1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

 Nie będę tłumaczył na czym dokładnie polega liczenie głosów w systemie D'Hondta, bo jest to dosyć skomplikowane, że sam mam problem z jego ogarnięciem, wystarczy więc, że przypomnę, iż promuje on silniejszych. W przypadku Senatu sprawa jest prosta, każdy kandydat pracuje na siebie i wygrywa ten, który uzyska najwięcej głosów. Do sejmu natomiast wchodzą ci, którzy uzyskają największe poparcie, ale pod warunkiem, że suma oddanych na ich komitet wyborczy głosów przekroczy 5 % w skali kraju. Tak więc liczy się każdy głos, więc warto głosować. Niegdyś głosujący w tym systemie miał jakieś gwarancje, że tzw. jedynka na liście to najlepszy z najlepszych w danym okręgu wyborczym. Dziś niestety tak już nie jest, ponieważ zbyt często kandydat z tym numerem - tak jak za czasów PRL - to nie znany i lubiany "swojak" dający gwarancję politycznej rzetelności i społecznej wrażliwości, lecz przywieziony w teczce tzw. aktywista, który w miejscu swojego zamieszkania nie miałby większych szans. Rzuca się więc takich w teren pod fałszywym hasłem, że oni i tak w sejmie reprezentują interesy wszystkich Polaków. Guzik prawda, bo gdyby tak było, to na listy wyborcze w każdym okręgu można by wpisywać np. cały warszawski aktyw z centrali partii i po kłopocie. Dlatego na listy wpisuje się tych miejscowych, którzy w rzeczywistości mają być tylko końmi pociągowymi dla tych ważnych z pierwszej i drugiej pozycji.

Niekiedy świadomość tego, że na jedynce lub dwójce znajduje się spadochroniarz, tak wyborcę zniechęca, że zbulwersowany tym w ogóle zrezygnuje z udziału w głosowaniu, albo z przekory głos swój oddaje na kogoś z innej listy, wierząc, że akurat ten ktoś jest o niebo lepszy. Jest to postępowanie po prostu głupie i szkodliwe, bo wystarczy ominąć na listach „zrzucone na spadochronach” jedynki i niekiedy dwójki, które na 100% są efektem układów i zakulisowych rozgrywek, a często nie zawsze przejrzystych kompromisów. Jeżeli więc do tych jedynek i dwójek nie macie zaufania, to głosujcie na tych znanych sobie, ale umieszczonych na dalszych pozycjach. Może warto nawet, aby zagwarantować odpowiednią liczbę głosów dla ugrupowania (pamiętajcie o 5 %), głosować na ostatniego na liście, by dać mu największe szanse wygranej. Może wtedy sejm przestanie być politycznym kabaretem i miejscem dla zarabiania niezłej kasy. I chcę być dobrze zrozumianym. Ten mój apel kieruję do wyborców wszystkich politycznych opcji, a nie tylko do tych, którzy są bliscy moim politycznym przekonaniom i wyborom.

* * * 

Oglądam relacje z manifestacji hutników z Częstochowy, którym zdaje się, że są w stanie odwrócić nimi bieg historii. Huta ta wprawdzie została wybudowana przed wojną, ale po wojnie znacznie rozbudowana i unowocześniona została na mocy decyzji KC PZPR przede wszystkim po to, aby tysiącom ludzie stworzyć miejsca pracy, a więc dać im możliwość godnego życia. Ale kiedy przyszedł czas NSZZ „Solidarność” i rządów jego wybrańców sterowanych przez międzynarodowy kapitał, czyli Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, ją ( jedną z najnowocześniejszych w Europie hut stali i walcowni) sprzedano za grosze ukraińskiemu kapitaliście. Wówczas związkowcy z „Solidarności” piali wprost z zachwytu (co doskonale pamiętam), wierząc w to, że kapitalista kieruje się jedynie dobrem robotników, dla których gotowy jest – w odróżnieniu od władz PRL – nieba przychylić i sam jeść kawałek suchego chleba, aby tylko częstochowscy (i nie tylko) hutnicy mieli gdzie pracować i zarabiać pieniądze.

