Janusz "Bartek" Bartkiewicz

TRYBUNA MYŚLI NIESKRĘPOWANEJ

niedziela, 28 wrzesień 2025 09:50

Waza pełna zupy

  •  
Oceń artykuł
(1 głos)

   Wczoraj pisałem o coraz słabszej pozycji Lewicy – tej samej, która lojalnie wspiera rząd, a jednak w przestrzeni publicznej pozostaje prawie niewidzialna. I dziś wraca do mnie myśl, że to właśnie ta lojalność stała się jej kulą u nogi. Nie mam wątpliwości, że to ogromnie osłabia partię, bo w polityce – jak w życiu – kto jest zbyt grzeczny, ten bywa spychany na margines.

Lewica zachowuje się jak ten uczniak, który odrabia wszystkie zadania, zgłasza się na lekcji, a i tak nie dostaje szansy, żeby zabrać głos. Lojalnie wspiera rząd, współtworzy koalicję, a w mediach – cisza. Niekiedy gdzieś tam w tle o czymś opowiada, ale wyraźnie przysłonięta kotarą niechęci tych, z którymi ponoć współrządzi.

Niestety, w Platformie działają grupy, dla których „antylewicowość” to sport narodowy. Tyle że w tej grze nie chodzi o wynik drużyny, ale o eliminację jednego z zawodników – nawet jeśli drużyna gra przeciwko PiS-owi i Konfederacji, a więc przeciwko przeciwnikowi ciężkiemu, silnemu i naprawdę groźnemu. I zamiast wzmacniać partnera, który na pewno nigdy nie ułoży się z ksenofobami czy nacjonalistami, z uporem dąży do tego, aby go podciąć i zepchnąć do narożnika. Logika godna podziwu.

Czasem myślę, że to nie tyle polityczna strategia, ile echo naszej narodowej cechy – tej dobrze znanej, zakorzenionej w historii, skłonności do przedkładania własnego interesu nad interes wspólny. Ile razy już to przerabialiśmy? Efekt zazwyczaj ten sam: rozdrobnienie, kłótnie i finalnie przegrana.

Myślę też, że w tle jest coś głębszego – cecha naszej mentalności. Od wieków mamy skłonność, by interes własny stawiać ponad wspólnym. Ile razy już płaciliśmy za to wysoką cenę? Pamiętam ciągle o tym nieszczęsnym dla wszystkich polskim liberum veto, którym rządzące niegdyś Polską siły polityczne, doprowadziły ją do upadku. Do wymazania z politycznej mapy świata.

Ale jeszcze lepiej pamiętam czasy mojej młodości, kiedy uczono nas, że „w jedności siła”, że wszelki indywidualizm jest z reguły szkodliwy. Dziś to hasło brzmi archaicznie, przyklejono mu łatkę reliktu komuny. A jednak w tej prostej zasadzie tkwi pewna mądrość, którą być może warto odkurzyć. Bo jeśli dalej będziemy modlić się o „śmierć krowy sąsiada”, to sami zostaniemy bez mleka. Niestety, dziś to „moje ponad wszystko” zostało podniesione do rangi cnoty. Wyścig szczurów, pochwała indywidualizmu, zachwyt nad samotnym zwycięzcą.

Może dlatego tak bliska jest mi anegdota o chłopie, co modlił się, by sąsiadowi zdechła krowa. Nie po to, żeby sam miał więcej mleka – wystarczyło mu, że inni będą mieli mniej. Brzmi zabawnie? Może. Ale kiedy patrzę na naszą politykę, przestaje mi być do śmiechu. Może więc, zamiast zazdrościć sąsiadowi tej krowy, warto wreszcie usiąść razem do stołu i pomyśleć, jak wyżywić całe stado.

Myślę, że już czas najwyższy, by wreszcie skończyć z polityką, która przypomina czasem biesiadny stół, przy którym wszyscy kłócą się o krzesła, i nikt nie zauważył, że ktoś bezczelnie zdążył wynieść całą zastawę. Razem z wazą pełną zupy.

2719281