1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

 18 lat przesiedział w więzieniu, mimo że był niewinny, a jego niewinność potwierdzały zeznania 12 osób, które twierdziły, że w noc zabójstwa 15-letniej Małgorzaty Kwiatkowskiej, Tomasz Komenda był w miejscu oddalonym o prawie 30 kilometrów od miejsca popełnienia zbrodni. Ponadto do miejsca tego nie kursował żaden środek lokomocji publicznej, a nie ustalono, aby w tą feralną noc ktokolwiek zamawiał tam nocny kurs taksówką. Musiał zatem trasę tę (w jedną noc) pokonać dwukrotnie (ca najmniej 10 godz), a do tego doliczyć należy czas spędzony na dyskotece i czas niezbędny do dokonania zabójstwa. Circa 5 godzin.

Jak się czują dziś policjanci z dochodzeniówki (bo akurat tą jedną sprawą wydział kryminalny się nie zajmował) z KWP we Wrocławiu, prokuratorzy prowadzący tę sprawę i sędziowie (wszystkich instancji), którzy wydali wyrok. Coś mi uporczywie podpowiada, że sen nadal mają spokojny. Wyrok w istocie świadczący, albo o totalnym braku inteligencji, albo cynicznym wyrachowaniu nakazującym im skazać kogokolwiek, kogo tylko można by do tej sprawy przypisać. Odnosi się to do wszystkich mających związek z oskarżeniem Tomasza Komendy (wtedy 23 lata).

Wstyd mi za moich kolegów, tym bardziej że w czerwcu 2000 roku dołączyłem do wydziału kryminalnego KWP we Wrocławiu, a wcześniej przez lata z nim współpracowałem. Nie wiem, kto z nich się tą sprawą zajmował i mówiąc prawdę nawet nie bardzo chciałbym o tym wiedzieć. Szanuje ich za wiele naprawdę wielkich osiągnięć i szacunek ten chciałbym jednak zachować.

Zabójstwo Małgorzaty Kwiatkowskiej zostało dokonane 8 miesięcy przed zabójstwem Anny Kembrowskiej i Roberta Odżgi, z tą różnicą, że zabójcy z Narożnika nadal pozostają na wolności, a skazany na 25 lat więzienia Tomasz Komenda zapewne opuści niedługo jego mury, po spędzeniu 18 lat za kratami. Wyjdzie na wolność, ponieważ znaleźli się ludzie, którzy nie odpuścili i przedstawili twarde dowody niewinności chłopaka, który połowę swego życia spędził za murami. I lat tych nie zwróci mu żadną kwota zadość uczynienia za doznaną niewyobrażalna wielką krzywdę. Zdaje sobie sprawę, co musiał w wiezieniu przejść skazany prawomocnie za „sprawy majtkowe”, zwane tak przez pensjonariuszy zakładów karnych.

Jestem dumny, że żaden sprawca jakiegokolwiek przestępstwa kryminalnego, z którym miałam związek prowadząc czynności wykrywacze, nie trafił za kraty bezpodstawnie.

Jestem dumny, że w żadnej sprawie kryminalnej, której nie udało się mnie, albo moim kolegom z KWP w Wałbrzychu, wykryć, nie doszło do sytuacji zwanej powszechnie „drukowaniem sprawcy”, chociaż w kilku sprawach mogliśmy tak uczynić, mając 100% przeświadczenie, że dana osoba jest winna zbrodni. A wykrywalność mieliśmy bardzo wysoką, jedną z najwyższych w kraju.

 

Tragedia Tomasza Komendy nie jest czymś wyjątkowym, bo sam miałem możliwość zetknięcia się z podobnymi sprawami, chociażby skazanie na 25 lat za zabójstwo wałbrzyskiego antykwariusza dwóch młodych chłopaków. Skazanych bez żadnych dowodów winy, na podstawie bzdurnych i łatwych do negatywnego zweryfikowania zeznań świadka anonimowego. W tym przypadku żaden sąd (łącznie z Najwyższym( bzdur tych nie chciał dostrzec, tak jak w przypadku T. Komendy, który na miejscu zbrodni nie mógł być, bo był we Wrocławiu.

Z miejscowością Gajków, odległą od Wrocławia o 18 km, łączy się sprawa zabójstwa (mam większość materiałów procesowych), które z 18 na 19 maja 1999 roku. Skazany na 25 lat mieszkaniec Gajkowa twierdził, że był w tym czasie (około 24.00) we Wrocławiu (miał niepodważalnych świadków)mi kiedy są apelacyjny zarządził przeprowadzenie eksperymentu procesowego, to okazał się, że faktycznie nie mógł być w tej godzinie w miejscu gdzie dokonano zabójstwa. Bo w jego pobliżu pojawił się 2 godziny później. I co zrobił sąd apelacyjny? Ano czas zabójstwa przesunął o 2 godziny, co pozwoliło mu na utrzymanie wyroku w mocy. I Sąd Najwyższy klepnął to bez żadnych refleksji.

Aktualnie za kratami przebywa (jutro jadę do niego na widzenie) mieszkaniec Wałbrzycha, Wojciech Pyłka (mam zgodę na używanie jego personaliów), skazany prawomocnie na zabójstwo swego przyjaciela, dokonane z 23 na 24 stycznia 2008 roku. Rzecz w tym, że w tym właśnie czasie przebywał w Policyjnej Izbie Zatrzymań KMP w Wałbrzychu na ul. Mazowieckiej. Dowody jego pobytu w tym przybytku znajdują się w archiwach KWP we Wrocławiu. A on dalej siedzi i nikt nic z tym nie robi. Sąd Najwyższy również się tym nie interesował.

