Janusz "Bartek" Bartkiewicz

TRYBUNA MYŚLI NIESKRĘPOWANEJ

niedziela, 21 czerwiec 2026 10:55

Orzeł Biały a cień SS-Galizien

  •  
Oceń artykuł
(2 głosów)

Oburzenie wywołane informacją, że Karol Nawrocki odebrał Wołodymyrowi Zełenskiemu Order Orła Białego, sprowadza się najczęściej do jednego argumentu: „to nie czas”, „to niepotrzebne”, „to szkodzi relacjom polsko-ukraińskim”. Być może. Ale zanim kolejny raz usłyszymy podobne zarzuty, warto zadać sobie pytanie, gdzie właściwie przebiega granica akceptacji dla polityki historycznej prowadzonej dziś na Ukrainie.

    Co stanie się, jeśli Zełenski zdecyduje się nadać kolejnej jednostce wojskowej nazwę nawiązującą do 14. Dywizji Grenadierów Waffen-SS „Galizien”, znanej również jako SS-Galizien lub SS-Hałyczyna? Pytanie nie jest wcale tak abstrakcyjne, jak mogłoby się wydawać. Skoro – jak podawano – jedna z nazw została nadana na życzenie samych żołnierzy, to trudno wykluczyć, że podobne postulaty pojawią się również w innych formacjach. A jeśli prezydent Ukrainy rzeczywiście chce być „sługą narodu”, może uznać, że należy takim oczekiwaniom wyjść naprzeciw.

Problem polega na tym, że wokół dziedzictwa SS-Galizien na Ukrainie od lat istnieje swoista szara strefa pamięci historycznej. Co prawda nie ma ustawy, która uznawałaby całą dywizję za formację kombatancką czy oficjalnych „bojowników o niepodległość”, ale funkcjonują organizacje zrzeszające byłych członków tej formacji i ich potomków. Organizują one wydarzenia, marsze i uroczystości poświęcone pamięci dywizji. Państwo ukraińskie nie traktuje takich zgromadzeń jako nielegalnych. Jeśli odbywają się zgodnie z prawem, policja zabezpiecza je tak samo jak każdą inną demonstrację.

Jeszcze bardziej wymowny jest fakt, że w 2022 roku ukraiński Sąd Najwyższy podtrzymał interpretację, zgodnie z którą symbolika dywizji „Galizien” nie jest automatycznie uznawana za symbolikę nazistowską w rozumieniu ukraińskiej ustawy dekomunizacyjnej i antytotalitarnej. Można oczywiście spierać się o prawne niuanse tego rozstrzygnięcia, ale trudno nie zauważyć zasadniczej sprzeczności. Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze uznał bowiem SS, w tym Waffen-SS, za organizację przestępczą. Dywizja „Galizien” była formalną częścią tych struktur. Owszem, trybunał wyłączył spod odpowiedzialności osoby wcielone przymusowo, które nie popełniły indywidualnych zbrodni. Jednak w przypadku SS-Galizien trzon formacji stanowili ochotnicy, którzy dobrowolnie zgłosili się do służby pod sztandarami Waffen-SS.

W efekcie powstaje sytuacja co najmniej osobliwa. W kraju walczącym dziś o swoją wolność i niepodległość legalnie funkcjonują środowiska odwołujące się do formacji będącej częścią organizacji uznanej przez świat za przestępczą. Ich marsze odbywają się pod ochroną państwowych służb, a dyskusja o charakterze tej jednostki bywa sprowadzana do sporów o symbole i definicje.

Dlatego zdziwienie części komentatorów wobec krytyki Zełenskiego wydaje się nieco wybiórcze. Jeśli państwo ukraińskie toleruje publiczne upamiętnianie SS-Galizien, jeśli w przestrzeni publicznej funkcjonują próby wybielania tej formacji lub oddzielania jej od historii Waffen-SS, to dlaczego mielibyśmy uznać za niemożliwe kolejne gesty symbolicznej rehabilitacji? Dlaczego mielibyśmy wierzyć, że granica została już wyznaczona i nigdy nie zostanie przesunięta dalej? DlaczegoZełenski miałby się wzdrygać, aby jakiejś kolejnej jednostce specjalnej ukraińskiej armii nadać nazwę „Bohaterów Hałyczyny”. Oni się od tych z UPA specjalnie niczym – no może tym, że zamiast tryzuba mieli na patkach munduru trupie czaszki – nie różnili.

Nie chodzi mi o kwestionowanie prawa Ukrainy do budowania własnej narracji historycznej ani o podważanie jej walki z rosyjską agresją. Chodzi o coś znacznie prostszego: o konsekwencję. Jeżeli od Polski oczekuje się bezwarunkowego zrozumienia dla ukraińskiej polityki pamięci, to Polska ma również prawo pytać, dlaczego bohaterami stają się ludzie i formacje, których związki z totalitaryzmem są tak oczywiste.

Bo niezależnie od współczesnych sporów politycznych jedno pozostaje faktem: mundur Waffen-SS nie staje się mniej czarny tylko dlatego, że po latach ktoś próbuje nadać mu narodowe barwy.

 

2742931