1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

 17 września 1939 roku Armia Czerwona wkroczyła do Polski, a jedną z osobistych dla mnie konsekwencji tego wydarzenia, było zamordowanie w 1940 roku przez NKWD w Kozielsku, mojego wujka Tadeusza Drożdża. 

81 lat temu, 17 września 1939 roku, Armia Czerwona wkroczyła do Polski, realizując postanowienia Paktu Ribbentrop – Mołotow. Dlaczego Stalin pakt taki z Hitlerem zawarł, to całkiem osobna historia i wiele razy na ten temat się wypowiadałem i pisałem. Nie negując faktu, że był to akt jawnej agresji, nie trudno jednak nie zauważyć, że był on również efektem dalekowzrocznej polityki Stalina, który nie miał najmniejszej wątpliwości, że prędzej czy później Hitler wyda rozkaz ataku na Związek Radziecki. Nie przewidział jedynie, że atak ten nastąpi tak szybko. Jednakże ta decyzja Stalina – o podpisaniu Paktu i wkroczeniu Armii Czerwonej na tereny Polski, w rezultacie uchroniła ZSRR przed klęską, a tym samym miała decydujący wpływ na dalsze losy wojny, w tym z jej zakończeniem podpisaną kapitulacją w maju 1945 roku. 

Niemcy od 3 września 1939 roku nieustająco ponaglali Stalina, ażeby zajął obszary, ustalone w pakcie Ribbentrop-Mołotow jako strefa interesów ZSRR, ale Stalin zwlekał z podjęciem takiej decyzji. Mimo wszystko czekał na to, jak zachowają się wobec niemieckiej agresji na Polskę Wielka Brytania i Francja. A jak ta pomoc - określona przecież w podpisanych z Polską umowach sojuszniczych – wyglądała, wiedzieć powinien każdy Polak. 17 września Stalin uznał, że nie ma na co czekać, bo kiedy Hitler uderzy na niego, również i on pomocy od Anglii, Francji czy USA nie otrzyma. 

Gdyby nie to, że Armia Czerwona we wrześniu 1939 roku przesunęła granice ZSRR o 300 km na zachód, w 1941 roku hitlerowskie hordy pod murami Moskwy stanęłyby na długo przed nadejściem zimy. A to właśnie sroga rosyjska zima w głównej mierze w 1941 roku spowodowała zatrzymanie impetu natarcia Niemców. Dzięki temu Hitler Moskwy nie zdobył, a Stalin uzyskał czas na przygotowanie się do dalszej obrony, a następnie ofensywy na zachód. Czym się to skończyło, wszyscy wiemy. 

Nie zmienia to faktu, że 17 września ZSRR dokonał wrogiej agresji, ale jednocześnie nie można zapomnieć, że mimo tej agresji Polska nie znalazła się w ZSRR w stanie wojny. Wieczorem 17 września Naczelny Wódz wydał następujący rozkaz: 

"Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia oddziałów. (...) Miasta, do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii". 

Władze polskie wzywając do unikania walki z Armią Czerwoną nie uznały jej wkroczenia za powód do wypowiedzenia wojny i nie zerwały stosunków dyplomatycznych z Moskwą. Jedyną ich reakcją była paniczna ucieczka do Rumunii, do czego się przygotowywały czekając na granicy z tym państwem już od 15 i 16 września. A więc wiele godzin przed tym, kiedy Stalin wydał rozkaz wkroczenia do Polski.

17 września mój wujek Tadeusz Drożdż, jako członek Związku Strzeleckiego, przyłączył się z grupą kolegów do jednego z oddziałów Polskiego Wojska, do którego prawdopodobnie rozkaz Naczelnego Wodza nie dotarł i brał udział w walkach, jakie oddział ten stoczył z oddziałami Armii Czerwonej. Zostali rozbici i poszli do niewoli, a wujek Tadek, jako syn policjanta, trafił do Kozielska, gdzie też został później zamordowany strzałem w tył głowy.

Wiem o tym, ponieważ po wojnie, do mojej ciotki Longiny Drożdż, która w 1946 roku wraz z mamą i siostrami (ojciec był w Armii Andersa) wróciła z Sybiru, dotarł jej przedwojenny bliski kolega Ryszard Soroka i opowiedział o okoliczności śmierci Tadeusza Drożdża. On sam uniknął jej przez przypadek, ponieważ kula wystrzelona w kierunku jego głowy, tylko go ogłuszyła, a strzelający enkawudzista był przekonany o swej skuteczności. Nocą Soroka wygrzebał się spod zwału trupów i udało mu się uciec.