1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

Oglądałem wczoraj program „Państwo w państwie) (TV Polsat News) i byłem porażony tym, co zobaczyłem i usłyszałem. Rzecz miała się tak: czynny zawodnik MMA zaczepia w nocy na środku miasta, w okolicy rynku, kobietę i jej męża, których wcześniej znał z racji tego, że ojciec męża tej kobiety był wspólnikiem w interesach jego ojca. Znali się więc długo i bardzo dobrze. Przed wyjściem na ulice przebywali w tym samym lokalu i pomiędzy nimi doszło do jakichś słownych utarczek, do jakiejś wymiany zdań. Na ulicy zawodnik MMA najpierw uderza w twarz kobietę, tak że upada ona na ziemię, a później atakuje jej męża. Atakuje przede wszystkim jego głowę. Praktycznie masakruje mu twarz, w wyniku czego zaatakowany (prawdopodobnie traci przytomność) upada na ziemię i uderza głową w twarde podłoże. Na drugi dzień umiera w szpitalu nie odzyskując przytomności. Policja bardzo szybko, bo już na miejscu zdarzenia, uzyskuje informacje o sprawcy, ale zatrzymuje go po dwóch dniach. Nie zabezpiecza też śladów, a ubranie zabezpieczone po kilku dniach, nie jest tym, jakie napastnik miał w czasie tego zdarzenia. Dowodem na to jest monitoring sklepowy, gdzie po napaści bandyta kupuje wodę prawdopodobnie po to, aby umyć ręce.

Prokuratura kwalifikuje to przestępstwo, jako nieumyślne pozbawienie życia, w wyniku czego sąd rejonowy z tego miasta skazuje bandziora na 1 rok pozbawienia wolności w zawiasach na 3 lata.

Gdyby czyn ten potraktowano na policji w prokuraturze i w sądzie, tak jak powinno się potraktować sprawce powodującego śmierć człowieka, czyli jako zabójstwo w zamiarze ewentualnym, to sprawa karna toczyłaby się przed sądem okręgowym jako sądem I instancji. Przy przyjętej kwalifikacji toczyła się w Sądzie Rejonowym, czyli wmieście gdzie sprawca i jego bogata rodzina mieszka. Jego ojciec jest znanym i bogaty biznesmenem, posiadającym szerokie koneksje, więc jakoś specjalnie się nie dziwię, że wezwany na miejsce policyjny patrol (z wydziału Ruchu Drogowego – sic!!!) nie ustala personaliów w sporej grupy obserwatorów tego zdarzenia, czyli świadków. Nie zabezpiecza żądnych śladów.

Pani prokurator, z miejscowej prokuratury w sposób tak szczery, że aż świadczący o głupocie , przed telewizyjną dziennikarką wyjaśniała, ze wyszkolony zawodnik MMA, wiek jak uderzyć, aby człowiekowi nie sprawić większej krzywdy. Tak więc fakt, że facet brał udział w najbardziej brutalnych walkach w klatce, został potraktowany jako okoliczność łagodząca. Wnerwiło to obecnego w studio Pawła Skrzecza, wielokrotnego medalisty bokserskiego (medale olimpijskie i mistrzostwo świata), który nie bawiąc się w konwenanse stwierdził; mniej więcej to samo co ja, a mianowicie, że ta pani jest po prostu durna. Ten były świetny bokser od lat zajmuje się trenowaniem zawodników do walk w MMA, więc doskonale wie, że tego pokroju ludzie trenowani są tak, aby uderzeniem pięści czy nogą wyeliminować przeciwnika. Innymi słowy, jak to się w tym środowisku mówi, urwać mu łeb, co też dosłownie Paweł Skrzecz powiedział. To są słowa, kogoś kto ma moralne i zawodowe kwalifikacje, aby być w tej sprawie biegłym sądowym. Ale takich biegłych nie powołano.

Taki wytrenowany zawodnik MMA winien być traktowany jako osoba uzbrojona, ale przede wszystkim powinien zdawać sobie sprawę, że cios wyprowadzony gołą pięścią, celujący w głowę, może atakowaną osobę pozbawić przytomności w wyniku czego może ona upaść i uderzyć się głową o twarde podłoże, a rezultacie tego zginąć. Tak więc, jeżeli nawet nie chciał zabić, to winien się z taką możliwością liczyć i jeżeli w efekcie jego działania człowiek stracił życie, to jedynym zarzutem mogło być „pozbawienie życia z zamiarem ewentualnym”. Czyli zabójstwo, a nie jakieś nieumyślne pozbawienie życia, które traktowane jest o wiele łagodniej.

Tylko naprawdę zła wola, albo inne bardzo istotne pozaprawne czynniki, mogła spowodować, że takiej oczywistości ani policjanci, ani prokurator, ani też sąd nie zechcieli dostrzec i stosownie do przepisów prawa ocenić.

W tym miejscu muszę wyjaśnić, że taką retorykę w sprawie okoliczności łagodzących przyjął też sąd, tym samym udowodniał, że pozbawiony jest zdolności do logicznego myślenia i chyba wiedzy prawniczej.

Będąca w studio rodzina i pani mecenas dowodziła, że działanie sprawcy miało znamiona czynu chuligańskiego. Drugi mecenas, były prokurator, i pan sędzia Mitera z (nowej, pisowskiej) KRS nieudolnie twierdzili, że działanie sprawcy takiego znamiona nie nosiło, chociaż czyn był popełniony w miejscu publicznym. Jednak nie potrafili tego w sposób prawny uzasadnić, co mnie niepomiernie zdziwiło. Zresztą prezeska sądu, w którym taki wyrok zapadł, twierdziła, że ulica w nocy nie jest miejsce publicznym. Dosłownie, tak się ta pani sędzia wyraziło i jeszcze miała czelność to głupawo udowadniać.

Dziwiłem się, że obecni w studio prawnicy, nie byli w stanie w kilku słowach wytłumaczyć, że z czynem chuligańskim mamy do czynienia wtedy, kiedy nie tylko pełniony jest w miejscu publicznym, ale nie zawiera jakichkolwiek osobistych pobudek działania. Tak o tym stanowi tzw. doktryna nauk prawnych i liczne wyroki sądowe, co tymże prawnikom winne być wiadomym. A nie było.

W tym konkretnym przypadku pobicia dokonano w miejscu publicznym, ale motywem działania sprawcy były jak najbardziej osobiste, czyli domniemany uraz będący efektem starszego lub obecnego zatargu. Przecież napastnik czynem swym dążył jednoznacznie do wyrządzenia (z osobistych powodów) krzywdy osobie, którą zaatakował.

Prokuratorzy i policjanci, jak również sędziowie, winni posiadać jedną cechę chyba najbardziej istotną w tych zawodach, a mianowicie zdolność do analitycznego i syntetycznego myślenia. Ponadto winni być wyposażeni w tak silne zasady moralne, aby stanowiły one skuteczną zaporę przed różnego rodzaju zakusami osób, zainteresowanych wpływem na ich działania i decyzje. No i oczywiście winni być wyposażeni w zdolności do obiektywnego osądu rzeczywistości. Albo tylko w chęć takiego obiektywnego spojrzenia. W tej sprawie akurat wszystkiego tego zabrakło i naprawdę nigdy nie chciałbym znaleźć się w sytuacji, żeby ludzie tego pokroju mieliby decydować o moim dalszym losie. Ciekawy jestem jak to osądzi Sąd Apelacyjny.