1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

 Tak się złożyło, że w moim milicyjno-policyjnym życiu tylko kilka razy – chyba trzy – brałem udział w operacyjnym zabezpieczeniu tłumu, który wbrew obowiązującym przepisom, gromadził się na ulicach miast. Miało to miejsce za czasów PRL (1982 r.), ale tylko jeden raz przydarzyło mi się podjąć interwencję.

Miało to miejsce w Dzierżoniowie, gdzie na Pl. Wolności (to taki centralny plac w tym mieście spełniający rolę Rynku), gdzie zebrało się kilkuset manifestantów, którzy w sposób pokojowy żądali uwolnienia z internowania Lecha Wałęsy. Wokół nich i w okolicznych uliczkach zgromadzeni byli umundurowani funkcjonariusze MO, - mogło ich być nie więcej niż setka - którzy jednak nie ruszyli „do boju”, aby skandujący tłum pałować, jak też nie widziałem, aby milicjanci kogoś legitymowali.

Jako funkcjonariusz operacyjny z wydziału kryminalnego KW MO w Wałbrzychu (WUSW jeszcze nie było) wraz moimi kolegami z wydziału oraz sekcji kryminalnej KP MO w Dzierżoniowie, zostaliśmy skierowani do operacyjnego rozpoznania sytuacji w tłumie. Naszym zadaniem było rozpoznanie prowodyrów nawołujących do agresywnych zachowań, lub takie podejmujących i wskazywanie ich umundurowanym funkcjonariuszom, którzy mieli ich następnie wylegitymować albo nawet zatrzymać. Tylko w skrajnych przypadkach byliśmy zobowiązani do podjęcia dyskretnych działań bezpośrednich, ale przeprowadzonych w taki sposób, aby nie doprowadzać do podgrzania emocji tłumu. Nie mieliśmy żadnych pałek i broni, a jedynie Ręczne Miotacze Gazu (RMG) dla ewentualnej obrony własnej. Używanie ich w innych w celach było wręcz zabronione.

Byłem świeżo po kursie oficerskim MO na Akademii Spraw Wewnętrznych i doskonale pamiętam wykłady dotyczące działań oddziałów zwartych MO w takich przypadkach, jak w Dzierżoniowie. Uczono nas dokładnie tego, co było zawarte w rozkazie skierowanym do nas, przed wejściem w tłum. Obserwować, umiejętnie odseparować, aby umożliwić przejęcie danej osoby przez mundurowych.

Kiedy w tym tłumie zauważyłem młodzieńca, – około 17 lat – który na ul. Świdnickiej rzucił pod koła oznakowanego radiowozu „przebijającego” się powolutku przez tłum tzw. jeża, mającego przebić opony pojazdu, poszedłem za nim i kiedy wyszedł na chodnik, aby się spokojnie i bezpiecznie oddalić, podszedłem do niego, dyskretnie pokazałem mu tak zwaną blachę i poprosiłem, aby zachowywał się spokojnie. Wziąłem go pod rękę i zamierzałem wyprowadzić go jak najdalej od tłumu, aby w stosownej sytuacji przekazać go mundurowym. Niestety, ktoś w tym tłumie się zorientował i w naszym kierunku ruszyła grupa kilkunastu (a może kilkudziesięciu) osób z okrzykiem „zabić gliniarza” czy coś w tym rodzaju, a w powietrzu zaczęły latać rzucane kamienień, mutry od śrub i właśnie takie stalowe kolczatki. Miałem szczęście, że ulicą do której już doszliśmy, a w zasadzie dobiegliśmy, przejeżdżał radiowóz i zdążył nas zabrać.

Później w dzierżoniowskiej komendzie przez kilka godzin ROZMAWIAŁEM z tym chłopakiem, czego efektem było ujawnienie przez niego tzw. „zbrojowni” w Zakładach „Diora”, gdzie produkowano i magazynowano broń w postaci samodziałów, rurek z materiałami wybuchowym i właśnie te nieszczęsne stalowe „jeże”.

Wspominam to na widok „mięśniaków” w cywilnych ubraniach, bez żadnego policyjnego oznakowania, którzy będąc w zachowującym się pokojowo tłumie zaczęli wyciągać z niego kobiety, a kiedy spotkali się ze słuszną SAMOOBRONĄ, wyciągnęli pałki teleskopowe i zaczęli nimi te kobiety grzmocić.

Demonstrujący mieli prawo sądzić, że te umięśnione typy, to członkowie nacjonalistycznych bojówek, które tak samo wyglądały i tak samo zachowywały się podczas „wielkiego marszu kobiet w Warszawie i podczas tzw. Marszu Niepodległości”. Mieli prawo tak myśleć, ponieważ praworządni gliniarze nigdy by tak nie postąpili, ponieważ jest to NIEZGODNE Z PRAWEM, które oni mają nie tylko chronić ale i (przede wszystkim ) przestrzegać.

W policyjnych przepisach nie ma mowy o „nieumundurowanych oddziałach zwartych Policji”, a więc brak policyjnego oznakowania, stawiał tych panów na równi z naziolami i kibolami, walczącymi z Policją w Dniu Niepodległości. 

Nałożenie później przez niektórych z nich opasek z napisem Policja niczego nie zmienia. Tym bardziej, że obowiązujące rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 20 maja 2009 r. w sprawie umundurowania policjantów (Dz.U.2009.90.738), opasek z napisem „Policja”, jako częścią umundurowania nie wymienia. A opaski takie każdy może sobie kupić w różnych internetowych (i nie tylko) sklepach.