Janusz "Bartek" Bartkiewicz

TRYBUNA MYŚLI NIESKRĘPOWANEJ

sobota, 27 wrzesień 2025 10:04

Lojalność z lęku, nie z idei

  •  
Oceń artykuł
(0 głosów)

   W Sejmie Platforma i Lewica trzymają się razem, ale to nie przyjaźń ani wspólne wartości ich łączą. To strach – przed powrotem Kaczyńskiego do władzy – sprawia, że Włodzimierz Czarzasty nie odważy się puścić ręki Tuska. A historia polskich koalicji uczy jedno: układy oparte na lęku kończą się zawsze chaosem i polityczną marginalizacją.

* * *

Ostatnie sejmowe wydarzenia po raz kolejny pokazały, jak kruche bywają fundamenty koalicji rządzącej. Z perspektywy obserwatora można odnieść wrażenie, że najwierniejszym partnerem Donalda Tuska nie jest wcale PSL ani Polska 2050, lecz Włodzimierz Czarzasty i jego klub parlamentarny. To dość paradoksalne, bo w sondażach to właśnie Trzecia Droga – formacja ludowców i Szymona Hołowni – najczęściej balansuje dziś na granicy politycznego przetrwania. Lewica, choć nie imponuje rozmiarem elektoratu, potrafi zachować względną stabilność.

Dlaczego więc Czarzasty uchodzi za lojalniejszego partnera niż liderzy PSL i Polski 2050? Odpowiedź kryje się w chłodnej kalkulacji. Lewica i Platforma Obywatelska od lat stoją po przeciwnych stronach światopoglądowej barykady. W sprawach obyczajowych, gospodarczych czy nawet w ocenie roli państwa różni je niemal wszystko. To nie naturalny sojusz, ale raczej wymuszona współpraca. Spaja ich jeden wspólny mianownik – lęk przed powrotem Jarosława Kaczyńskiego i jego formacji do władzy.

Czarzasty rozumie doskonale, że dla jego partii obecność w koalicji to jedyna droga do utrzymania politycznej podmiotowości. PSL i Polska 2050 w razie rozpadu obecnego układu mogłyby jeszcze próbować rozgrywać scenariusz współpracy z PiS, licząc na zachowanie minimalnych wpływów i części elektoratu. Lewica nie miałaby nawet takiej furtki. W przeciwieństwie do ugrupowań centrowych, które mogą próbować dogadać się w obie strony, formacja Czarzastego po utracie obecnych przywilejów znalazłaby się na całkowitym marginesie polityki.

Właśnie dlatego lojalność wobec Tuska jest dla Czarzastego strategią obronną. To polityczny instynkt, a nie wyraz ideowej bliskości. Z punktu widzenia Lewicy dzisiejsze status quo jest najbezpieczniejszą opcją – gwarantuje obecność przy stole decyzyjnym, możliwość obsadzenia kilku stanowisk i utrzymania finansowego zaplecza partii. Ale ten układ jest niezwykle kruchy. Jeśli Koalicja 13 października rozpadnie się w wyniku konfliktów lub spadku społecznego poparcia, lewica ryzykuje nie tylko utratę wpływów, lecz wręcz polityczne unicestwienie.

Historia polskich koalicji pokazuje, że podobne mechanizmy działały już wcześniej. Sojusz AWS z Unią Wolności w latach 90. także miał charakter taktyczny – spajany bardziej obawą przed lewicą niż rzeczywistą bliskością programową. Rządy SLD-PSL z początku lat dwutysięcznych również były przykładem małżeństwa z rozsądku, które rozpadło się pod ciężarem wzajemnych pretensji i afer. Nawet długoletnia współpraca Platformy Obywatelskiej z PSL w latach 2007–2015 była oparta bardziej na pragmatyce niż na ideowej zgodzie – PSL odgrywało rolę stabilizatora, ale gdy tylko pojawiła się okazja, by odróżnić się od większego partnera, natychmiast z niej korzystało.

Dzisiejsza sytuacja wpisuje się więc w dobrze znany schemat: mniejsi partnerzy kurczowo trzymają się większego gracza, świadomi, że bez niego nie istnieją. Ale ta zależność działa w dwie strony – i Tusk, i Czarzasty wiedzą, że póki groźba powrotu PiS do władzy pozostaje realna, lojalność lewicy będzie pewna. Problem w tym, że taki układ oparty jest na strachu, nie na wizji.

I być może właśnie tu tkwi największa słabość obecnego obozu władzy – jego spoiwem jest negatywna emocja, a nie pozytywna perspektywa. A na takim fundamencie nigdy nie powstaje trwały projekt polityczny – co pokazała już niejedna koalicja w historii III RP.

I tu właśnie dochodzimy do sedna: polska polityka zbyt często przypomina grę w ciuciubabkę, gdzie zamiast wizji przyszłości mamy strach przed przeszłością. Koalicje zawierane są nie po to, by wspólnie zmieniać kraj, lecz by blokować przeciwnika. Tusk i Czarzasty mogą jeszcze przez jakiś czas odgrywać rolę zgodnych partnerów, ale każdy widzi, że to układ oparty na piasku, nie na fundamencie. A piasek – jak to piasek – prędzej czy później się rozsypuje.

I wtedy okaże się, kto naprawdę umiał pływać, a kto tylko desperacko trzymał się tratwy.

2719288