1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

 Zakończyła się pierwsza odsłona rozprawy przeciwko dwóch funkcjonariuszom z KMP w Wałbrzychu, którzy10 marca 2017 roku z ławki przy ul. Przyjaciół Żołnierza (Biały Kamień) zabrali trzęsącego się z zimna, siedzącego na niej, 57 letniego bezdomnego (jak się później okazało) Czesława Cz. W miejsce to podjechali z polecenia oficera dyżurnego komendy miejskiej, którego następnie poinformowali (drogą radiową), że nie ma podstaw do interwencji, a więc udaj się do innych zadań. Jednakże wbrew temu, co dyżurnemu przekazali, zabrali go do radiowozu i udali się na obrzeża Wałbrzycha, gdzie następnie wyrzucili go z samochodu w efekcie polecenia oficera dyżurnego, że mają udać się na kolejna interwencję. Porzucony w przydrożnym zagajniku człowiek zmarł z wyziębienie.

Pisałem o tym dwukrotnie (DB2010 nr 12 z 30.03 i nr 14 13.04.2017), więc bliższe szczegóły sprawy pomijam. Po tym jak zwłoki bezdomnego zostały ujawnione, a także ustalono cały przebieg zdarzenia, prokuratura postawiła tym funkcjonariuszom zarzut niedopełnienia obowiązków (art.231 §1) oraz nieumyślnego spowodowanie śmierci (art.155. kk) i skierowała do sądu akt oskarżenia. 10 października br. Sąd Rejonowy w Wałbrzychu obydwu oskarżonych (jeden z nich odszedł z Policji, drugi pozostaje w zawieszeniu) skazał na 10 miesięcy pozbawienia wolności z zawieszeniem na 2 lata, 3 lata zakazu wykonywania zawodu policjanta oraz po 1000 złotych grzywny na rzecz Skarbu Państwa. Prokuratura zapowiedziała apelację. Nie dziwię się, ponieważ uważam, że sąd zbyt łagodnie panów tych potraktował, zmieniając im kwalifikację czynu z „nieumyślnego spowodowania śmierci” (art.155 kk) na „nieumyślne narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia” (art.160 § 3 kk), co jest zagrożone znacznie niższą karą, albowiem z art. 155 kk kara wynosi od 3 miesięcy do 5 lat, natomiast z art. 160 kk górna granica kary nie może przekraczać 3 lat.

We wspomnianych wyżej dwóch felietonach, w jakich tą sprawą się zajmowałem, sugerowałem, że zarzut winien być oparty na art. 160 § 2 kk, ponieważ ci dwaj funkcjonariusze na pewno nie mieli zamiaru spowodowania śmierci bezdomnego, natomiast bez wątpienia powinni sobie zdawać sprawę z faktu, że wyrzucenie na odludzi przemarzniętego człowieka może skończyć się dla niego tragicznie. Najważniejsze jednakże w tym wszystkim jest to, że chyba prokuratura, a na pewno sąd, zapomnieli o jednym bardzo ważnym elemencie, a mianowicie o tym, że z chwilą kiedy ci dwaj policjanci zabrali Czesława Cz. do radiowozu, zaczął ciążyć na nich szczególny obowiązek opieki nad osobą narażoną na niebezpieczeństwo. W marcu i kwietniu 2017 roku pisałem o tym, wspominając o tzw. kumulatywnym zbiegu przepisów (art.11 kk), z którym mamy do czynienia wtedy, kiedy jeden czyn narusza dwa lub więcej przepisów karnych, a w tym przypadku określonych w art. 155 i 160 kk. W razie takiego zbiegu przepisów sąd wymierza karę na podstawie przepisu przewidującego karę najsurowszą, a więc od 3 miesięcy do 5 lat. Myślę, że gdyby prokuratura oskarżyła tych funkcjonariuszy właśnie z art. 160 § 2 kk, wówczas sąd nie miałby możliwości wykazania się tak nadzwyczajną łagodnością i na pewno argumentu nieumyślności nie mógłby wysunąć na plan pierwszy. No bo o jaką nieumyślność może chodzić, kiedy ci ludzie (?) świadomie wywieźli człowieka znajdującego się w szczególnej potrzebie poza miasto? Po co go w ogóle z tej ławki zabierali, kiedy nie mieli zamiaru mu pomóc? Bo przecież nie pojechali do noclegowni im. Brata Alberta na ul. Pocztowej, ani do najbliższego szpitala, aby temu nieszczęśnikowi udzielono fachowej pomocy, wybierając zagajnik na obrzeżach miasta. Czy prokuratura i sąd naprawdę myśli, że mieli zamiar w tym miejscu urządzić temu bezdomnemu piknik z gorącymi kiełbaskami?

