Janusz "Bartek" Bartkiewicz

TRYBUNA MYŚLI NIESKRĘPOWANEJ

środa, 03 sierpień 2022 17:01

Groźne fantazje świadków

  •  
Oceń artykuł
(0 głosów)

   Od wielu lat na terenie wałbrzyskiego Podzamcza funkcjonuje popularna w tej dzielnicy restauracja „Fantazja”, której właścicielem, kelnerem i barmanem jednocześnie jest Zbigniew Kuczyński. Od pewnego czasu w różnych enuncjacjach medialnych określany jest Zbigniewem K., a to za sprawą pewnego obywatela Ukrainy, który 23 października 2021 roku raczył po godzinie 23:00 przekroczyć progi tego lokalu. Oczywiście każdy ma do tego prawo, ale rzecz w tym, że rzeczony obywatel wspomnianego państwa, o wdzięcznym imieniu Vitalij, do lokalu wkroczył w stanie kompletnego upojenia alkoholowego (2,68 promila), bez dokonania wymaganej od wszystkich zapłaty za wstęp na odbywającą się tam (jak w każdą sobotę) imprezę taneczną, wynoszącą 10 zł. Są osoby, które rzeczonego Witalija widziały ciut wcześniej, jak smacznie spał sobie na trawniku w pobliżu „Fantazji”, co jak można zakładać, było efektem wspomnianego upojenia.

Prawem, a w zasadzie obowiązkiem każdego właściciela lokalu (lub osoby w nim pracującej) jest dbanie o bezpieczeństwo przebywających w lokalu osób oraz – co zdaje się być czymś oczywistym – dbanie o własny interes ekonomiczny. Mający wyraźną ochotę na dłuższą i „aktywną” zabawę Vitalij swym zachowaniem wywołał protesty kilku osób, którym wyraźnie to przeszkadzało, przez co skierowali swe uwagi do stającego za barem pana Zbyszka. Widząc zachowanie się nieproszonego gościa i reagując na zgłaszane uwagi, pan Zbigniew kilkakrotnie prosił niechcianego w tym miejscu amatora wesołej i darmowej ”rozrywki” o to, aby raczył lokal opuścić. Niestety Vitalij wybełkotał, że po polsku nic nie rozumie, ale zna angielski i w tym języku można z nim porozmawiać. Wobec takiego dictum pan Zbyszek poprosił o pomoc swego syna, który w czasie imprezy pełnił funkcję didżeja, a dla którego język angielski nie jest czymś obcym. Niestety okazało się, że angielszczyzna dla Vitalija jest tak samo zrozumiała, jak dla pana Zbyszka język mandaryński, wobec czego dalsza konwersacja siłą rzeczy odbywała się w ojczystym języku Adama Mickiewicza. Język ten dla Vitalija nie mógł być aż tak obcym, ponieważ od jakiegoś czasu przebywał w Wałbrzychu, gdzie też pracował, a więc musiał się ze swoim pracodawcą skutecznie i bez problemu porozumiewać.

W trakcie kolejnej już rozmowy Vitalij nie był w stanie zachować równowagi i runął jak długi na podłogę, mając przy tym szczęście, że nie uderzył się głową o brzeg baru, co mogło spowodować poważne jej obrażenia. Ponieważ nie był w stanie się podnieść, pomógł mu w tym syn pana Zbigniewa, który następnie razem z nim chwycił Vitalija pod pachy i wspólnie zaczęli prowadzić go w stronę drzwi z zamiarem odprowadzenia poza teren lokalu. Niestety stan upojenia był takiego stopnia, że w pewnym momencie, tuż przed zamkniętymi oszklonymi drzwiami, Vitalij runął do przodu, pociągając za sobą prowadzącego go z jego prawej strony syna właściciela lokalu. Pan Zbigniew zdążył wysunąć swą rękę spod pachy pijanego intruza, przez co razem z nimi nie poleciał, tak jak oni, głową na zamknięte drzwi. W efekcie tego upadku Vitalij rozbijając głową oszkloną ich część, poważnie zranił się w jedno oko, a syn Pana Zbigniewa boleśnie uderzył się głową w plastikową framugę. Na miejscu pojawiła się, wezwana przez pana Zbyszka, policja i pogotowie, które Vitalija zabrało do szpitala.

Policjanci po przeprowadzeniu niezbędnych czynności, zakończyli interwencję i odjechali, nie podejmując w stosunku do uczestników tego nieszczęśliwego wypadku żadnych formalnych czynności. Jednakże po upływie dwóch dni (25.10.23022), tuż przed godziną 22:00, załomotali w drzwi jego mieszkania, chociaż obok nich na ścianie był widoczny przycisk dzwonka elektrycznego i pod zarzutem „pchnięcia„ Vitalija na oszklone drzwi, w kajdankach wyprowadzili go (na oczach obudzonych łomotaniem sąsiadów) do radiowozu i na 48 godzin umieścili na tzw. dołku, czyli dokonali formalnego zatrzymania. Zarzut popełnienia przestępstwa został postawiony mu dopiero 27 października, a więc w chwili faktycznego zatrzymania nie miał statusu podejrzanego.

