1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

 Po tym, kiedy doszedłem do wniosku, iż wszelkie gazetowe politykowanie nie ma sensu, co stało się po niedawnym wyborze nominanta prezesa Jarosława na staro-nowego prezydenta III RP, ogłosiłem na łamach DB2010, że nie będę się już polityką zajmować. Jednak czas leczy rany i koryguje wcześniejsze postanowienia, będące efektem określonych stanów emocjonalnych. Doszedłem więc do wniosku, że jednak w sprawach politycznych znów głos muszę zabrać, ponieważ dzieją się rzeczy brzydkie, wymagające komentarza. Używając określenia „rzeczy brzydkie”, mam przede wszystkim na myśli, obrzydliwe dla mnie fałszowanie historii, zwłaszcza tej najnowszej, dotyczącej czasów, w których żyłem, i których byłem pilnym obserwatorem i komentatorem, osobiście uczestnicząc w wielu dziejących się na różnych płaszczyznach wydarzeniach. Do zabrania głosu w temacie polityczno-historycznym, dotyczącym obchodów 40-lecia podpisania tzw. Porozumień Sierpniowych, zmusiły mnie publikacje z tym związane, jakie pokazały się w wałbrzyskich tygodnikach, a które jak mniemam, inspirowane były przez jedną osobę, na co wskazuje powtarzalność niektórych argumentów (w ich dosłownym brzmieniu), budowa zdań i używanie tych samych zwrotów i niektórych fraz. Niestety, publikacje te zawierały jawne bądź ukryte wątki, będące zwykłymi fałszerstwami naszej historii, lub używając bardziej stonowanego języka, spełniały rolę „gumki myszki”, wymazującej ze świadomości społecznej prawdziwy obraz tamtych historycznych wydarzeń.

Nie chcąc się na ten temat rozpisywać, przechodzę do konkretów. Pierwszym z nich, to przypomnienie, że w sierpniu 1980 roku żadnego związku zawodowego o nazwie „Solidarność” nie było, bo związek taki został zarejestrowany dopiero 10 listopada 1980 roku. Porozumienia sierpniowe zostały natomiast podpisane (z przedstawicielami rządu PRL, czyli w istocie z kierownictwem PZPR) przez różne komitety strajkowe, reprezentujące strajkujące załogi robotnicze w największych państwowych zakładach produkcyjnych, dających w czasach PRL zatrudnienie i stabilizację zawodową i życiową całemu polskiemu społeczeństwu. Zakładach, które przez tzw. obecnie komunę zostały odbudowane z wojennych zgliszcz, unowocześnione lub zbudowane od podstaw. Najbardziej znane i wiodące w całym ruchu strajkowym, były komitety strajkowe w Stoczni Szczecińskiej i Gdańskiej, przy czym pierwsze porozumienie podpisane zostało w Szczecinie. Bardzo znamienny jest więc fakt, że te najważniejsze dla współczesnej historii Polski porozumienia zostały podpisane w miastach, które dzięki temu, że w 1944 roku władzę przejęli tzw. komuchy, znalazły się w granicach Polski, co formalnie zostało potwierdzone dopiero dzięki usilnym staraniom I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki. Przypomnę, że starania Gomułki prowadzone były wbrew intencjom I sekretarza KC KPZR Nikity Chruszczowa i zakończone zostały układem podpisanym 7 grudnia 1970 roku przez premiera Józefa Cyrankiewicza i kanclerza RFN Williego Brandta. Układ ten gwarantował nienaruszalność polskiej granicy na Odrze i Nysie, przez co de facto strajkujący w stoczniach Szczecina i Gdańska robotnicy, tak samo jak strajkujący w Wałbrzychu górnicy, mogli mieć pewność, że nie zagraża im jakakolwiek zmiana polskich granic. Taką samą pewność uzyskali wszyscy Polacy, niezależnie od tego, czy w sierpniu 1980 roku strajkowali, czy nie.

