Janusz "Bartek" Bartkiewicz

TRYBUNA MYŚLI NIESKRĘPOWANEJ

środa, 30 marzec 2022 09:27

W odpowiedzi pijarowcowi Wielkiego Brata

Oceń artykuł
(0 głosów)

Tak jak przypuszczałem, moje wszelkie uwagi odnoszące się do sprowokowanej hegemonistyczną doktryną USA, realizowaną pod płaszczykiem NATO, rosyjskiej inwazji na Ukrainę, nie wszystkim będą się podobać, bo nie wszyscy muszą zgadzać się z tym, co w tygodniku piszę. Wiem jednak, że jest wielu, którzy się ze mną zgadzają, czego wyrazem są nie tylko telefony i maile jakie otrzymuję, ale także słowa podziękowania kierowane do mnie np. przez przypadkowo spotykanych ludzi, których nawet nie znam. W numerze 9 i 10 tygodnika przedstawiłem całość wywiadu amerykańskiego politologa prof. Johna Mearsheimera, w którym mówi bez ogródek, iż przyczyną „kryzysu ukraińskiego” jest polityka Stanów Zjednoczonych, które usilnie starają się otoczyć Rosję swoimi bazami wojskowymi (wyrzutniami rakiet). Nie będę się powtarzał, bo każdy może do tych felietonów powrócić i raz jeszcze dokładnie je przeczytać.

Przywołanie przeze mnie przekonanie J. Mearsheimera, tak bardzo rozsierdziło doktora nauk prawnych Piotra Sosińskiego, że dał temu upust w tyradzie zatytułowanej w sposób, który celowo pozycjonuje mnie jako osobę, którą jego polityczni pobratymcy nazywają bardziej dosadnie. P. Sosiński był bardziej łaskawy i nazwał mnie jedynie „społecznym pijarowcem Rosji”, co w jego zamyśle ma jak najbardziej pejoratywny wydźwięk. Nie o to jednak mi chodzi, bo jak mawia stare porzekadło „jedni lubią pomarańcze, a drudzy jak im skarpetki śmierdzą” i zapewniam, że ja pomarańcze wprost uwielbiam, ale to wcale nie oznacza, że nie mam zdolności do wyczuwania każdego nieprzyjemnego zapachu. A z tekstu doktora praw zapaszek taki ulatnia się mocno.

Piotr Sosiński, zapewne w zamiarze wdeptania mnie w ziemię swą polityczną erudycją, przywołuje nazwiska dwóch znanych amerykańskich politologów, najbardziej obok J. Mearsheimera uznawanych i poważanych w świecie znawców tematu. Chodzi o Samuela Huntingtona i Francisa Fukuyamę, co ma mi sugerować, że oczywiście dzieła tychże uczonych są mu doskonale znane. Apeluje też, abym się zapoznał z książką J. Mearsheimera „Tragizm polityki mocarstw” i aby mnie do tego zachęcić, przedstawia myśl przewodnią jej autora, co jednoznacznie sugeruje, że sam książkę przeczytał i głęboko przeanalizował jej treść. I tu chyba mnie nie docenił.

Przez wiele wiele lat zajmowałem się tropieniem rożnych osób, które naruszyły prawo i aby im to naruszenie wykazać, wyspecjalizowałem się w odszukiwaniu dowodów ich niecnej działalności. Zresztą wspomina też o tym sam P. Sosiński, przy okazji, znów zapewne celem zdeprecjonowania mojej osoby, pisząc o mnie per „były oficer milicji”. Muszę go zmartwić, bo ja tego, że służyłem w MO (w celu jak wyżej) się nie wstydzę, bo i nie mam za co. Chcę jednak zwrócić mu uwagę, że jestem „byłym oficerem policji”, o czym powinien wiedzieć, albowiem - jak wynika z jego tekstu – mnie i moje poczynania śledzi uważnie. Wydaje mi się jednak, że jako prawnik (na dodatek ze stopniem naukowym) winien bardziej uważać na precyzję słowa i myśli, bo nie przystoi doktorowi prawa używania takich prostackich metod. Ale jeżeli uważa, że wszystko jest w porządku, to dla zachowania równowagi, od dzisiaj będę o nim pisał i mówił per „były absolwent podstawówki”.

Wracam jednak do lektur rzeczonego byłego absolwenta szkoły podstawowej. To co przeczytałem, z miejsca zrodziło we mnie podejrzenie, że nie są to jego słowa, a więc proponowanej mi lektury prawdopodobnie w ogóle nie czytał. Wystarczyła więc chwila pomyślunku i poszperania w Internecie, aby moje podejrzenie zmieniło się w pewność. Bo okazało się, że były absolwent podstawówki „recenzując” w swym tekście książkę „Tragizm polityki mocarstw”, zerżnął wprost fragment recenzji autorstwa Macieja Hacaga, z jaką każdy może się zapoznać na stronie https://histmag.org/John-J.-Mearsheimer-Tragizm-polityki-mocarstw-recenzja-i-ocena-20286.

