Janusz "Bartek" Bartkiewicz

TRYBUNA MYŚLI NIESKRĘPOWANEJ

środa, 23 marzec 2022 12:42

Tylko prawda jest ciekawa - 23.032022

  •  
Oceń artykuł
(0 głosów)

CZĘŚĆ I

Wojna rosyjsko-ukraińska, a w zasadzie rosyjska agresja na to państwo, wzbudziła w Polsce dwa stany emocjonalne, które jak fale tsunami przelewają się przez wszelkie media publiczne i społecznościowe, niezależnie od opcji politycznych, z którymi są związane. Chodzi mi o niechęć do Rosji, a w zasadzie już nienawiść oraz o wzmożoną emocjonalność Polaków, wyrażaną w gwałtownym wzroście chęci niesienia pomocy ukraińskim uchodźcom wojennym. Stany te są w zasadzie nierozerwalnie z sobą związane, a ich publiczna prezentacja przybiera niestety postać jakiejś mało dla mnie zrozumiałej aberracji umysłowej części Polaków. Zmęczony jednostajnym i jednobrzmiącym przekazem płynącym przez wszystkie stacje telewizyjne, od ponad dwóch tygodni w telewizji oglądam tylko niektóre filmy, starając się unikać chociażby przypadkowego tylko „wejścia” na jakikolwiek program informacyjny lub publicystyczny. Nawet kabaretów już nie oglądam, ponieważ prezentują niestety tak marny poziom, że nawet „numery polityczne” pobudzają raczej do niesmaku niż do śmiechu.

Moją wiedzę o tym, co dzieje się na Ukrainie i w świecie czerpię z różnych wiarygodnych źródeł, jakie mogę znaleźć w Internecie, a także z niektórych wiarygodnych dla mnie polskich czasopism i gazet. Źródła te pokazują mi całkowicie odmienny obraz rzeczywistości, niż ten prezentowany w TVP Info, Polsat i TVN24, których przekaz brzmi i wygląda tak, jakby sterowany był przez jakiś jeden Centralny Ośrodek Propagandy Medialnej dla Polaków. Zdaje sobie sprawę, bo odczuwam to osobiście każdego dnia, że to co piszę w DB2010 i na mojej stronie internetowej oraz moim profilu na Facebook, nie wszystkim się podoba, ba, raczej nie podoba się wielu moim znajomym i czytelnikom, którzy nie szczędzą mi nie tylko obraźliwych (mocno obraźliwych i często wulgarnych) epitetów, a także nazywają mnie „ruskim trollem”, „pieskiem Putina” i innymi, z czego najłagodniejszym jest określenie „rusofil”. Niektórzy wręcz odmawiają mi prawa życia w Polsce i nakazują, abym się przeniósł do Moskwy, ponieważ rozum mam zżarty nie tylko przez Covid, ale także przez komunizm.

Śmieszy mnie to, ponieważ zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że ci moi pożal się boże „adwersarze”, chyba nawet nie mają pojęcia o tym, że w Rosji „komunizm” upadł dawno temu (chociaż po prawdzie nigdy go tam, jak i w Polsce, nie było) i rządzi tam niepodzielnie – tak jak w USA – kapitalizm, którego najbardziej dobitnym przejawem są tzw. nowi ruscy, czyli po prostu rosyjscy oligarchowie zarządzający tak olbrzymim majątkiem, że niekiedy trudno to sobie nam szaraczkom wyobrazić. I tacy sami oligarchowie rządzą de facto w USA, a ich majątki oraz wpływ na amerykańskie władze, są niepomiernie większe niż ich „kolegów po fachu” z Rosji. Oligarchowie tacy rządzą też na Ukrainie, gdzie mają swoje własne partie desygnujące swoich przedstawicieli do wszystkich możliwych organów przedstawicielskich i administracyjnych. Nawet prezydent Zełensky jest bardzo, ale to bardzo mocno związany z jednym takim ukraińskim znanym oligarchą, przez co w bardzo szybkim tempie dorobił się olbrzymiego majątku, o czym w Polsce „cicho sza”. Bo o tym mówić nie wypada, kiedy do Polski zdążają nieprzebrane tłumy obywateli Ukrainy, pozbawionych przez rosyjską agresję wszelkiego dorobku. Nie będą mu zaglądał do kieszeni, bo jego z nagła zgromadzony majątek widać Ukraińców w oczy nie kole, ale wspomnieć wypada, że posiada po kilka mieszkań w Kijowie, w Jałcie (znany kurort nad Morzem czarnym), w Wielkiej Brytanii, posiadłości ziemskie we Włoszech, a on sam i jego rodzina czerpie ponadto zyski ze spółek zarejestrowanych na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych, Cyprze i w Belize.

