1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

 Obserwując to, co się wokół rejestracji do szczepienia przeciwko COVID-19 dzieje (sam rejestrowałem się przy pomocy Profilu Zaufanego na druga połowę lutego 2021), przyszła mi do głowy myśl, że jednak coś z tymi szczepieniami jest nie tak. Przecież w wyniku pandemii rząd zastosował środki ochronne, których restrykcyjny charakter położył i zapewne jeszcze skuteczniej położy całą naszą gospodarkę, a setki tysięcy ludzi pozostawi bez środków do życia i na dodatek pozbawi ich całego dorobku, gwarantującego nie tylko im, ale też zatrudnianym przez nich pracownikom, możliwość godnej egzystencji. Pomyślałem sobie, że przecież państwu winno przede wszystkim zależeć na tym, aby ratować nie tylko gospodarkę, ale przede wszystkim ludzi, których praca państwo to utrzymuje i daje mu środki na jako takie sprawne funkcjonowanie. Dlatego zacząłem się dziwić, że nikt z rządzących, a zwłaszcza narodowy wicepremier i kierowany przez niego narodowy rząd, nie wpadł na to, iż zaproponowany system i organizacja szczepień została postawiona na głowie, co może najskuteczniej przyczynić się do gospodarczej zapaści. Bo wydaje mi się, że w pierwszej kolejności (oczywiście po służbie zdrowia) zaszczepieni powinni zostać wszyscy ci, którzy mimo pandemii muszą pracować, nauczać, bronić porządku publicznego, administrować i prowadzić wszelakie firmy, w których na życie zarabia olbrzymia masa Polaków. Słowem wszyscy ci, którzy świadczą i dają innym pracę, bo to oni narażeni są na częste wzajemne kontakty, które wirusowi ułatwiają coraz bardziej niebezpieczne panoszenie się.

Będę brutalny, ale przypomnę, że jesteśmy w stanie wojny z tymże wirusem, a na wojnie uzbraja się przede wszystkim tych, którzy z wrogiem walczą na pierwszej linii. W dobie pandemii walczącymi zaś są ci, którzy muszą wykonywać swe obowiązki, aby państwo i społeczeństwo mogło normalnie funkcjonować, co będzie możliwe jedynie wtedy, kiedy świadczący pracę i usługi, zostaną uodpornieni na wirusa. Jeszcze raz będę brutalny (bo takie jest życie) i przypomnę, że ludzkie życie jest czasowo ograniczone bo biologia jest bezwzględna, co powoduje, że każdy z nas po osiągnięciu dającego się mniej więcej określić wieku, będzie musiał – czy chce tego, czy nie - przenieść się do krainy wszelkiej szczęśliwości, jak wierzą jedni, lub w otchłań niebytu, tak twierdza inni, w tym i ja sam. A to właśnie takich jak ja, narodowy rząd uznał za najbardziej wymagających ochrony. Wiem, że to bardzo humanitarne, ale wojnę wygrywa się bezwzględnością działań.

Myślę, że mam prawo tak mówić, ponieważ sam osiągnąłem wiek, w którym bardzo wielu moich znajomych już się z tego świata wyniosło, a kres dalszej życiowej wędrówki dla moich równolatków zbliża się nieuchronnie. Dlatego zdecydowanie wolę, aby prędzej ode mnie szczepionki otrzymały moje dzieci, które chcąc czy nie, codziennie muszą iść do pracy i spotykać się z dziesiątkami różnych osób, z których nie wiadomo kto zdrowy, a kto nie. Ja, jak i wszyscy inni emeryci i renciści, możemy czas pandemii przesiedzieć w domu, otoczeni opieką i pomocą rodziny, przez co nie narażając się bezpośrednio na „złapanie wirusa”. Dlatego myślę, że powinniśmy być zaszczepieni na końcu, bo mimo wszystko, to nie my jesteśmy dźwignią gospodarki i nie my możemy ją uratować. Wiem, że po tym tekście posypią się na moją głowę straszne gromy, ale takie jest moje przekonanie i dlatego je tu wyraziłem.

Od marca 2020 roku praktycznie siedzę w domu, bo losu nie chcę kusić, aby przyspieszać osiągnięcia mety, ale czuję się wolny, bo jak twierdzą marksiści, wolność to uświadomiona konieczność, a ja świadom konieczności tych wszystkich ograniczeń jestem jak najbardziej. I dlatego staram się stosować do wszelkich wyznaczonych przez narodowy rząd restrykcji, chociaż świadomy jestem tego, iż wszystkie one są bezprawne, ponieważ naruszają podstawowe prawo obywateli zagwarantowane nam Konstytucją RP.

Świadomość bezprawności działań narodowego rządu, stanowi skuteczną broń, jaką posługiwać coraz częściej zaczynają wszyscy ci, którzy zdają sobie sprawę z tego, że jeszcze trochę, a ich biznesy padną, a im samym oraz ich pracownikom przyjdzie zdychać z głodu. Dlatego ruch obywatelskiego sprzeciwu zatacza coraz szersze kręgi, obejmujące nawet górali, którzy do tej pory murem za narodowym rządem z ciupagami w dłoni stali. Teraz temu rządowi wygrażają i złorzeczą, organizując się w stowarzyszenie „Veto”, a jeżeli oni zaczęli się buntować, to dla owego rządu nie jest to dobrą wróżbą. I dlatego myślę, że nie tylko masowe manifestacje kobiet i młodzieży zbulwersowanej poczynaniami rządzących, stoją za ostatnim projektem ustawy dotyczącej „ziobrowych mandatów”, ale także coraz częstsze otwieranie restauracji, hoteli, stoków narciarskich, których właściciele czynią to w desperacji, ponieważ rządowa pomoc bardziej ich dobija niż rzeczywiście pomaga. Policjanci nie mogą doprowadzić do zamknięcia wszystkich tych obiektów i pilnowania, aby zamknięte były, ale są w stanie nawet kilka razy dziennie je odwiedzić i wlepić im mandat, którego moc obowiązująca następować będzie z chwilą jego wypisania, a wysokość grzywny i natychmiastowa jej ściągalność błyskawiczne tym buntującym się bankructwo zagwarantuje. Szybciej niż tak zwanylockdown” czyli mówiąc po polsku, zamknięcie. I nawet jak po latach pieniądze odzyskają, to będą mogli je przeznaczyć jedynie na przysłowiowe waciki.

A gdyby ci właściciele i ich pracownicy zostali wcześniej zaszczepieni, a z ich usług korzystali zaszczepieni inni pracujący, a więc posiadający pieniądze, to i pandemia szybciej by podwinęła ogon i budżet państwa strat by nie ponosił. Ale to tylko takie „wymądrzanie się” emeryta, który z racji wieku stał się oczkiem w głowie rządzących. Bo wiadomo, że poza góralami, to rząd ten emerytami i rencistami stoi, a do wyborów jeszcze tylko trzy lata. Więc hasło „oni dajom” musi stale wybrzmiewać, aby narodowy wicepremier i jego rząd, mogli spokojnie zasypiać.