Ze splagiatowanego fragmentu J. Sosiński wyrzucił tylko słowo „anarchiczne” ponieważ z jakichś powodów mu się nie spodobało, ale, co warto podkreślić, zmieniło to w zasadniczy sposób sens zdania napisanego przez M. Hacaga. Na podejrzenie graniczące z pewnością, że P. Sosiński nie przeczytał też książek S. Huntingtona i F. Fukuyamy, o jakich w swym tekście wspomina, świadczyć może to, że akurat w wyżej przywołanej recenzji, również o nich jest mowa. Zresztą wydaje mi się, że nawet i tej recenzji P. Sosiński nie przeczytał do końca, zadowalając się pasującym do jego zamiaru fragmentem. Bo gdyby przeczytał, to być może akurat nie do lektury tej książki by mnie zachęcał, ponieważ Hacag zwraca uwagę, że badania na których książka została oparta „(…) były prowadzone przez Mearsheimera w latach dziewięćdziesiątych XX wieku i nie zachowują pełnej aktualności u progu trzeciej dekady XXI wieku. Dostajemy zatem pozycję, która nie jest skonfrontowana z obecnym stanem wiedzy, co zaś podważa jej potencjał do wyjaśniania obecnych zjawisk.(…)”. Tak więc wywiad udzielony przez Mearsheimera na dziewięć dni przed rosyjską inwazją, ma o wiele większą wartość poznawczą, niż wspomniana książka, która niezależnie od tego jest pozycją znakomitą.

Jednakże już tylko to „odkrycie” spowodowało, że dalszego poszukiwania prawdy (bo tylko prawda jest ciekawa) zaniechałem, uznając, iż jedna łyżka dziegciu w beczce miodu wystarczy. Brzydko to pachnie, bo jeżeli nawet taki fragment za naruszenie prawa ktoś nie zechce uznać, to jednak z etyką mało to ma wspólnego. Dlatego wszelkie rozważania P. Sosińskiego dotyczące tematyki dotyczącej ocen J. Mearsheimera, z którymi się całkowicie zgadzam, odpuszczam sobie, ponieważ nie warto polemizować z kimś, kto stosuje tak nieetyczne metody.

Podkreślić jednak muszę, że z tego co poza tym P. Sosiński napisał wynika, iż sądzi, że każdy kto pozwoli sobie chociażby na najmniejszą krytykę USA, NATO, czy w ogóle Zachodu, jest niczym innym jak ruskim trollem, onucą Putina, czyli pijarowcem Rosji, a więc reprezentantem „ruskiej opcji”. Zapewne uważa też, że każdy kto zajmuje się np. analizą polityki Hitlera, starając się dotrzeć do motywów jakimi się kierował „podpalając” cały świat, z automatu jest wyznawcą nazizmu i pijarowcem tego zbrodniarza.

Nie będę się też odnosił to rozważań dotyczących roli Rosji w historii Polski, bo wydają mi się po prostu głupie i dla Polski szkodliwe. Nie warto bowiem dyskutować kimś, kto uważa, że dla Polski bardziej korzystniejsza jest polityka ciągłej konfrontacji niż współpraca z Rosją w dziedzinie ekonomicznej, naukowej i kulturalnej. Natomiast stwierdzenie P. Sosińskiego, że „bandytyzmu nie uzasadni najlepszy nawet adwokat”, mógłbym poczytać sobie za obrazę, gdyby nie to, że chyba wiem, jakie o prawie doktor prawa ma pojęcie. Bo tu nie chodzi o jakiekolwiek uzasadnienie dla bandyckich racji, tu Panie doktorze prawa chodzi o to, że aby coś ocenić, trzeba to coś zrozumieć.

Dziwię się, że doktor prawa nie wie, że zanim ktokolwiek sporządzi akt oskarżenia lub wyda wyrok skazujący, musi zbadać wszelkie przesłanki i motywy działania sprawcy, co zawsze jest brane pod uwagę i ma wpływ na wymiar kary. Ocenia się też wszystkie okoliczności popełnienia czynu, a więc również i to czy nie był on efektem prowokacji, a uznanie takich okoliczności nikt przytomny nie nazwie usprawiedliwieniem przestępstwa. A ja, tak samo jak prof. Mearsheimer, dążę do wykazania takich właśnie okoliczności towarzyszących rosyjskiej inwazji.

Przy okazji wyjaśnię doktorowi prawa, że „adwokat diabła” to kolokwialnie mówiąc ktoś, kto broni kogoś (czegoś) z kim (lub czym) co do zasady się nie zgadza i wyrażę najwyższe moje zdumienie, że P. Sosiński zadaje kłam sam sobie i podejmuje polemikę z tekstem „który nie budzi już emocji i nie prowadzi do polemik”. Coś tu nie tak z logiką jakby.

PS. A polecaną mi książkę wraz z inną tegoż autora, kupiłem sobie już trzy tygodnie temu.

Tekest P. Sosińskiego na str. 5 DB2010

 

2436972