1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

 Zasiadając wczoraj (04.10.2018) na sądowej ławie dla widzów, byłem przekonany, że wygra Zbigniew Ziobro i sąd wyroku uniewinniającego nie utrzyma. I moje przekonanie znalazło potwierdzenie w wyroku Sądu Okręgowego, który uchylił wyrok uniewinniający gen. Leszka Lamparskiego, wydany przez Sąd Rejonowy w Wałbrzychu. Nagrałem cały tekst jego ustnego uzasadnienia i mam zamiar jutro poświecić się szczegółowej analizie sądowej argumentacji. Jednakże już tylko na podstawie tego, co usłyszałem, głęboko się z nim nie zgadzam. Zwłaszcza w kontekście tego, co usłyszałem w zakresie poprawności stosowania decyzji administracyjnej. Sąd dowodził, że Leszek Lamparski doprowadził do pozbawienia wolności określonych osób, a jest to domena wyłącznie sądu, a więc jednak prawo złamał. Ponadto, forma decyzji administracyjnej wcale nie była wymagana i decyzje te mógł wydać w formie okólnika czy innego rodzaju dokumentu.

Nie będę tego rozwijał, bo muszę się dokładnie w tę argumentacje wczytać, ale jednak już na pierwszy rzut oka wydaje się to po prostu śmieszne. Komendant Wojewódzki, czy to MO, czy Policji jest organem administracyjnym i wszelkie jego działania typu władczego mogą być wydawane jedynie w formie decyzji administracyjnej. Tylko osoba bardzo niedokształcona może sobie wyobrazić, że internowanie osoby można by przeprowadzić li tylko na podstawie okólnika, który jest niczym innym, jak rodzajem pisma urzędowego zawierającego polecenia lub wskazówki wydanym przez organ administracyjny podległym mu innym organom tego rodzaju. Na przykład okólnikiem komendant wojewódzki policji mógłby polecić komendantom podległych mu komendom i komisariatom, aby w ubikacji zawsze był papier toaletowy koloru różowego. Ale nigdy aby kogoś przetrzymywali bez określonego terminu i konkretnego zarzutu. To byłoby dopiero złamanie prawa. Ale sąd chyba o tym nie wiedział.

Nie wiem czemu miała służyć sarkastyczna uwaga, że Leszek Lamparski skończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu im. Bolesława Bieruta we Wrocławiu, że szczególnym właśnie podkreśleniem ówczesnego patrona tej uczelni. Pan sędzia na młodzieńca nie wyglądał, ale może studiów na tym Uniwersytecie nie kończył, więc nie wiem kim był prof. Alfred Jahn, rektor tej placówki w latach 1962- 1968, który wraz ze studentami brał udział w strajku okupacyjnym Uniwersytetu w marcu 1968 roku, za co został pozbawiony później tej funkcji. Każdy może o nim poczytać np. w Wikipedii chociażby. Może też nie wie o tym, że na tym Uniwersytecie wykładali też jego koledzy z Uniwersytetu im. Jana Kazimiera we Lwowie tacy jak prof. Witold Świda (prawo karne), czy Andrzej Mycielski prof. |Uniwersytetu im A. Mickiewicza w Wilnie (prawo międzynarodowe) i wielu innych, których nie będę wymieniał, bo nie o nich chodzi. Jednakże to oni m.in. i mnie prawa uczyli, przez co zapewne mam zupełnie odmienny do niego stosunek, niż sędziowie z świdnickiego Sądu Okręgowego, którzy się moim zdaniem wyraźnie – w odróżnieniu od swych kolegów z Wałbrzycha – Zbigniewa Ziobry przestraszyli.

Coś się jednak w ich sumieniu tliło, albowiem sąd ten podkreślił (przychylając się do wyrażonej wcześniej argumentacji mec. Jerzego Świteńkiego), że ponownie rozpoznając sprawę, sąd I instancji (ten z Wałbrzycha) powinien rozpatrzyć szczególnie, czy 92 decyzje administracyjne – nawet wydane niby z naruszeniem prawa – można w świetle prawa międzynarodowego, którego Polska jest przecież sygnatariuszem, uznać za zbrodnie przeciwko ludzkości. Jeżeli nie, to postępowanie musi być umorzone, albowiem zbrodnia komunistyczna uległa dawno już przedawnieniu. W ten sposób Sąd Apelacyjny chciałby pisiorom wysłać sygnał, że sędziowie chętnie by Generała skazali, ale wicie … rozumicie … już nie mamy możliwości. Przedawnienie, psia mać. Panie Generale, gdyby się okazało, że Sąd Rejonowy w Wałbrzychu z jakichś poza merytorycznych powodów uznał Pana za zbrodniarza komunistycznego (podpisanie owych 92 decyzji), ale postępowanie umorzył z powodu przedawnienia i braku znamion zbrodni przeciwko ludzkości, niech pan na to plunie. Przyjdą jeszcze czasy, że się o sprawiedliwe wyroki upomnimy, a skazanie przez PiS będziemy uważać za powód do dumy.