Fałszowanie historii tamtych wydarzeń jest wprost bezczelne i cyniczne, ponieważ w Polsce żyje jeszcze kilka milionów obywateli, którzy wówczas mieli co najmniej 20 lat, a więc tamte czasy pamiętają. I pamiętają zapewne, że na murze otaczającym Stocznię Gdańską wisiało hasło „Socjalizm tak – wypaczenia nie”. Takie same hasło wisiało, dziś już historycznej, sali BHP, która współcześnie została przekształcona w muzeum. W placówkę, w której jako relikwie eksponowane są nawet stare butelki po wodzie mineralnej, pitej wówczas także przez prowadzących negocjacje i podpisujących porozumienie „komuchów”. Ale to historyczne, tak jak te butelki, hasło zostało wymazane, ponieważ stało się bardzo niewygodne dla tych, którzy wykorzystali fakt, iż robotnicy strajkują przeciw władzy, aby zmusić ją do wprowadzenia zasad, jakie winne obowiązywać w socjalizmie.

Dziś bezczelną kpiną z tamtych strajkujących jest wmawianie im i dzisiejszemu społeczeństwu, że strajkowali wówczas o prywatyzację całych branż przemysłowych, wielkich zakładów pracy, ziemi, zwrot majątków, budynków i mieszkań ich przedwojennych właścicielom, chociaż cały ten majątek został po II wojnie odbudowany z ruin rękami milionów prostych i w sumie bardzo ubogich ludzi przez tzw. komuszą władzę. Dziś ci, którzy w tamtych latach jeździli tramwajami, dziś jeżdżą rządowymi wypasionymi limuzynami za setki tysięcy złotych oraz zarabiają (jak i członkowie ich rodzin) dziesiątki tysięcy miesięcznie, tylko dlatego, że strajkujących oszukali w najbardziej ordynarny sposób i po podpisaniu umowy społecznej przy Okrągłym Stole, od razu doprowadzili do jej złamania i zaczęli grabić wszystko to, co do tej pory było państwowe i służyło wszystkim. Dziś służy jedynie wybrańcom lub wielkim oszustom gospodarczym i finansowym, między którymi dziś w zasadzie należy postawić znak równości.

W wałbrzyskich wspominkach przeczytałem o śp. Jurku Szulcu, który w Wałbrzychu podpisywał 2 września 1980 roku trzecie w Polsce porozumienie pomiędzy strajkującymi, a przedstawicielami ówczesnej władzy. Znałem Go osobiście, ponieważ od 1976 roku byłem pracownikiem Zarządu Wojewódzkiego ZSMP w Wałbrzychu, a on w tym czasie był etatowym wiceprzewodniczącym ZSMP na KWK „Wałbrzych”. Nie jedną rozmowę z nim przeprowadziłem, niekiedy przy napojach skłaniających do szczerych wypowiedzi i ujawniania swych przekonań, więc wiem doskonale, że to nie ówczesny ustrój stał mu kością w gardle, ponieważ wiedział, ile mu nie tylko on sam osobiście zawdzięcza. Najbardziej wkurzała go, jak i wielu innych młodych aktywistów i działaczy tego związku – w znakomitej większości członków PZPR – panująca wśród decydentów „jaśniepańska” postawa, przekonanie o wyłącznej ich racji, nepotyzm i niekiedy zwykłe, ale dosyć powszechne skur ……. two. Oszustwa przy naliczeniu wypłat, narzucane normy, złodziejstwo, oszukiwanie na BHP itp. itd. Ale to wcale nie znaczyło, że mu się ustrój nie podobał, że chciał walczyć o jego obalenie i odbudowanie polskiego kapitalizmu. I dlatego, chcąc mieć większy wpływ na to, co się na kopalni i w mieście działo, starał się zostać wybranym na sekretarza kopalnianej organizacji partyjnej. Był przebojowy, a więc niebezpieczny dla partyjnego betonu, więc żadnych szans nie miał. Dlatego, aby móc walczyć, zorganizował strajk na szybie „Chrobry”, a od 2 września 1980 roku tworzył struktury NSZZ „Solidarności” w kopalniach naszego miasta i regionu.

Nie walczył o kapitalizm, który m.in. spowodował likwidację wałbrzyskiego przemysłu, w tym kopalń, a jego samego w latach 1995 -2009 uraczył bezrobociem. Czy naprawdę tego pragnął, czy właśnie o to, razem z innymi robotnikami, walczył? Już nam nie odpowie i nie zareaguje na setki bredni wypowiadanych i pisanych przez niesamowicie liczne rzesze tych, o których w tamtych czasach nikt nie słyszał.