1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

 Od kilku dni głośno w kraju o zabójstwie mieszkańca Kamiennej Góry, którego dokonał Walter Ryszard R. ps. "Brzytwa", którego przed laty rozpracowywałem jako zabójcę Kazimiery G. ze Świdnicy. Kiedy został zatrzymany, poruszał się samochodem m-ki "polonez", przez co mogliśmy go dopisać jako sprawcę zabójstwa złotnika z Jeleniej Góry - Mieczysława G. - którego kryminalni z tego miasta poszukiwali jako zaginionego. Nasze podejrzenie zmieniło się w pewność, gdy ze zbiornika w byłym kamieniołomie w Rogoźnicy (Gross Rosen) wyciągnęliśmy dwa związane ze sobą worki, w których znajdowały się ciała Kazimiery G. i Mieczysława G.
Michał Fajbusiewicz podejrzewa, że "Brzytwa" mógł być zabójcą seryjnym, ale ja tego nie potwierdzam. W 1990-91 analizowaliśmy niewykryte zabójstwa i żadne z nich nie udało się nam (i kolegom z Biura Kryminalnego KGP) dopasować do "Brzytwy", a raczej "Brzytwy" do któregoś z tych zabójstw. 

Brzytwa” po ostatnim wyroku (ZK Kłodzko) w Świdnicy pojawił się 04.01.1989 r. W lutym zadzwonił do Kazimiery G. i przedstawił się jako stary przyjaciel jej męża Gintera, z którym przed laty stracił kontakt. Kilka razy odwiedził ją w jej mieszkaniu, a w marcu na dancingu w rest. Piast" przysiadł się do jej stolika, przy którym siedziała z parą swoich znajomych. Po dancingu zaprosiła wszystkich do swego mieszkania i wówczas w trakcie biesiady, zauważyła, że z torby zniknęło jej 12 000 000 zł (dziś to 1200 zł) oraz prawie 0,5 kg złotej biżuterii, którą p. Kazimiera bała się zostawiać w mieszkaniu. Wówczas "Brzytwa" obiecał jej, że zrobi wszystko, aby ustalić złodzieja i odzyskać pieniądze i złoto. Nie muszę dodawać, że ta "akcja" z kradzieżą" była zwykłą "ustawką", mająca wywołać u p. Kazi zaufanie do tak rycerskiego człowieka. Za dwa dni przyprowadził go do jej mieszkania, przez co p. Kazia odzyskała 8000000 zł i prawie całą skradzioną biżuterię. Złodziej powiedział, że 4000000 zł przepili, ale odda jej za jakiś czas. Oczywiście już nie zdążył. 28 czerwca 1989 roku Kazia z narzeczonym, czyli "Brzytwą" odwiedzili jej rodzinę w Łodzi, gdzie został przedstawiony jako zamożny złotnik ze Świdnicy. Po dwóch dniach wyjechali i po pani Kazimierze G. wszelki ślad zaginał. 

Po wyjściu z zakładu karnego (w 2015 roku) zamieszkał na stałe w Wałbrzychu, ale nie miałem okazji go na mieście spotkać, chociaż nie wątpię, że przeniósł się tu z tego powodu, iż jego „herbatniki” ze Świdnicy powymierali, a dla tamtejszego młodego pokolenia jest tylko staruszkiem, o którym wszyscy już zapomnieli. W Wałbrzychu natomiast mieszka jeszcze kilku takich (sporo od niego młodszych), z którymi do 1990 roku przeróżne „lody kręcił”, przez co zanim go dopadliśmy, byli na naszym „widelcu”. Jednym z nich jest ps. „Amor”, który chyba ze dwa razy przywoził mi pozdrowienia od siedzących w ZK we Wronach „Brzytwy”, „Pstrąga” z Wrocławia i „Janosika” z Jeleniej Góry. Wszyscy oni byli obiektem prowadzonych przeze mnie spraw i trafili na 25 lat do więzienia. 

W pogoni za „Brzytwą” 

Latem 1988 lub 1989 roku ówczesny naczelnik wydziału kryminalnego Janek Sosnowski z Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Świdnicy poinformował mnie, że zaginęła jedna z mieszkanek tego miasta Kazimiera G., a pewne okoliczności jej zniknięcia pozwalają zakładać, że może to się wiązać z przestępstwem na jej osobie. Przy pomocy Straży Pożarnej weszliśmy przez okno na I piętrze do mieszkania i okazało się, że jego wygląd wskazuje, iż zostały z niego wyniesione cenniejsze przedmioty, w tym drogi telewizor i magnetowid (w jakiejś szufladzie znaleźliśmy instrukcje) i panował spory bałagan, wskazujący na przeszukiwanie kilku pomieszczeń. Innych śladów nie było. 