Manifestujcie drodzy hutnicy do woli, ale bez złośliwości przypomnę wam, że w kapitalizmie, o który w czasach PRL modliliście się w kościołach i podczas nieustających strajków, nie wasz, a kapitalisty interes jest najważniejszy.

* * *

Cieszą się zapewne niesamowicie polscy górnicy, że siły porządkowe (w tym antyterroryści) na zlecenie władz (a kto rządzi wiadomo), używając przemocy i broni maszynowej, odblokowali w Porcie Północnym w Gdańsku (przypomnę, że wybudowanym na mocy decyzji I sekretarza KC PZPR, Ślązaka z dziada pradziada, tow. Edwarda Gierka) wielki kontenerowiec wwożący z Afryki do kraju setki tysięcy ton węgla. Prawdopodobnie w ramach obietnicy składanej na Górnym Śląsku przez premiera kłamczuszka, że kolejny rząd PiS tym razem naprawdę zadba o to, aby polskie kopalnie wydobywały coraz więcej węgla, by polscy górnicy mogli utrzymać swe miejsca pracy i zarabiać na utrzymanie swych rodzin.

* * *

 Zdumiała mnie usłyszana dziś (10.09.br) wypowiedź minister Emilianowicz, że tak głośno trąbiona od kilku dni obietnica o 4 tys. zł minimalnego wynagrodzenia, nie była w ogóle z nią konsultowana, bo gdyby była, to zgłosiłaby do niej swe istotne zastrzeżenia. A w ogóle to nie wróży jej długiego żywota, co sformułowała ciut inaczej, ale taki był sens jej wypowiedzi. Niestety, ja pamiętam nie tylko to, co kiedyś wieszczył niejaki Kurski, że ciemny lud wszystko kupi, ale też i o tym, o czym przy konsumpcji ośmiorniczek w restauracji „Sowa i Przyjaciele” gaworzył niegdyś dzisiejszy premier kłamczuszek, że Polacy są tak głupi, iż uwierzą w każdą opowiedzianą im bzdurę. Przypomnę, że chodziło o tę reklamę JEGO banku z Chuckiem Norrisem w roli głównej. Wierzcie dalej, drodzy prezesowi wyborcy PiS.

* * *

 Straszne rzeczy o polskie prawdziwej rodzinie i nihilizmie istniejącym poza Kościołem Katolickim, opowiadał ostatnio na wiecu w Lublinie prezes Jarosław. Sam wprawdzie żadnej rodziny nie tworzy, bo starym kawalerem jest, ale wie co mówi, bo ma osobiste doświadczenie. Wyrzucił więc poza nawias „prawdziwej polskiej rodziny miliony Polek i Palaków, którzy z różnych, ale zawsze z istotnych powodów, samotnie wychowują swe dzieci lub wnuczęta. Straszne, ale usłyszałem, że w normie tej „prawdziwej polskiej rodziny” nie mieści się również bratanica prezesa, która mężów zmienia jak rękawiczki, przez co swym dzieciom (nie zawsze z tzw. prawego łoża) zapewnia - wg poglądów prezesa - komfort patologicznej rodziny. Rodziny nie tworzą również kuzyni i kuzynki prezesa żyjący ze swymi partnerami na tzw. kocią łapę, jak np. patologiczny – wg prezesa – związek jego kuzynki z austriackim milionerem, którego chyba z tego powodu wydymał na kilka milionów. Dotyczy to też członków jego partii, a zwłaszcza liczonych na pęczki jej prominentnych działaczy i lokalnych wodzów.

A co do nihilistów, czyli wyznawców innych religii, agnostyków i ateistów? No cóż, pozostaje mi tylko apelować, aby pamiętali, że dla prezesa, a więc i całego PiS, są jedynie zwykłą nihilistyczną mierzwą. Apelować, aby wiedząc o tym, mocno się zastanowili stojąc nad urną wyborczą.