Janusz "Bartek" Bartkiewicz

TRYBUNA MYŚLI NIESKRĘPOWANEJ

piątek, 27 maj 2022 13:23

W dupie mam taką lewicę ...

  •  
Oceń artykuł
(2 głosów)

   Wojna na Ukrainie ma między innymi i ten efekt, że w Polsce wielu ludziom i organizacjom politycznym maski spadły i pokazały się prawdziwe ich oblicza. Oblicza niewolników nowego pana, tym razem nie z Moskwy tylko z Waszyngtonu. Oblicza nie tylko serwilizmu, ale też niesamowitej politycznej głupoty.

Ale mi jako osobie o lewicowych poglądach najbardziej chodzi o postawę ludzi i całej tzw. polskiej lewicy.

Jest dla mnie wprost niewyobrażalne to, że polska lewica nagle straciła całą swoją lewicową tożsamość, która ją przez prawie 150 lat charakteryzowała i nagle ramię w ramię idzie z najbardziej nacjonalistycznymi ukraińskim ugrupowaniami, których znakiem rozpoznawczym jest nie tylko banderowski tryzub (oficjalne godło Ukrainy), ale także swastyka i esesmańskie emblematy oraz faszystowska ideologia.

A wszystko po to, aby bronić przywilejów i majątków (pochodzącego ze zwyczajnej bandyckiej grabieży), ukraińskich oligarchów, którzy niczym się nie różnią od oligarchów rosyjskich, objętych sankcjami przez tak zwany demokratyczny świat.

Jak rodził się oligarchiczny system na terenach postradzieckich (po upadku ZSRR) doskonale opisuje Wiktor Suworow (a naprawdę Władimir Bogdanowicz Riezun), rezydent radzieckiego wywiadu wojskowego (GRU) w Genewie, który 10 czerwca 1978, jak sam podaje, zdradził ojczyznę, zbiegł do Wielkiej Brytanii.

Jako zdrajca własnej ojczyzny prezentuje od lat wielką do niej nienawiść, przez co – przynajmniej dla mnie – wydaje się mało obiektywny, aczkolwiek jego książkę „Alfabet Suworowa” czytam mimo tego, że z jej kart wylewa się wprost zwierzęca nienawiść do b. ZSRR i współczesnej Rosji. Świadczy o tym chociażby jego niesamowicie wulgarny język, kiedy pisze o najważniejszych w historii tego państwa (od 1917 r.) postaciach. Ale można w tym ścieku nienawiści znaleźć parę perełek i jedną z nich się posłużę. Przytoczę więc pewien fragment, a czytelnik w miejsce gdzie jest mowa o Rosji, niech wstawi słowo Ukraina.

Wszak Rosjanie i Ukraińcy to dzieci jednej matki, których mentalność wykuwała się za caratu i w czasie komunistycznych rządów. Tak więc wszelkie procesy, jakie miały miejsce w Rosji po rozpadzie ZSRR, były identyczne z tymi, jakie miały miejasce w tym samym czasie na Ukrainie. Mafie, korupcja, zbrodnia, wyzysk, oszustwa, szantaż – to słowa którymi można opisać proces tworzenia się tych państwowości i polityczno-ekonomicznych układów, które dziś polska, że tak powiem górnolotnie (eufemistycznie), klasa polityczna broni z całych sił.

A więc poczytajcie:

Gdy załamał się związek sowiecki i skończyła się obłędna gospodarka centralnie planowana, Rosja stanęła przed nową szansą. Mając wszelkie surowce i zasoby naturalne, a przede wszystkim wspaniałych inteligentnych obywateli, mogła się stać zamożnym, szczęśliwym i demokratycznym krajem. Należało wówczas radykalnie zerwać z komunizmem i wprowadzić wolnorynkowe reformy. Co zrobił Jelcyn? Otóż nie zrobił nic. Pozwolił, aby cały majątek narodowy dostał się w łapska komunistycznych sitw złożonych z partyjniaków, oficerów bezpieki i członków mafii. Rosja stała się państwem złodziejskim, w którym nie ma sprawiedliwości. Jak to wyglądało w praktyce? W jakiejś prowincjonalnym mieście znajdowała się fabryka. Za komuny była państwowa, a teraz nagle – prywatna. Kto stawał się jej właścicielem? Załoga, zachodni inwestor, jakiś rzutki rodzimy biznesmen? Skądże znowu! Fabrykę dostawał jej dyrektor z czasów komunistycznych. A więc aparatczyk skierowany na to stanowisko przez partię. Tacy ludzie z dnia na dzień stawali się i miliarderami. Aby chronić swoją fortunę, natychmiast dopuszczali do spółki lokalnego szefa milicji lub szefa KGB. Wyciągali z więzień kryminalistów, dawali im broń i tworzyli prywatne armie. Właśnie na tej glebie wzrosła nagle rosyjska mafia. I właśnie na prywatne konta tych wszystkich komunistów, bezpieczników i kryminalistów trafiały pieniądze ze sprzedaży rosyjskiego majątku narodowego. Środki te nie trafiały do społeczeństwa. Nie zbudowano za nie szkół, szpitali, dróg ani innej niezbędnej infrastruktury. Rosja jest dzisiaj zdewastowanym, biednym krajem, w którym zwykli obywatele żyją w nędzy, a rozmaite cwaniaki zgromadziły bajeczne fortuny.”

Już wiecie czym jest współczesna Ukraina, kto nią rządzi i kto okradł jej obywateli z tego wszystkiego, co przez całe lata tworzyli?

Dziś oligarchowie z Rosji walczą z oligarchami z Ukrainy, których wspiera dobry wujek Sam z Waszyngtonu, a wszyscy oni razem mają w dupie zwykłego człowieka, ponieważ żyją z jego wyzysku. Tak na Ukrainie, w Rosji jak i w Ameryce. Z tym, że ukraińscy oligarchowie mają jeszcze druga twarz. Twarz ukraińskiego nazisty i banderowca, stawiając go za przykład narodowego bohaterstwa i chlubiąc się współpracą z Hitlerem, a o rzezi Polaków na Wołyniu mówią, że to tylko takie porachunki sąsiedzkie, o jakich nie warto wspominać.

Kiedyś lewica brzydziłaby się brać udział w czymś takim. Nigdy nie poszłaby w jednym froncie z nazistami, grabieżcami, wyzyskiwaczami pracy zwykłego robotnika, obywatela. Kiedyś ludzie polskiej lewicy szli do Hiszpan, aby walczyć z faszyzmem i za demokracje i sprawiedliwość społeczną ginęli. Dziś gromko krzyczą w obronie tych, dla których wartości moralne i polityczne mają twarz ukraińskich nazistów.

Teraz polska lewica gardłuje za bohaterem Zełenskim, który nie tylko w błyskawiczny sposób stał się miliarderem oligarchą, ale także wzorując się na licznych przykładach skrajnie prawicowych dyktatur, zakazał działalności partii lewicowych, co np. również zakazane było w III Rzeszy. I tego dziś polska lewica bronić ma zamiar do krwi ostatniej. Krwi zwykłych Ukraińców, którzy zostali oszukani nie tylko przez swoje władze, ale też omamieni przez amerykańską i zachodnioeuropejska propagandę, w której polska lewica ma już swoje wyraźnie zaznaczone udziały.

W dupie mam taką lewicę i nigdy już nie podniosę głosu w jej obronie, ani też nie oddam go przy jakimkolwiek wyborze czy głosowaniu.

 

2436971