Zakierzoński Kraj
10.07.2026
Jarosław Kaczyński – którego Donald Tusk nazwał dziś „politycznym warchołem” – nie poprzestał na kolejnej porcji politycznej agresji. Podczas "smoleńskiej" hucpy zorganizowanej pod pomnikiem ofiar katastrofy smoleńskiej powiedział coś znacznie poważniejszego niż kolejne oskarżenia pod adresem rządu. Zapowiedział, że po powrocie do władzy policjanci zostaną poddani weryfikacji, a w Polsce powstanie Gwardia Obywatelska.
To nie brzmi jak zapowiedź reformy. To brzmi jak zapowiedź podporządkowania aparatu siłowego nowej władzy. To jest polityczna deklaracja głębokiej nieufności wobec państwa, które sam współtworzył przez osiem lat. Bo jeśli nie ufa się policji, trzeba stworzyć własną formację. Własną, czyli czyją? Państwa czy partii?
Czy właśnie taki jest plan? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że sama zapowiedź tworzenia nowej formacji przy jednoczesnym podważaniu zaufania do istniejących służb powinna zapalić wszystkie czerwone lampki.
Nie sposób nie pomyśleć o środowisku Roberta Bąkiewicza. Jego Ruch Obrony Granic już dziś pełni rolę ulicznego zaplecza politycznego prawicy. Formalnie nie jest żadną służbą, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że w oczach Kaczyńskiego mógłby stać się kadrowym zalążkiem nowej „gwardii”.
Historia uczy, że autorytarne ambicje rzadko zaczynają się od zamykania parlamentów. Zwykle zaczynają się od podważania zaufania do instytucji państwa i budowania struktur wiernych nie konstytucji, lecz jednemu przywódcy.
Tak było choćby w Niemczech. W 1925 roku Adolf Hitler stworzył Schutzstaffel (SS) jako niewielką straż przyboczną. Nie ufał państwowym służbom, więc stworzył własną formację złożoną z ludzi oddanych wyłącznie jemu. Nikt rozsądny nie twierdzi, że historia miałaby powtórzyć się w identyczny sposób. Historia nigdy nie kopiuje samej siebie. Ale bardzo często powtarza mechanizmy. A jednym z nich jest pokusa zastąpienia państwa lojalnością wobec wodza.
Właśnie dlatego zapowiedzi Kaczyńskiego brzmią tak złowieszczo. Demokracja nie potrzebuje partyjnych gwardii. Potrzebuje policji wiernej prawu, a nie politykom. Potrzebuje instytucji, a nie bojówek w nowych mundurach. Potrzebuje konstytucji, a nie kultu lidera.
Jeżeli ktoś zapowiada jednocześnie weryfikację policjantów i budowę nowej formacji podporządkowanej nowej władzy, to nie proponuje reformy państwa. Proponuje zmianę jego charakteru.
I właśnie dlatego włos jeży się na głowie.