Zatrzymania dokonano praktycznie jedynie na podstawie kłamliwych zeznań trzech rodaków Vitalija, którzy jak mantrę powtarzali, że widzieli jak pan Zbyszek wyszedł zza baru i pchnął w plecy ich kolegę. Mieli oni (i Vitalij, który zeznawał identycznie, chociaż jednocześnie twierdził, że mało co pamięta) tego pecha, że całe zdarzenie zostało zapisane na elektronicznym nośniku monitoringu wewnętrznego lokalu (zapewniam, że z doskonale widocznym obrazem, bo oglądałem osobiście) i zostało one włączone do materiałów dowodowych. Powołany biegły wykluczył, aby na zapisie z monitoringu prowadzono jakąkolwiek ingerencję i zapis ten jest oryginalny. Ciekawa rzecz przy okazji. Otóż urządzenie monitorujące zostało zabrane przez policjantów z Komisariatu I bez nakazu prokuratorskiego (co mieli prawo uczynić) ale też zatrzymanie rzeczy nie zostało przez prokuratora zatwierdzone. Jednym słowem czynność ta miała charakter absolutnie bezprawny. Ale nie to jest aż tak bardzo bulwersujące jak fakt, że postawienie zarzutów nastąpiło bez zapoznania się z tym, co jest na nagraniu widoczne.

Odtworzenie nagrania było możliwe przez to, że pan Zbigniew od razu i dobrowolnie podał hasło szyfrujące, a zrobił to dlatego, że miał świadomość, iż nagranie zawiera niewątpliwy obiektywny dowód jego niewinności. Potwierdzeniem braku zawinienia jest też opis przebiegu zdarzenia zarejestrowanego kamerą monitoringu, dokonany przez innego funkcjonariusza wałbrzyskiej policji. I gdyby policjantka prowadząca dochodzenia z tymi dowodami się zapoznała (co powinno być jej „psim” obowiązkiem), to tak bzdurnego zarzutu by nie postawiła. Tak przynajmniej mniemam. Również gdyby postąpił tak nadzorujący dochodzenie prokurator, to pan Zbyszek nie stałby się Zbigniewem K., ponieważ prowadzone postępowanie powinno być umorzone z braku cech przestępstwa. Nie stało się tak z uwagi na to, że całe to postępowanie przeprowadzono w sposób tak niechlujny, że aż woła to o pomstę do nieba.

Dowodem na tę niechlujność jest chociażby fakt, że w postanowieniu o wszczęciu dochodzenia, postanowieniu o przedstawieniu zarzutów oraz w akcie oskarżenia, jako datę rzekomego przestępstwa wskazano dzień 25 października, w którym to dniu – jako żywo – żadnego innego zdarzenia poza zatrzymaniem pana Zbyszka nie było. A to świadczy, że nikt (łącznie z prokuratorem) nie zapoznał się z całością materiału dowodowego, ograniczając się jedynie do treści zeznań znajomych Vitalisa, które zostały złożone akurat 25 października. I to właśnie świadczy o niechlujstwie jakiego dopuszczono się w trakcie prowadzonych przez panią policjantkę z Komisariatu, jak również tłumaczy, dlaczego zdarzenie umiejscowione zostało w tej nieprawdziwej dacie. Niestety pan prokurator tak zaufał rzetelności policyjnych ustaleń i wyciągniętych z nich wniosków, że zamiast wydać postanowienie o umorzeniu, skierował do sadu akt oskarżenia.

I tu wisienka na torcie. Rozprawa w Sądzie Rejonowym w Wałbrzychu odbyła się 2 sierpnia br. i udział w niej brali - poza sędzia i protokolantką – oskarżony i piszący niniejsze słowa. Jak się okazało pełnomocnik procesowy Vitalisa wycofał swe pełnomocnictwo, do czego na pewno skłoniły go istotne bardzo powody, a akt oskarżenia musiał odczytać sąd. Widać prokuratura – tak jak i pełnomocnik Vitalisa – absolutnie nie była zainteresowana tym procesem. A może obawiała się usłyszeć jakąś krytyczną uwagę sądu, dotyczącą np. obowiązku rzetelności w prowadzeniu postępowania dowodowego, co jest jasno opisane w art. 2 § 2 i art. 4 k.p.k. No i na rozprawę nie stawili się ani sam Vitalis, ani jego wezwani świadkowie, którzy widocznie stracili zainteresowanie dalszymi losami procesu, który stał się możliwy dzięki ich fantazjom zapisanych w protokołach przesłuchania. Kolejna rozprawa będzie miała miejsce w październiku, co również na pewno zrelacjonuję.

2436966