1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

Pruje się, jak stara zbutwiała szmata, polska demokracja, o którą walczyła tzw. demokratyczna opozycja z czasów PRL, co w rezultacie doprowadziło do historycznego porozumienia przy Okrągłym Stole i pokojowego przekazania jej pełni władzy, przez reformatorskie skrzydło PZPR z gen. Wojciechem Jaruzelskim i Mieczysławem Rakowskim na czele. W efekcie tego zbudowane zostały zręby demokratycznego państwa, co stało się dzięki uchwaleniu nowej konstytucji, we współpracy wszystkich postępowych wówczas sił politycznych, która w pełni gwarantowała funkcjonowanie zasady trójpodziału władzy, będącej warunkiem sine qua non każdego ustroju demokratycznego. I zdawało się, że ta młoda polska demokracja będzie się bez przeszkód rozwijać i utrwalać, ale do władzy doszła prawicowa neoliberalna Platforma Obywatelska, która zapoczątkowała prucie systemu, co czyniła bezczelnie i cynicznie przy poparciu dyspozycyjnego Trybunału Konstytucyjnego pod wodzą Andrzeja Rzeplińskiego. Rozpoczęło się od naruszenia prawa do swobodnego decydowania kobiety w sprawie rodzicielstwa, następnie prawa do wyrażania światopoglądu, a w końcu naruszenia fundamentalnych zasad demokratycznego państwa, gwarantujących obywatelom prawo do sądu, zakaz stosowania odpowiedzialności zbiorowej, czy też zasadę nienaruszalności praw nabytych. Kiedy Platforma tak już zabałaganiła praktycznie całą przestrzeń społeczna i publiczna, że obywatele zaczęli mieć ją serdecznie dosyć, do stery państwa przejął prezes Jarosław, którego do władzy wyniosło bez mała 19% obywateli RP, czyli połączonych sił wyborców PiS i tej części wyborców SLD,którzy w PiS i PO dostrzegli jakieś lewicowe wartości. Spowodowało to, że SLD zabrakło 0,45% głosów, aby wejść do Sejmu i Senatu, co było niesamowitym bonusem dla prezesa Jarosława, albowiem dzięki uzyskał w sejmie taka przewagę, że może sobie uchwalać, co chce i jak chce.

Wykorzystał ten łut szczęścia w sposób mistrzowski, albowiem nie oglądając się na nikogo i mając w dupie całą Unię Europejską, jej zasady i organa, zlikwidował Trybunał Konstytucyjny, doprowadzając go do pozycji podległego mu biura prawnego, przez co uzyskał możliwość systematycznego demontażu podwalin demokratycznego państwa. Wykorzystał brak świadomości prawnej oraz biedę znacznej części obywateli, aby wmówić im, że podejmuje działania w celu naprawienia wymiaru sprawiedliwości, który przez Polaków szanowany nie jest z uwagi na liczne patologie jakie to środowisko powoli zżerają. Lecz nie o interesy tychże obywateli chodzi, lecz o rozmontowanie Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sadownictwa, które mając w swym ręku, może być spokojny o utrzymanie władzy przez wiele wiele lat.

I w tym właśnie celu jego prawa ręka Ziobro doprowadził do uchwalenia trzech ustaw, w których nawet średnio rozgarnięty student I roku prawa dostrzeże brutalne łamanie konstytucji. A ponieważ dwie z tych ustaw znacznie ograniczały - na rzecz ministra Ziobry - niektóre prerogatywy prezydenta - Andrzej Duda zdecydował się na odmowę podpisu z uwagi na ich niekonstytucyjność. Parlamentarna opozycja zawyła z zachwytu nad nagłą odwagą A. Dudy, uznając pochopnie, że zapowiedziane przez niego dwie ustawy "sądowe" będą z konstytucją za pan brat. Mnie jednak nie przekonał i od razu stwierdziłem, że jest to ordynarna w swej prostocie ustawka z prezesem, bo "projekty prezydenckie" w równym stopniu będą niezgodne z konstytucją, jak te autorstwa pana Ziobry. Różnice będą polegały jedynie na przeniesieniu ośrodka ośrodka decyzyjnego z ministra sprawiedliwości na prezydenta. Niedouczeni prawnie rodacy nawet nie zdają sobie sprawy, że w dalszym ciągu, absolwent wydziału prawa najstarszego polskiego uniwersytetu, doktor nauk prawnych, a także strażnik konstytucji na która przysięgał posiłkując się panem Bogiem, polską konstytucję gwałci i jest to gwałt ze szczególnym okrucieństwem. Jednym słowem A. Duda zawetował niekonstytucyjne ustawy PiS, aby zaproponować niekonstytucyjne ustawy PiS, które dla niepoznaki firmuje swoim nazwiskiem. W ten sposób prezes Jarosław i podległy mu A. Duda, namaszczony przez prezesa do pełnienia funkcji prezydenta, "rżną głupa", że te prezydenckie ustawy to szczyt demokracji, przez co szybciutką ścieżką przelecą przez komisje sejmowe i zostaną przez pisowski parlament uchwalone. I kto teraz powie, że A. Duda jest notariuszem prezesa? Toć się mu postawił i piękne ustawy przyszykował. Tak piękne, że dzięki nim z roboty w Sądzie Najwyższym wylecą najbardziej doświadczeni sędziowie, z uwagi na ukończenie 65 roku życia (gdy tymczasem nota bene 73-letni minister od niszczenia środowiska rżnie Puszczę Białowieską aż drzazgi lecą na całą UE), rozwiązana zostanie Krajowa Rada Sądownicza, a nowa zostanie wybrana przez pisowskie władze, powstanie nowa instancja odwoławcza (jakaś izba skargi nadzwyczajnej), a wszystkie stanowiska prezesów sądów obsadzać będzie osobiście minister Ziobro.

Jak to wszystko będzie wyglądało w rzeczywistości? Aż strach sobie wyobrazić, ponieważ absurdalny pomysł A. Dudy ze skargą nadzwyczajną doprowadzi do naruszenia zasady stabilności orzecznictwa, przez co żaden, nawet prawomocny wyrok, się nie ostanie i będzie mógł być nawet po 5 latach unieważniony. Czy warto zapytać jaka będzie sytuacja prawna i materialna tych wszystkich, którym po pięciu latach zostaną odebrane owoce wygranego przez nich procesu? Zresztą stan takiej niepewności może trwać nawet dziesiątki lat, bo będzie można się odwołać od każdego prawomocnego orzeczenia sądu każdej instancji. Takich orzeczeń zapada w Polsce rocznie kilka milionów (mówi się o kilkunastu), a pewne jest, że co najmniej połowa z uczestników postępowania (karne, cywilne, administracyjne) poleci do SN ze skargą nadzwyczajna, którą będzie musiała zostać rozpoznana. Kto i w jakim czasie to uczyni, tym prezes i jego prezydent głów sobie nie zawracali. Najważniejszym jest bowiem to, że jeżeli prezes kolejne wybory przegra, a o ważności wyborów orzeka SN, to orzeczenie to będzie mógł prezes zaskarżyć w drodze skargi nadzwyczajnej, a wybrani przez prezesa sędziowie, wyrok taki uchylą i wydadzą taki, na jaki prezes oczekuje. I o to właśnie w tej zabawie chodzi.