

Oczywiście to jeszcze nic nie oznacza, ponieważ poprzedni wniosek o wznowienie (chyba z 2021 roku) Prokuratura Krajowa również poparła, ale Sąd Najwyższy wywinął się stosując formalny kruczek, w ogóle nie odnosząc się do meritum sprawy.

Oby teraz było inaczej.

Sprawie Wojtka Pyłki swego czasy wiele miejsca poświęcił wałbrzyski tygodnik DB 2010, w którym opublikowałem kilkanaście odcinków przedstawiających jakość śledztwa i procesu, w którym skazano go na 25 lat bez przedstawienia chociażby JEDNEGO twardego dowodu. Bo nawet swe w sumie prymitywne pomówienie Bogumił K. wycofał i trzymał się tego do końca procesu. Sprawa śledztwa i procesu sądowego w sprawie tajemniczej śmierci Janusza L., która według ustaleń śledczych i sądu miała miejsce w nocy z 23 na 23 stycznia 2008 roku, na tyle mnie zbulwersowała, że postanowiłem na jej kanwie napisać powieść prawie kryminalną, której niewielki fragment tu prezentuję.

***

W SIDŁACH PRAWA

czyli opowieść o historii jaka się nigdy nie powinna zdarzyć

Rozdział V

Jakiś czas po tym jak Agata Łebska pojawiła się w komisariacie, wezwał ją do siebie kierownik referatu kryminalnego, chcący uzyskać szczegółowe informacje jakie w tej sprawie zostały w dniu wczorajszym podjęte. Łebska z zadowoloną miną podsunęła mu na biurko notatkę sporządzoną przez Kozłowskiego, kopię protokołu zgonu oraz swoje postanowienie o wszczęciu śledztwa. Kiedy ten ostatni dokument stał się przedmiotem jego zainteresowania, spojrzał na nią zdumiony.

- Czy cię Agata, kurwa mać, pogięło? Jakie śledztwo ty mi tu wszczynasz? Przecież to prokuratora sprawa, a nie twoja. Wypierdol mi zaraz ten kwit i prowadź z jedynki z trzysta osiem. Zrozumiano? Zaraz mi popraw to badziewie i weź się za przesłuchanie siostry nieboszczyka, bo już mi dyżurny sygnalizował, że się zgłosiła. I to szybko.

Kiedy speszona wyszła z pokoju, nie mógł sobie podarować komentarza dotyczącego tak głupiego zachowania się koleżanki.

- Prokuratorka, się kurwa, znalazła. Z kim mi przyszło robić? - przez chwilę rozmyślał o stopniu profesjonalizmu swoich podwładnych i kolegów zarazem, ale szybko wrócił do codziennych i pilnych spraw, których namacalnym dowodem był spory stosik papierów zalegających blat biurka.

Wściekła na siebie Łebska zeszła na parter i poprosiła, aby kobieta podająca się za siostrę Janusa poczekała na korytarzu przed jej pokojem, bo za chwilę ją do siebie zaprosi. Następnie to nieszczęsne postanowienia przemieliła w niszczarce, po czym poprosiła Barbarę Marczyńską do pokoju. Z zeznań jakie Marczyńska złożyła wynikało, że z bratem widywała się prawie codziennie i również prawie codziennie dzwonili do siebie, bo brat posiadał dwa telefony, których numery podała do protokołu. Według niej ostatni raz widziała się z nim 22 stycznia, kiedy ją odwiedził w jej mieszkaniu, a jej mąż widział go w dniu następnym w śródmieściu obok sklepu Rossmann. Miała zamiar odwiedzić go 31 stycznia, ale policja powiadomiła ją, że popełnił samobójstwo, więc postanowiła zgłosić się na komisariat. Informacją o samobójstwie była dla niej wielkim szokiem, ponieważ brat był bardzo energicznym człowiekiem, miał wile planów, które na pewno chciał zrealizować.

- A czy brat miał jakieś powody, aby targnąć się na życie?

- Nic mi nie wiadomo, aby miał aż takie problemy, by sobie życie odbierać – padła zdecydowana odpowiedź.

- A może miał jakieś problemy finansowe, albo uczuciowe? Czy wie pani o jakichś jego związkach z kobietami? A może utrzymywał jakiś stały związek z jakąś konkretną osobą? – pytanie padały jedno po drugim, tak jakby Agata Łebska chciała przesłuchiwaną czymś zaskoczyć.

- Nie, brat nie opowiadał mi o tym, aby miał jakieś problemy finansowe, nic mi na ten temat nie jest wiadomo i nic mi nie mówił, aby miał jakąś stałą partnerkę – i tym razem odpowiedź była w takim samym stopniu zdecydowana, jak ta udzielona przed chwilą.

Po tej w zdecydowanym tonie odpowiedzi policjantka była już całkowicie przeświadczona, że temat został całkowicie wyczerpany i już niczego ciekawego się nie dowie, więc kiedy kobieta podpisała protokół i opuściła pomieszczenie, postanowiła formalnie zakończyć czynności procesowe. W tym celu odszukała w komputerze wzór postanowienia o umorzeniu śledztwa i wypełniła go wpisując, że postępowanie zostało przez nią umorzone w trybie artykułu trzysta osiem paragraf pierwszy na podstawie artykułu siedemnastego paragraf pierwszy punkt pierwszy kodeksu postępowania karnego. Z treści sporządzonego uzasadnienia wynikało, że umorzenie oparła na podstawie tego jednego przesłuchania, a ponieważ nie ujawniono żadnych śladów działania osób trzecich, śledztwo to należy umorzyć.

Zadowolona z siebie ponownie udała się do kierownika referatu, który po tym jak przeczytał podany mu dokument o mało nie dostał apopleksji.

- No nie, czy do kurwy nędzy ja muszę z takimi fachowcami pracować? - wybuchnął nie panując nad nerwami.

- Co to kurwa jest? - potrząsał trzymanym w ręku papierem – Jak możesz takie gówno mi przynosić, wiedząc, że umorzenie śledztwa musi zatwierdzić prokurator. Chcesz, aby uważał mnie za idiotę? Przecież on żadnego śledztwa nie wszczynał, to co, kurwa, ma zatwierdzać. Agata, ogarnij się dziewczyno. Zabieraj się tym i zrób jakiś porządek.

Policjanta siedziała nie odzywając się ani słowem, chociaż nie takiej reakcji się spodziewała.

- Jak ty możesz cokolwiek postanawiać na podstawie jednego tylko przesłuchania? - pytanie to zadane był już w spokojnym tonie, jakby całe to zdenerwowanie zeszło niczym powietrze z nadmuchanego balonu – Masz trzydzieści dni, aby wszystko spokojnie sprawdzić i wydać jakieś postanowienie, z którym możemy iść do prokuratury. I wywal ten świch jak najszybciej, nikomu nawet nie pokazując. Jasne?

Kiedy kiwnęła głowa, że rozumie, gestem dał jej znak, aby wyszła, nie chcąc używać już dosadnych określeń, jakie na widok miny koleżanki cisnęły mu się na usta. Wściekła jak podrażniona osa Łebska wróciła do swojego pokoju i jakby zapominając o słowach przełożonego, trzymany w ręku dokument wpięła do cieniutkiej teczki prowadzonego, ale nie wszczętego śledztwa.

 

2436960