1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

 Trump dąży coraz bezczelniej do przeprowadzenia kolejnego ataku na Syrię i z tego też zapewne powodu podciąga swą pływającą po świecie armadę, z lotniskowcem USS „Harry S. Truman” na czele, na wody Morza Śródziemnego. Jednocześnie syryjscy rebelianci (zbuntowani przeciw legalnemu rządowi Asada) oraz islamscy terroryści z ugrupowania An-Nusra koncentrują swe siły do ataku na południe Syrii. Dlatego też absolutnie mnie nie zdziwią kolejne informację na temat drugiego, a nawet trzeciego, ataku chemicznego wykonanego przez reżim Asada. Trump musi mieć konkretny pretekst, aby dokonać agresji wszystkimi swymi silami z lądu, powietrza i morza, aby z Asadem i jego rządem uczynić to, co uczynił jeden z jego poprzedników doprowadzając Irak do pozycji państwa upadłego. Należy więc zakładać, że kolejny atak chemiczny nastąpi najprawdopodobniej w stolicy prowincji Daraa, na którą skierowany będzie najbliższy atak rebeliantów i terrorystów islamskich. Nastąpi, bo będzie to nie tylko dla Trumpa korzystne.

* * *

Tymczasem, jak się okazuje, pojawiają się kolejne dowody na to, że żadnego ataku chemicznego w mieście Douma nie było, a wszystko jest prowokacją islamistów z „Białych Hełmów, organizacji będącej na usługach i finansowanej przez Al-Kaidę. Jak zapowiedział Aleksander Szulgin, ambasador Rosji przy Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW), Rosja przedstawi syryjskiego chłopca, który potwierdzi, że atak chemiczny” Doumie był zwykłą inscenizacją, zorganizowaną przez „Białe Hełmy”, która wykorzystała skutki ataków bombowych na pozycje rebeliantów i islamskich terrorystów w tym mieście. Oczywiście nikt Rosji nie wierzy, więc nikt też nie uwierzy jakiemuś syryjskiemu chłopcu. A ja mam wiele powodów, aby tym zapewnieniom uwierzyć.

* * *

Otóż w tygodniku Przegląd (nr 17-18 z 23.04.2018) czytam artykuł Roberta Kuliga przedstawiający relację 22-letniego Amina Haszima mieszkańca Doumy, który opowiada, że był świadkiem ostatnich nalotów, kiedy wojsko wykorzystując zakazaną broń chemiczną, zbombardowało Doumę, czyli ostatni bastion rebeliantów broniących się jeszcze przed nacierającymi wojskami syryjskimi. Z jego opowiadania wynika, że miasto jest totalnie zrujnowane, a tysiące ludzi mieszka pod ziemią, czyli w piwnicach i tunelach. I człowiek ten mówi, że po nalocie wyszedł z tuneli i wówczas POCZUŁ W GARDLE DUSZĄCY PYŁ i zrozumiał, że w ataku użyto ładunków zawierających jakiś gaz. Warto te słowa zapamiętać, albowiem na ten temat jest też i inna rozmowa.

* * *

Robert Fisk z brytyjskiego „Independenta” rozmawiał z lekarzem, który pracuje w klinice „Point 200” działającej w podziemnych tunelach w Doumie, do której trafiały ofiary ataku. Lekarzem tym, przedstawionym z twarzy i nazwiska, jest 58-letni Assim Rahaibani. Twierdzi on, że ludzie pokazywani na tym straszliwym filmiku nakręconym przez Białe Hełmy, nie byli ofiarami gazu, tylko hipoksji, czyli niedotlenienia organizmu, spowodowanego przez zaczadzenie kanałów, tuneli i piwnic, w których się ukrywali. Pojawiło się ono jako efekt silnych podmuchów powietrza, wdzierającego się do tych podziemnych tuneli, kanałów i piwnic w wyniku ciężkiego bombardowania.

Warto przeczytać fragmenty tego wywiadu:

https://innapolityka.pl/to-nie-byl-gaz-relacja-brytyjskiego-reportera-z-point-200-podziemnego-syryjskiego-szpitala/

* * *

Ciekawostką jest też informacja przekazana przez Rogera Watersa, współtwórcę legendarnej grupy „Pink Floyd”, który niedawno ujawnił, że usiłowano go zwerbować do promocji „Białych Hełmów”. Odmówił, ponieważ wie, że jest to organizacja prowadząca działalność dezinformacyjną w Syrii.