W związku z tym Janek zarządził wszczęcie formalnych poszukiwań pani Kazimiery, a ja przekonałem mojego ówczesnego szefa śp. płk Eugeniusza Karłowskiego (naczelnika wydziału kryminalnego Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych), że nie mam żadnych wątpliwości, iż kobieta została pozbawiona życia. Pamiętam, że moi koledzy w komendzie podkpiwali sobie, że Bartkiewicz się nudzi, więc sobie zabójstwo wymyślił. Ponieważ jedno z moich źródeł operacyjnych zdążyło mnie poinformować, że zwłoki p. Kazimiery zostały zatopione w jeziorku „Daisy” koło Mokrzeszowa, wszczętemu rozpracowaniu nadałem krypt. „Daisy” i przystąpiliśmy do penetracji dna tego zbiornika. Zwłok tam nie znaleźliśmy, ale za to wyciągnęliśmy na brzeg motocykl (nr. rej z wyróżnikiem XM). Po wydobyciu tego "zabytkowego" egzemplarza, który zachował swą sprawność mechaniczna, schowaliśmy go do jednego z "wapienników" znajdujących się przy zbiorniku. Mieliśmy zamiar w dniu następnym zabrać go do Komendy, ale rano okazało się, ze ktoś nam ten motocykl "zajumał".

     Od drugi lewej strony -ja, następnie śp. Jurek Konarzewski ps. "Dziadek", na motocyklu Krzysiek Kobusiński i ostatni, szef ekipy płetwonurków

Po jakimś czasie udało mi się dotrzeć do osoby, która od „Brzytwy” kupiła samochód marki „volvo”, będące własnością Kazimiery G. Sprzedał go na podstawie sfałszowanego notarialnego pełnomocnictwa. Ciekawa była sprawa z tym pełnomocnictwem, ponieważ było ono oryginalne, ale podpis p. Kazimiery sfałszowany, ale to już inna historia. Dogadałem się wówczas z red. Michałem Fajbusiewiczem z programy „997”, że zrealizujemy program o poszukiwaniu „Brzytwy” za kradzież samochodu i podejrzenie, że mógł p. Kazimierę pozbawić życia. 

W trakcie emisji programu Posterunek MO w Lubawce uzyskał informację, że poszukiwany facet właśnie pakuje się do Poloneza w jednej miejscowości pod Lubawką. Okazało się, że „Brzytwa” oglądał program Michała i postanowił natychmiast zniknąć, lecz miał pecha, bo szybko zorganizowana akcja z Lubawki doprowadziła do zatrzymania go w pościgu. Zresztą musieli użyć broni, aby go zmusić, aby się zatrzymał. Było to chyba na jesieni 1989 roku, ponieważ program „997” kręciliśmy w Świdnicy latem, więc emisja musiała być chyba na jesieni tego właśnie roku.

Jak się okazało, samochód „polonez”, którym „Brzytwa” się poruszał, należał do Mieczysława G. złotnika z Jeleniej Góry, który był przez tamtejszych policjantów poszukiwany jako zaginiony. Po dalszych kilku miesiącach intensywnej pracy operacyjnej udało się nam odnaleźć zwłoki p. Kazimiery. Zostały one poćwiartowane i w worku wrzucone do jednego ze zbiorników wodnych w kamieniołomach byłego obozu Gross Rosen w Rogoźnicy. Ku naszemu zdumieni obok tego worka był drugi, w którym znajdowały się poćwiartowane zwłoki mężczyzny. Szybko się okazało, że było to ciało zaginionego Mieczysława G. z Jeleniej Góry. I wszystko stało się jasne. Prokuratura Wojewódzka z/s w Świdnicy, na podstawie materiału dowodowego jaki mi się udało zebrać w trakcie rozpracowania, postawiła „Brzytwie” dwa zarzuty zabójstwa, za co został skazany na podwójne 25 lat pozbawienia wolności. Niestety – tak jak wspomniałem wyżej - w Polsce wyroków się nie sumuje, więc po 25 latach wyszedł na wolność i zamieszkał w Wałbrzychu.

Prowadzone wówczas działania operacyjne, obfitowały historie i zwroty akcji godne dobrego filmu kryminalnego, co zresztą opiszę w planowanej książce dotyczącej tej niezwykle skomplikowanej sprawy. Tu wspomnę tylko o naszych działaniach na terenie Poddębic, Gorzowa Wielkopolskiego, Strzelc Krajeńskich, nocne przeszukiwanie grobowca w Świdnicy, pomoc wałbrzyskiego duchowieństwa i Żandarmerii Wojskowej w Świdnicy. Sporo tego było.

Teraz wspominając tamtą historię (której życie dopisało ponure zakończenie), chciałbym podziękować wszystkim tym, którzy wówczas w sprawę mocno się zaangażowali i wspomagali mnie w prowadzonych działaniach. Przede wszystkim Jankowi Sosnowskiemu ze Świdnicy i Heńkowi Brudnikowi z dochodzeniówki WUSW w Wałbrzychu. Dziękuję też moim kolegom z ówczesnej sekcji I wydz. kryminalnego WUSW a następnie KWP w Wałbrzychu.

Załączniki:
Adres URL:
Dostęp do URL (https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/wroclaw/brzytwa-wpadl-w-czasie-emisji-997/b56kkq9?utm_source=_viasg_fakt&utm_medium=direct&utm_campaign=leo_automatic&srcc=ucs)b56kkq9