1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

Czy ktoś jeszcze pamiętaj, że 26 kwietnia 1920 roku w Polsce, która tak niedawno wtedy odzyskała niepodległości, polska policja strzelała do polskich robotników? To właśnie tego dnia od kul policji zginęło 9 poznańskich kolejarzy, uczestników strajku w sprawie podniesienia ich wynagrodzenia za pracę. Dziś wszyscy  wiedzą o "poznańskim czerwcu 1956", o grudniowych wydarzeniach na Wybrzeżu w 1980 i 1981, o wydarzeniach w kopalni "Wujek" w 1981, ale nikt prawie nie wie co wydarzyło się w Poznaniu 26 kwietnia 1920 roku. Czy życie 9 poznańskich kolejarzy  było mniej warte niż życie robotników z czasów PRL? Chyba tak ponieważ o tych z 1920 roku nawet ponoć robotnicza "Solidarność" nie chce pamiętać.

* * *

Tak wydarzenia te wspomina uczestnik tamtych wydarzeń Jan Kaczmarek:

Pochód wzmocniony pracownikami dworca poznańskiego obejmował około 3000 ludzi. Gdy czołówka była pod Zamkiem, koniec pochodu był gdzieś na moście Uniwersyteckim. Dano znak zatrzymania pochodu. Grupy stojące na jezdni weszły na chodnik, by nie tamować ruchu. Delegacja weszła do gmachu nie zatrzymana przez kordon. Po kilku minutach wyszedł Karol Rzepecki, który wówczas sprawował obowiązki naczelnika Wydziału Spraw Wewnętrznych, a zarazem był prezydentem policji państwowej na województwo poznańskie. Stanął na schodach wiodących do bramy zamkowej i słyszeliśmy, jak spokojnie wydawał rozkazy:

- Pierwszy szereg klęknij! Złóż broń! Patrzyliśmy na to spokojnie, nie rozumiejąc, po co każe policji odbywać te ćwiczenia. Usłyszeliśmy trzeci rozkaz:

- Na moją komendę ognia!

Równocześnie w prawicy tego zbira ukazał się rewolwer, z którego wystrzelił w górę.
Wówczas część manifestantów zaczęła uciekać w ulicę Wały Zygmunta Augusta (obecnie Kościuszki). Salwę dano z odległości 30 kroków. Była ona nierówna. Wielu policjantów przed strzałem obejrzało się na rozkazodawcę, chcąc się upewnić, czy dobrze usłyszeli rozkaz. (...) Uczestnicy pochodu nie mieli żadnych agresywnych zamiarów, chcieli tylko swym tłumnym wystąpieniem poprzeć rokowania swych delegatów. Dla robotników, którzy spokojnie oczekiwali na odpowiedź rządców regionu, te nagłe strzały były tak niespodziewane, że w pierwszej chwili pochód rozpierzchł się w boczne ulice. Starsi pamiętają zapewne, że wówczas na placu pomiędzy wieżą zamkową a Uniwersytetem stał cokół po pomniku Bismarcka. We dwóch, z nieznanym mi z nazwiska warsztatowcem, nieśliśmy jednego z ciężko rannych do Uniwersytetu. W drodze, aby odpocząć i wygodniej ująć rannego, położyliśmy go na stopień cokołu. Dopadł do niego podkomisarz policji.
Ranny nie zważał na niego, a może w swym bólu nawet go nie zauważył. Wciąż jęczał: cholery, katy, mordercy!Podkomisarz zawołał na nas: odejść!

Równocześnie skinął na idącego za nim policjanta. Myślałem, że nas odpędza, a sam chce się zaopiekować rannym. Odszedłem parę kroków. Obejrzałem się i zobaczyłem policjanta stojącego bez karabinu, a komisarza podnoszącego karabin nad głową rannego. Unosząc karabin ruchem wahadłowym ugodził go trzykrotnie w głowę.

