1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

Tuż przed wyjściem na wczorajszą manifestację pod sądem rejonowym w Wałbrzychu oglądałem w TVN 24 bezpośrednią relację z przebiegu takiej samej manifestacji w Warszawie. Była ona naprawdę ogromna. Przyglądając się osobom zgromadzonym na specjalnej platformie-mównicy zauważyłem, że brak jest tam przedstawicieli lewicy, a zwłaszcza SLD. A przecież organizatorzy tych manifestacji bez przerwy podkreślają, że są one wyrazem zjednoczenia się całej parlamentarnej i poza parlamentarnej opozycji. Brak lewicy może świadczyć o tym, że nie została ona tam zaproszona. Szkoda, że nie przyszła sama, bo chyba nikt by nie śmiał jej wygonić. SLD za bardzo się kryguje, bo nie jest to już stara robociarska partia, gdzie publicznie i grubego słowa nie bano się użyć. Byle tylko było powiedziane w słusznej sprawie.

Z wielkim zainteresowaniem wysłuchałem głosu bohatera walki o Polskę demokratyczną, wolną, sprawiedliwą i równą dla wszystkich, profesora Adama Strzembosza, twórcy podwalin dzisiejszego (jeszcze) Sądu Najwyższego, a także byłego jego pierwszego prezesa i przewodniczącego Trybunału Stanu. Otóż pan profesor raczył bardzo krytycznie, wprost ręce załamywał z żalu, odnieść się do unormowań nowo uchwalonej pisowskiej ustawy o Sądzie Najwyższym. Z wielkim smutkiem i poruszeniem na twarzy stwierdził, że ustawa ta charakteryzuje się rozwiązaniami stosującymi represje i odpowiedzialność zbiorową, co jest niezgodne nie tylko z konstytucją RP, ale także z prawnymi unormowaniami międzynarodowego. Jest tak dlatego, że prawo zezwala sędziom pracować do 75 roku życia, a ta pisowska ustawa przymusowo odsyła ich na emeryturę, czyli w stan spoczynku. Jest to coś tak niesprawiedliwego, że prof. Strzembosz oceniając te przepisy i oceniając takie postępowanie PiS, nazwał to krótko i dosadnie faszyzmem. Aby nie było wątpliwości, wystąpienie profesora Strzembosza nagrałem.

To stwierdzenie wywołało wielki aplauz, zwłaszcza zgromadzonych na mównicy posłów Platformy Obywatelskiej, w osobach Ewy Kopacz, Borysa Budki i Grzegorza Schetyny, a także obecnych tam posłów Nowoczesnej, działaczy KOD oraz innych liderów opozycji. Widziałem tam też byłego już prezesa Trybunału Konstytucyjnego, Andrzeja Rzeplińskiego. Słuchając tego wielkiego oburzenia związanego z wspomnianymi represjami i odpowiedzialnością zbiorową, o mało mnie szlag nie trafił, bo nagle wszyscy oni jakby zapomnieli, jakby chcieli wyprzeć ze swej świadomości haniebny fakt, że to oni w 2009 roku, jako pierwsi, zastosowali odpowiedzialność zbiorową i zastosowali represje ekonomiczne w stosunku do ludzi, którzy ustawą sejmu RP z 1994 roku nabyli, jako emerytowani funkcjonariusze służb mundurowych, wypracowane przez lata emerytury. I oto nagle, po latach po 8 latach od tych pierwszych represji, kiedy Platforma otworzyła Puszkę Pandory i wypuściła na świat upiory mściwej zemsty, śmie dziś nagradzać brawami wypowiedź profesora o tym, że takie postępowania jest charakterystyczne dla faszyzmu.

Spoglądając więc na prof. Strzembosza, nagle zauważyłem, że otaczają go sami faszyści, którzy jak ten przysłowiowy diabeł, przebrali się w ornaty i zaczęli na mszę dzwonić. Przecież PiS tylko twórczo rozwinął to, co oni sami - mając pełnię władzy - uchwalili wcześniej i w 2016 roku represje te tylko wzmocnił, odbierając określonej grupie funkcjonariuszy Policji nie tylko emerytury, ale także renty rodzinne i inwalidzkie. Odebrał to emerytowanym policjantom, którzy od 1990 roku w wiernie (ponoć demokratycznemu) państwu i obywatelom służyli. Teraz o tym nie chcą pamiętać, a ja zastanawiam się, czy nie jest to efektem, znanego od czasów Freuda, psychologicznego mechanizmu obronnego w postaci wyparcia ze świadomości haniebnych czynów, jakich się dopuścili. Być może również wiecujący obywatele, bijący brawa prof. Strzemboszowi za te słowa o faszyzmie, padli ofiarą zbiorowego zaniku pamięci.

Zniesmaczony tym widokiem, udałem się pod budynek wałbrzyskiego Sądu Rejonowego, gdzie Inicjatywa Polska, wraz z Platformą Obywatelską, Partią Razem, Komitetem Obrony Demokracji, oraz Kongresem Kobiet zorganizowały wiec w obronie polskiej konstytucji i demokracji, czyli w obronie Sądu Najwyższego, o czym w Warszawie tak żarliwie mówił prof. Strzembosz. W Warszawie wśród tysięcy ludzi nie zauważyłem żadnego partyjnego logo, natomiast w Wałbrzychu z miejsca rzucił mi się w oczy baner partii Razem, czyli partii, która robi wszystko być OSOBNO. Nie zauważyłem natomiast nikogo z SLD, ale przewodniczący Rady powiatowej SLD Krzysztof Strzelec stał obok mnie. Staliśmy bardzo blisko schodów i musieliśmy być widziani Mateusza Rambachera, czy innych organizatorów tej manifestacji, ale nie przyszło im do głowy, aby szefa SLD na te schody zaprosić. Padały gromkie słowa w obronie Konstytucji, w obronie podstawowych praw, ale nikt z tych obrońców Konstytucji, ani jednym chociażby słówkiem, nie wspomniał o tych, którym konstytucyjne prawa zostały nie tak dawno odebrane, zarówno przez PO jak i PiS, przy milczący aprobacie tych, którzy teraz tak głośno na tych schodach o prawach obywateli krzyczeli. Obłuda obłuda i jeszcze raz obłuda.