1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

 Ponieważ miałem nadzieję, że w programie „Śniadanie w Polsat News” (w każdą niedzielę godz. 09.00 |TV Polsat News) wystąpi ktoś z kierownictwa SLD, zasiadłem z kuflem schłodzonego jabłkowego kompotu, aby usłyszeć jakieś wyjaśnienie, dlaczego Zarząd Krajowy SLD nie wystawił Moniki Jaruzelski jako kandydatki na senatora z okręgu warszawskiego. Niestety w studio był Krzysztof Gawkowski z „Wiosny”, więc nawet gdyby takie pytanie padło, nie byłby on władny na nie odpowiedzieć.

Jestem straszliwie zawiedziony Włodzimierzem Czarzastym, że do czegoś takiego w SLD doszło, zwłaszcza w przypadku osoby, która w ubiegłorocznych wyborach samorządowych zdobyła, jako jedyna kandydatka komitetu SLD-Lewica Razem, mandat radnej m.st. Warszawy, zdobywając 8494 głosów.

Zawiodłem się, bo okazało się, że w SLD ważniejsze są jakieś personalne gierki, a nie dobro samej partii i dobro Polaków, którzy tę partię (tak jak ja) jeszcze popierają i popierać będą chociażby tylko z tego tylko powodu, aby uniemożliwić PiS ponowne zdobycie władzy. Mam nadzieję, że Monika Jaruzelska pokona wszystkie piętrzące się przed nią przeszkody i zdobędzie mandat senatora, pokazując władzom SLD, że lewicowość to niekoniecznie członkostwo tej partii, ale też, że odwracanie się plecami do znaczących ludzi lewicy, partii tej chluby nie przynosi.

* * *

Już miałem wyłączyć telewizor, kiedy rozpoczęła się dyskusja o tym co mówili hierarchowie polskiego kościoła katolickiego, a konkretnie Jędraszewski i Dec w sprawie jakiejś ideologii LGBT. Piszę „jakiejś” dlatego, że nie ma żadnej ideologi tego rodzaju, ponieważ określenie LGBT to skrót określający środowisko gejów, lesbijek, biseksualistów i transseksualistów, czyli ludzi, którzy z jakichś powodów (najczęściej niezależnych od nich samych) odbiegają od biologicznej normy seksualności wyznaczonej przez ewolucję. Tak jak nie ma ideologii heteroseksualnej, tak samo nie ma ideologii homoseksualnej. Natomiast istnieją ideologie społeczne, polityczne i religijne, bo według Encyklopedii Państwowego Wydawnictwa Naukowego ideologia to zbiór poglądów służących do całościowego interpretowania i przekształcania świata.

Środowisko LGBT nie demonstruje niczego innego, jak pragnienie uznania ich praw obywatelskich na równi z prawami wszystkich innych ludzi, ale przede wszystkim zagwarantowania im ochrony przed nienawiścią i dyskryminacją, a także zapewnienia im fizycznego i psychicznego bezpieczeństwa.

W programie na ten temat w pewnym momencie Krzysztof Gawkowski użył określenia, że demonstrujący w Białymstoku i Płocku, byli za normalnością, co z miejsca wykorzystał Kamil Bortniczuk (prawnik, członek fotelowej partyjki „Porozumienie” koalicjanta PiS, poseł), który „mądrze” zagadał o odwróceniu narracji. Według niego, jakiś czas temu marsze czy parady środowisk homoseksualnych, ich przeciwnicy nazywali marszami nienormalności i wówczas przedstawiciele Kościoła ponoć (ponoć - bo ja tego nie słyszałem) nawoływali, aby tym mianem nie określać tych ludzi, bo wszyscy oni to również dzieci Boga. I teraz – wg Bortniczuka - opozycja dokonuje odwrócenia narracji, bo mówiąc, że maszerujący chcą normalności, tym samym tych, którzy z nimi nie idą, uważa za nienormalnych, przez co ich obraża i stosuje mowę nienawiści.

* * *

Niestety nie doczekał się Bortniczuk jakiejś celnej riposty, przez co utwierdził we mnie przekonanie, że politycy biorący udział w takich programach nie potrafią przeprowadzić błyskawicznej analizy i wskazać na totalny brak logiki prezentowanej publicznie argumentacji. Bo ja temu Bortniczukowi odpowiedziałbym mniej więcej tak: jeżeli uznaje, że prawa obywatelskie są wartością niepodlegającą dyskusji, jeżeli uważa, że równość, wolność, tolerancja to nieodłączne atrybuty systemu demokratycznego, to czy nie są one czymś normalnym? A jeżeli tak, to wszyscy ci, którzy przeciw temu występują (brutalnie i po chamsku, z prymitywną nienawiścią w słowach i czynach), są właśnie nienormalni, bo inni od tych, którzy normalność niosą na sztandarach i chcą, aby dotyczyła ona wszystkich bez wyjątku ludzi. Czy te hasła są wyrazem jakiejś ideologii LGBT?

Nikt jednak tak temu Bortniczukowi nie odpowiedział, przez co zadowoloną - z powodu „dowalenia” Gawkowskiemu – minę prezentował do końca programu.

* * *

Również ciekawy był wątek, który rozpoczęła posłanka Izabela Leszczyna z PO, mieszkanka Częstochowy. Zareagowała ona na słowa Bortniczuka lub Jarosława Selina (sekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego), że niesiona w płockim marszu kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej z tęczową aureolą, jest obrazą uczuć religijnych Polaków. Na takie dictum przywołała – jako wierząca częstochowianka – fragment tak zwanych godzinek, którymi wierzący w tym mieście rozpoczynają każdy swój dzień. Godzinki, to nic innego jak paraliturgiczne modlitwy, których celem jest wstawiennictwo w jakieś ważnej dla wierzącego sprawie. Są wyrazem katolickiej pobożności i są całkowicie akceptowane i zalecane przez Kościół, a pochodzą jeszcze ze średniowiecznych czasów. Izabela Leszczyna zacytowała jeden fragment, wywołując kpiącą reakcje obydwu tych panów, zapewne prawdziwych katolików i szczerych Polaków Patriotów. Ja zacytuję dwa fragmenty takich godzinek.

Litania o Najświętszej Maryi Pannie Różańcowej:

„Święta Maryjo, tęczo przymierza, mająca

w sobie rozliczne kolory tajemnic Boskich w Różańcu świętym (...)

Tęczą Różaniec, różne kolory od słońca,

Ciebie bierze, niech w ustach mych nie będzie końca”

i

Godzinki o Niepokalanym Poczęciu NMP:

„Witaj arko przymierza, tronie Salomona,

Tęczo wszechmocną ręką, z pięknych farb złożona.”

Dlaczego zatem tęczowa aureola wokół głowy Matki Boskiej miałaby obrażać ją samą, albo w ogóle jakiegoś katolika? Wytłumaczcie mi proszę, bo być może jestem zbyt głupi, aby tę katolicką logikę pojąć swym ateistycznym rozumem.