Ja i stojący obok mnie kolega dopadliśmy do niego. Policjant wyrwał mu karabin z rąk. Zacząłem krzyczeć:

- Koledzy, dobijają rannych! Podkomisarz, trzymając mnie, odpinał olstrę pistoletu. Uderzyłem go w szczękę, tak że cofnął się o krok. Policjant zagrodził mi drogę. Wracamy! - wrzasnął i wymownym ruchem ręki pokazał na nadbiegających kolejarzy. Obaj zaczęli biec ku bramie zamkowej.

* * *

26 kwietnia 1937 roku, a więc równo osiemdziesiąt lat temu, bombowce niemieckiego Legionu Condor niemieckiego korpusu ekspedycyjnego Luftwaffe, zamieniły baskijską Guernikę w dymiące pogorzelisko. W wyniku bombardowania zginęło około 3000 osób, a kilkaset zostało rannych. W samym mieście ofiarami byli głównie cywile, zniszczeniu uległy przede wszystkim budynki cywilne. Z faszystowskimi rebeliantami gen. Franco i jego nazistowskimi pomagierami z III Rzeszy, bohatersko walczyło ok. 5 tysięcy polskich ochotników, w tym w XIII Brygadzie Międzynarodowej im. Jarosława Dąbrowskiego. I to od niej przyjęło się nazywać ich dąbrowszczakami. Dziś żyje ich jeszcze zaledwie garstka. Dwa lata później dąbrowszczacy stanęli do walki z żołdakami Hitlera, którzy 1 września najechali na |Polskę, a ci sami lotnicy z Luftwaffe obracali w perzynę polskie wsie i miasta, w tym stolicę Polski Warszawę. W 2007 roku hiszpańscy politycy zajęli się losem "Dąbrowszczaków" ponieważ pisowski rząd pierwszej IV RP, nowelizując ustawę o kombatantach, pozbawił ich należnych im kombatanckich świadczeń. 17 kwietnia 2007 r., hiszpański Senat zobowiązał rząd, aby objął dąbrowszczaków - którzy, jak wszyscy kombatanci Brygad Międzynarodowych, w 1996 roku uzyskali obywatelstwo hiszpańskie - opieką prawną i materialną, a także zwrócił się do Unii Europejskiej, by "przyglądała się sprawie i w razie potrzeby działała w ich obronie." Stanowisko i działania polskiego rządu "stanowi nie tylko złamanie praw człowieka, lecz także - w tym rażącym wypadku - prostej i szlachetnej ludzkiej godności" - napisali w przyjętej 17 kwietnia 2007 roku uchwale hiszpańscy senatorowie wszystkich frakcji.A hiszpański rząd, na mocy ustawy z 1996 roku, przyznał dąbrowszczakom hiszpańskie emerytury kombatanckie. Dzisiaj ipeenowska bolszewia robi wszystko, aby wymazać ich z pamięci Polaków, nakazując zmiany nazw ulic i placów noszące ich miano, co dowodzi tylko jednego, a mianowicie tego, że nasi współcześni bolszewicy okropnie boją się by pamięć o "Dąbrowszczakach " w narodzie przetrwała. Oni robią wszystko, aby w narodzie przetrwała pamięć o takich "bohaterach" jak "Ogień", Bury, czy "Łupaszka". Po prostu zgroza.

* * *

26 kwietnia 1977 r., w garażu aresztu śledczego w Katowicach na stryczku zakończył żywot zabójca czternastu kobiet, Zdzisław Marchwicki, uznany za "Wampira z Zagłębia". Godzinę później powieszono jego brata Jana, któremu przypisano rolę kierowniczą w popełnionych przez brata zbrodniach. Nie od dziś wiadomo, że przypisanych zbrodni Zdzisław Marchwicki nie popełnił, a do skazania doszło tylko dlatego, że prowadzący sprawę bali się przyznać, iż zbyt pochopnie poinformowali Edwarda Gierka (jego bratanica Jolanta Gierek byłą ostatnią ofiarą "wampira"), że sprawcę wszystkich 17 zbrodni mają już ustalonego i lada chwila dojdzie do jego zatrzymania.