W 2021 r. "Forbes" wymienił także nazwiska takich bogaczy z Ukrainy jak Kostantin Żewago (majątek szacowany na 2,1 mld dol.), IhorKołomojski (1,8 mld dol.), Gienadij Bogolubow (1,7 mld dol.) i były prezydent Ukrainy Petro Poroszenko, którego majątek oszacowano na 1,6 mld dol. Ale zapewniam, że to nie wszyscy, bo jest ich jednak trochę więcej, ale nie o nich chcę pisać. Ważnym jest, iż jednym z nich jest sam prezydent Ukrainy, chociaż jego majątek w miliardach dolarów liczyć jednak nie można, ale kto wie, czy czegoś nie ukrywa jak każdy bogacz na świecie. Tajemnicą poliszynela jest to, że majątki te powstały na bazie przejętych „za grosze” największych ukraińskich przedsiębiorstw państwowych, co z reguły odbywało się w iście amerykański, bo gangsterski sposób. Pisząc „amerykański”, mam na myśli pochodzące z tamtego „demokratycznego” kraju, znane powiedzenie tamtejszych milionerów, że „pierwszy milion trzeba ukraść”, co czyniono nie tylko w XIX wieku za pomocą przekupstw, oszustw, szantażu, ale także rewolweru i wynajętych zbirów.

Słuchając, czytając i oglądając wiadomości nadchodzące z Ukrainy, nie znalazłem chociażby najmniejszej, mówiącej o tym, że owi oligarchowie, w tym sam Włodymyr Zełensky, chociażby część swego bogactwa przekazali na rzecz zdruzgotanych wojną swych ziomków, a zwłaszcza tych nieszczęsnych uchodźców, których majątek, a więc dorobek całego życia, zniszczyły rosyjskie bomby spadające każdego dnia na Ukrainę niczym grad na żyzne pola. Bo jak wiadomo z oficjalnych przekazów dostępnych w polskich mediach, Rosjanie dokonują na Ukrainie totalnych zniszczeń wszystkiego, co się do zniszczyć. Oczywiście trochę inaczej wygląda to wszystko w informacjach przekazywanych przez niezależnych zachodnich dziennikarzy, którzy znajdują się na terenach zajętych przez Rosjan, jak i na pozostałych terenach Ukrainy, a zwłaszcza tych, gdzie toczą się walki. Ale, zastanawiam się, dlaczego ukraińscy oligarchowie nie dzielą się swym majątkiem z pozostałymi współbraćmi krwi, w czasach wymagających dzielenia się nawet suchą skórka od chleba? Nie wiem, czy jakimś wytłumaczeniem może być fakt, że ukraiński prezydent i premier są tej samej krwi, co ci wielcy oligarchowie, ale – co nie jest żadna tajemnicą – nie jest to krew ukraińska. Myślę sobie, że jeżeli Ukraina i jej bogacze nie są w stanie skutecznie pomóc swoim obywatelom, to może by Polska, objęta tym emocjonalnym wzmożeniem, wzięłaby na swój garnuszek całą Ukrainę i wówczas jej oligarchowie i władze mieliby los swych współobywateli z głowy.

2366563