O mowo polska ...
Często spotykam się z deklaracjami różnych ludzi – młodszych i starszych, w tym także polityków – że kochają Polskę. Za każdym razem zaczynam się wówczas zastanawiać, co właściwie rozumieją przez to stwierdzenie i w jaki sposób tę miłość okazują. Zakładam, że są w pełni i bezwarunkowo gotowi oddać za nią życie. Polska to jednak przede wszystkim Polacy, dlatego rodzi się pytanie, czy równie chętnie oddaliby życie za swoich rodaków – zarówno w liczbie mnogiej, jak i pojedynczej.
Uważam się za patriotę, lecz mój patriotyzm polega przede wszystkim na szacunku do polskiej konstytucji oraz praw ustanawianych na jej podstawie. Znam historię swojej ojczyzny i jestem z niej dumny, z nielicznymi wyjątkami, które – jak wiadomo – jedynie potwierdzają regułę. Jako patriota przeciwstawiam się także przedstawianiu tej historii w sposób zafałszowany ideologicznymi kłamstwami, półprawdami lub ocenami autorstwa historyków i polityków rodem z IPN.
Na miarę swoich możliwości sprzeciwiam się wszystkiemu, co szkodzi postrzeganiu Polski w oczach świata. Szanuję również język polski oraz zasady, które nim rządzą.
I tu chciałbym zatrzymać się na chwilę dłużej.
Skręca mnie, gdy słyszę, jak jakiś młody piosenkarz – być może nawet utalentowany – mówi w wywiadzie, że obecnie „śpiewa swój najnowszy materiał”. Zawsze byłem przekonany, że piosenkarz śpiewa piosenki – stare lub nowe – a nie bliżej nieokreślony „materiał”.
Dostaję czkawki, gdy z ust różnych osób słyszę, że Straż Pożarna „dedykowała” do pomocy określoną liczbę zastępów strażackich, a Lotnicze Pogotowie Ratunkowe – dwa helikoptery. Przykładów takich językowych potworków jest coraz więcej. Dotąd sądziłem, że dedykować można komuś na przykład życzenia imieninowe, a nie środki ratunkowe.
Trzęsie mnie ze złości, gdy słyszę określenia takie jak: streamować, zbanować, scrollować, lajkować, deadliny, feedback, call, targetować, projektyzacja albo gdy nagle wszystko staje się „mega”. Tego rodzaju zapożyczeń i kalek językowych jest tak wiele, że muszę poprzestać jedynie na tych przykładach.
Uważam, że Polak-patriota powinien dbać o swój język ojczysty i nie kalać go obcymi naleciałościami. Podobnie jak powinien sprzeciwiać się narzucaniu tzw. feminatywów, czyli żeńskich form gramatycznych nazw zawodów, funkcji, tytułów, narodowości czy cech, tworzonych od form męskich, a promowanych przez nadmiernie rozemocjonowane środowiska feministyczne.
Na całe życie zapamiętałem słowa Mikołaja Reja, poznane jeszcze w szkolnych latach:
„A niechaj narodowie wżdy postronni znają,
iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają”.
Ja od siebie dodałbym jeszcze jedno: warto, aby ten język nie tylko mieli, lecz także go znali i szanowali.