W mojej milicyjno-policyjnej karierze miałem do czynienia z około 460 zabójstwami, czego w około 200 przypadkach sprawca w chwili popełnienia nie był nam znany. Nie wszystkie udało się nam wykryć (wykrywalność w tej kategorii około 97%), ale tam gdzie sprawce ustaliliśmy, dowody były twarde i niepodważalne. Tylko w jednym przypadku – sprawa zabójstwa Kazimiery Gurlit ze Świdnicy i Jerzego Godlewskiego z Jeleniej Góry – nie udało mi się znaleźć bezpośrednich dowodów winny, ale poszlaki jakie zebrałem (bo sprawę prowadziłem w pojedynkę) były tak silne, że sądy wszystkich instancji nie miały żadnych wątpliwości i Ryszarda R. ps. Brzytwa skazały dwukrotnie na 25 lat, co się jednak niestety nie mogło sumować.

 

Sprawy niewykryte, gdzie sprawców ich znaliśmy, ale nie mieliśmy twardych dowodów:

 

1. Zabójstwa Jerzego Wilczyńskiego i Marii Zagrodzkiej dokonane w czerwcu 1980 roku w Polanicy Zdrój – sprawce ustaliliśmy, a nawet został zatrzymany. Jednak prokuratura z uwagi na „niezbyt przekonywujące” dowody nie zdecydowała się na wniesienie aktu oskarżenia.

 

2. Zabójstwo na tle seksualnym mieszkanki Świdnicy (RO krypt. Róża) latem 1981 roku – sprawa umorzona z powodu niewykrycia sprawców. W 1983 na podstawie przeprowadzonych (w pojedynkę) ponownych czynności doprowadziłem do ustalenia 3 sprawców, ale prokuratura uznała, że dowody nie są wystarczające.

3. Zabójstwo małżeństwa Florus w Dusznikach zimą 1984/1985 – sprawcę ustaliliśmy Emil. P. skazany później na 25 lat za zabójstwo pod Krakowem, gdzie swego pracodawce zalał za życia cementem w beczce), ale znów nie byliśmy w stanie przedstawić niepodważalnych dowodów jego winy.

4. Zabójstwo dziewczyny w Mieroszowie – lato 1985. Sprawca ustalony operacyjnie, jednakże dla prokuratury zbyt mało dowodów na postawienie zarzutu. Zdecydowano się na kwalifikację samobójstwa i sprawa została umorzona

5. Zabójstwo 3- letniej Moniki w Boguszowie – Gorcach 20.06.1986 – sprawca ustalony w tzw. sposób operacyjny, co jednak dla prokuratury nie było wystarczające.

6. Zabójstwo mężczyzny latem 1987 lub 1988 w Szymanowie k. Dobromierza (wcześniej zakwalifikowane jako wypadek drogowy) – sprawca ustalony, jednakże dla prokuratury mieliśmy zbyt mało dowodów, aby zdecydowała się na oskarżenie.

7. Styczeń 1994 – zabójstwo ks. Kilana w Ludwikowicach – sprawców ustaliliśmy w sposób operacyjny ale nie budzący naszych wątpliwości. Jednakże prokuratura uznała, ze przedstawiliśmy za mało dowodów winy, bo w większości tylko (ale bardzo mocne poszlaki.

8. Zabójstwo dziecka o imieniu Karina (zam. W-ch ul. 11 listopada) we wrześniu 1997 – sprawce ustaliliśmy, ale dla prokuratury mieliśmy zbyt mało dowodów. Po jakimś czasie popełnił samobójstwo.

9. Zabójstwo Bogdana Kowalskiego ps. Klekot z Polanicy 11.09.2001, dokonane w Dusznikach Zdr. którego rozkawałkowane zwłoki znaleziono na wysypisku śmieci pomiędzy Polanica a Dusznikami. Wcześniej, w sprawie usiłowania pozbawienia go życia (dwa ciosy nożem w czasie snu), przekonałem do złożenia zeznań w sprawi usiłowania zabójstwa, co doprowadziło do zatrzymania i aresztowania sprawcy. PO tym fakcie zaginął, a po paru dniach zwłoki znalazły się na wysypisku śmieci. Ustaliliśmy sprawcę i mieliśmy włos zdatny do badań na DNA, ale wg prokuratury było to za drogo. Sprawa została umorzona.

Te kilka przykładów (podobnych mogło być jeszcze kilka - np. sprawa tzw. „Amerykanina” w Wałbrzychu prowadzona przez KRP - ale już nie pamiętam). Większość z tych przypadków miała miejsce w czasach, gdzie pozostawione przez sprawce ślady biologiczne nadawały się jedynie do identyfikacji grupowej. Przy dzisiejszej technice wszyscy oni otrzymaliby wyroki. Myśmy musieli jednak przedstawiać inne twarde dowody winy, które nie zawsze udało się zdobyć, albo potwierdzić procesowo. Zawsze jednak mogliśmy naszych podejrzewanych zbić na kwaśne jabłko i spowodować ich przyznanie, a następnie podrzucić kilka drobiazgów będących własnością ofiar. Nigdy na takie coś się nie zdobyliśmy i nawet nie przychodziło to komuś do głowy. Tak było dawniej.