Janusz "Bartek" Bartkiewicz

TRYBUNA MYŚLI NIESKRĘPOWANEJ

niedziela, 12 kwiecień 2026 11:50

Woja wybuchnie chociaż nie musi

  •  
Oceń artykuł
(2 głosów)

   Nie potrafię już bezkrytycznie przyjmować tego, co słyszę każdego dnia. Im więcej analizuję, tym bardziej dochodzę do wniosku, że rzeczywistość, którą się nam przedstawia, jest pełna sprzeczności i uproszczeń.

Nie wierzę, że grozi nam wojna z Rosją w sensie bezpośredniego konfliktu z Polską. Patrzę na to chłodno: nie mamy zasobów, które byłyby dla niej niezbędne, a ewentualne „wzięcie Polski na garb” oznaczałoby dla niej ogromne koszty, a nie realne korzyści. Nie wierzę w żadne argumenty polityków, którzy tak jak wczoraj Tusk, wymieniając 5 punktów "dowodzących", że Rosja na Polskę uderzy, żadnego poważnego augmentu nie wskazał, bajdurząc o tym, że zachodnie wywiady mówią, że Rosja napadnie na UE, czyli na Polskę za 5 lat.

Ja widzę raczej cyniczne powtarzanie cudzych tez niż realną analizę. Tym bardziej że te same zachodnie wywiady już nieraz się myliły, przedstawiając zagrożenia, które później okazywały się przesadzone lub nieprawdziwe. Przypomnę tylko Irak i Libię. Myślę, że wystarczy.

Zastanawiam się więc, czy zamiast nieustannie podsycać strach, nie powinniśmy szukać dróg rozmowy. Historia pokazuje, że nawet najwięksi przeciwnicy potrafili ze sobą rozmawiać – i to właśnie dialog prowadził do rozbrojenia oraz długich okresów pokoju.

I znów przypomnę, że ten okres pokoju po II wojnie światowej zawdzięczamy pokojowym rozmowom i traktatom prowadzonym ze Związkiem Radzieckim, który dysponował o wiele większą siłą (Układ Warszawski) niż dzisiejsza Rosja, która od 4 lat nie może dać rady Ukrainie, co powoduje, że obie armie niepotrzebnie się wykrwawiają, praktycznie stojąc w miejscu.

Widzę też wyraźnie, że wojna w Ukrainie jest tragedią przede wszystkim dla samej Ukrainy. To ona ponosi największe konsekwencje, a nie Polska. Jednocześnie mam poczucie, że inne konflikty na świecie, inicjowane przez cynicznych graczy z USA, na których czele stoi morderca Trump a w Izraelu zbrodniarz wojenny Netanjahu, niosą znacznie szersze skutki — przede wszystkim gospodarcze. Kryzys ekonomiczny, który zaczyna być odczuwalny także w Polsce, nie bierze się znikąd. Niszczenie infrastruktury naftowej i gazowej na Bliskim Wschodzie zagraża gospodarkom prawie całego świat, ale przynosi korzyści przede wszystkim USA i Rosji.

Kiedyś rządzący w PRL jeździli po wskazówki do Moskwy. Dzisiejsi nie muszą nigdzie jeździć. Wskazówki przekazuje im amerykański ambasador i … ruki pa szwam. Rozkaz ten sam, chociaż w innym języku.

Czy Tusk i całe to polskie polityczne towarzystwo nie mają o tym pojęcia? Mają, ale posłusznie wykonują (tajne) polecenia płynące z Waszyngtonu.

Dlatego coraz częściej myślę o tym, jaką rolę odgrywają politycy. Mam wrażenie, że wielu z nich powtarza narracje, które służą nie tyle społeczeństwom, co wielkim interesom. Szczególnie tym związanym z przemysłem zbrojeniowym. Wszyscy mówią o bezpieczeństwie i pokoju, a jednocześnie przeznaczają ogromne środki na zbrojenia, znacznie większe niż na zdrowie czy edukację. Trudno mi nie dostrzec w tym sprzeczności.

I tu dochodzę do czegoś, co najbardziej mnie niepokoi.

W świecie, w którym najważniejszy jest zysk, produkcja musi znaleźć odbiorcę. Jeśli produkuje się broń, to musi ona zostać użyta — inaczej staje się bezużyteczna, a inwestycje przestają się zwracać. Pokój, paradoksalnie, nie jest opłacalny dla tych, którzy zarabiają na wojnie. To prowadzi mnie do gorzkiej refleksji, że konflikty nie zawsze są przypadkiem — czasem są elementem mechanizmu.

Najbardziej uderza mnie jednak to, że ci, którzy ten mechanizm napędzają, sami nie ponoszą jego konsekwencji. Nie idą na front, nie tracą życia ani zdrowia. To inni płacą najwyższą cenę.

Ergo: woja musi wybuchnąć, aby to żelastwo mogło być wykorzystane a tym samym zwiększyć popyt, czyli również produkcję. I właśnie dlatego nie potrafię już patrzeć na to wszystko bez zadawania pytań.

 

2742906