Sąd natomiast zaprezentował zadziwiający (przynajmniej dla mnie) proces myśliwy, którego ostatecznym efektem była konstatacja, że zachowaniu oskarżonych nie można przypisać skutku w postaci śmierci mężczyzny. To tak, jakby stwierdzić, że na pewno do śmierci rannego człowieka nie przyczyniło się to, że lekarz pozostawił go bez żadnej pomocy. Meandry sądowej logiki są dla mnie nie do ogarnięcia. Ktoś powie, że policjant to nie lekarz, więc nie ciąży na nim obowiązek opieki wskazany w art. 160 § 2 kk, wobec czego prokuratura zarzutu takiego nie mogła postawić. Z gruntu się z takim stanowiskiem nie zgadzam.

Jako argument podam bardzo podobną historię, która rozegrała się 9 maja 2018 roku w Pobiedziskach (woj. wielkopolskie), gdzie dwaj policjanci (w tym policjantka) zabrali leżącego na ulicy pijanego mężczyznę (lat 36) i zamiast wezwać pogotowie, czy odwieźć go na izbę wytrzeźwień, zawieźli go do lasu, gdzie go pozostawili. Efektem ich postępku była śmierć tego człowieka. Wielkopolska prokuratura nie miała żadnych wątpliwości, że funkcjonariusze ci, działając wspólnie i w porozumieniu narazili na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu mężczyzny, którego wywieźli do lasu. W ten sposób naruszali zdecydowanie – zdaniem tejże prokuratury – ciążący na nich obowiązek opieki nad osobą narażoną na niebezpieczeństwo. Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Magdalena Mazur-Prus nie miała wątpliwości, że udzielenie pomocy było obowiązkiem funkcjonariuszy. Taki sam obowiązek ciążył na wałbrzyskich stróżach prawa (?), którzy mając do czynienia z mocno przemarzniętym człowiekiem winni udzielić mu chociażby najprostszej pomocy, czyli odwiezienia go do wspomnianej noclegowni, tak nieodległej od miejsca z którego Czesława Cz. zabrali.

Nie wiem co się dzieje z polską policją, a dzieje się coraz gorzej. Obejrzałem 9 października br. reportaż Pawła Kazimierczaka (TVP 2 „Magazyn Ekspres Reporterów”) - coś przerażającego. Otóż w lipcu br. policjanci zabierają z domu (trzeźwego i zdrowego) 40-letniego mężczyznę. Na drugi dzień z Aresztu Śledczego we Włocławku odwożą go na badania w SOR miejscowego szpitala (będąc w celi doznał urazu spadając z łóżka) i po badaniach odwożą go z powrotem do Aresztu. Niestety okazało się, ze mężczyzna ten zmarł w radiowozie. Odległość ze szpitala do Aresztu to jedynie 5 km, który radiowóz ten pokonał w czasie przekraczającym jedną godzinę. Zdjęcia wykonane w prosektorium (przed sekcją) pokazują człowieka z kompletnie zmasakrowana twarzą, z powybijanymi zębami, prawie granatowymi nogami, oraz mocno poranionymi dłońmi. Sekcja wykazała, że obrażenia te zostały spowodowane uderzeniami pięścią, kopniakami i tępokrawędzistym narzędziem. Policja nie ma sobie nic do zarzucenia. Prokuratura wszczęła śledztwo. A ja pytam się raz jeszcze, co się w tej policji dzieje i kto zrobi z tym wreszcie porządek?