Janusz "Bartek" Bartkiewicz

TRYBUNA MYŚLI NIESKRĘPOWANEJ

poniedziałek, 11 maj 2026 13:19

Nie lękajcie się ...

  •  
Oceń artykuł
(3 głosów)

   Coraz rzadziej odczuwam potrzebę komentowania wydarzeń politycznych — zarówno tych rozgrywających się w Polsce, jak i na świecie. Być może dlatego, że mam świadomość, iż mój głos dociera najwyżej do kilku, czasem kilkunastu osób, a więc nie posiada żadnego realnego znaczenia sprawczego. Jest też i drugi powód: z wiekiem człowiek zaczyna rozumieć, że jego własna droga życiowa osiągnęła już punkt kulminacyjny, a przyszłość świata coraz mniej go obchodzi. Zwłaszcza gdy ma się coraz bardziej klarowny obraz tego, dokąd ten świat zmierza.

Są jednak sytuacje, które zmuszają do zabrania głosu. Takie, które zwyczajnie degradują dobrostan psychiczny i emocjonalny człowieka. Dla mnie taką sytuacją jest sposób funkcjonowania obecnej koalicji rządzącej zwanej przez jednych Koalicją 15 Października, a przez prawicowe polityczne ekskrementy Koalicją 13 Grudnia.

Zwycięstwo anty pisowskiej opozycji w wyborach 2023 roku dawało nadzieję, że jej uczestnicy walczyli o to, aby Kaczyńskiego i jego politycznych kohort skutecznie nie dopuścić do sprawowania władzy. Jeżeli nie na zawsze, to przynajmniej przez jedną, chociażby dekadę. Niestety politycy i propagandyści ówczesnej demokratycznej opozycji nie byli w stanie przekonać wyborców, że dalsze rządy populistów spod znaku Kaczora, stanowią dla demokracji, a więc i obywatelskich swobód, coraz większe zagrożenie. Część obywateli to dostrzegła w stopniu znacznie lepszym, niż tzw. demokratyczna klasa polityczna, która nie była w stanie stworzyć jednej potężnej siły wyborczej, czyli wspólnej listy, bo pierwsze skrzypce grały tam jednostkowe nie tylko polityczne interesiki.

Na Węgrzech wiedzieli, że połowiczne zwycięstwo nie zmienia niczego poza nazwiskami na tabliczkach ministerialnych gabinetów. Potrzebna była siła zdolna do zmian systemowych i konstytucyjnych. Dlatego wiele mniejszych ugrupowań świadomie wycofało się z wyborów albo ograniczyło swoją aktywność, aby nie rozpraszać głosów przeciw Orbanowi. Bo na Węgrzech część opozycji potrafiła schować swe ego do kieszeni w imię odsunięcia autorytarnej władzy.

Nasi natomiast jak zwykle zachowali się tak, jak pisał niegdyś Mikołaj Rej, że „Polak przed szkodą i po szkodzie głupi”, i zrobili wszystko, aby prezydentem mógł zostać „Batyr z kapelusza”, który betonową budowlę prawno-ustrojową stworzoną pod rządami wodza kaczyzmu, m.in. przez dzisiejszego kryminalistę ściganego przez polską prokuraturę, jeszcze bardziej bezczelnie, cynicznie i niezgodnie z prawem umacnia. I czyni to, śmiejąc się w twarz rządzącym, którzy rozdziawioną ze zdziwienia gębę, prezentują narodowi od ponad dwóch lat.

Szczególnie destrukcyjną rolę odegrał pewien pełnoletni chłoptaś, który miał zgodną z prawem możliwość czasowego wstrzymania przyjęcia ślubowania od „Batyra” do momentu wyjaśnienia proceduralnych wątpliwości i szybkiego procedowania w sejmie i senacie demokratycznych ustaw. Takich, które ten kaczy beton rozbiłyby skutecznie w pył. Zamiast tego zaczął publicznie opowiadać o rzekomych namowach do zamachu stanu. Dlaczego tak postąpił? Można jedynie domyślać się motywacji, analizując jego kolejne politycznie idiotyczne i etycznie wątpliwe zachowania.

Ironia sytuacji polega na tym, że sam „Batyr” chwilę później pokazał wszystkim, iż ślubowania jednak można nie przyjmować — nawet wtedy, gdy Konstytucja nakazuje coś zupełnie innego. A groteskowym dopełnieniem tego spektaklu stał się jego polityczny wspólas ps. „Godzilla” z Trybunału Konstytucyjnego, który w demonstracyjny sposób pokazał obywatelom, jak bardzo można kpić z prawa i państwa.

Niedoszły kiepski komik odchodzi dziś powoli w odbyt Historii, ale polityczne gówno, które po sobie zostawił, będzie zatruwało państwo jeszcze przez długie lata.

Kolejną odsłoną kpin z prawa i Polaków nie jest zachowanie się kryminalnych zbiegów, którym „węgierska krysza” się skończyła. Oni obiektywnie rzecz biorąc, działają w imię swego osobistego interesu i bezpieczeństwa, do czego każdy ma prawo. To państwo daje dupy, nie potrafiąc poradzić sobie z kilkoma – a w zasadzie z jednym – adwokacinami, których prymitywne sztuczki zablokowały wydanie przez sąd Europejskiego Nakazu Aresztowania.

Nie chce mi się już na tan temat rozwodzić, ale miałbym pytanie do ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego RP, czy podlegli mu prokuratorzy i sędziowie wiedzą, że sąd może oddalić wniosek dowodowy strony, jeżeli uzna, że został on złożony wyłącznie dla przewlekania postępowania albo prowadziłby do oczywiście niecelowego wydłużenia procesu. A składanie wniosków i pism procesowych bez podpisu realizuje taki zamiar.

I ostatnia uwaga.

Istnieje w polskim prawie art. 26 k.k. który stanowi, że nie popełnia przestępstwa, kto działa w celu uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego jakiemukolwiek dobru chronionemu prawem, jeżeli niebezpieczeństwa nie można inaczej uniknąć, a dobro poświęcone przedstawia wartość niższą od dobra ratowanego. Bo jest to działanie w stanie wyższej konieczności.

I jeżeli dobro, jakim jest obowiązek ścigania przestępstw i przestępców, jest chronione prawem, które mamy brać poważnie, to nie powinno obrońcom demokracji i prawa zabraknąć odwagi, aby złamać wprowadzone za rządów PiS niezgodne z konstytucją prawa, których jedynym zadaniem jest ochrona pisowskich dygnitarzy przed odpowiedzialnością karną.

Wiem, że większość rządowa na czele z Tuskiem, to żarliwi katolicy. Więc rzucam hasło: odwagi panie i panowie, Bóg was oceni i sprawiedliwie osądzi. A tu na Ziemi osądzą was wasi wyborcy, którym wasze coraz bardziej nieudolne rządy powoli stają kością w gardle.

A więc nie lękajcie się.

2742897